Tak Iga Świątek weszła na szczyt. Grała finał i eliminacje jednego dnia. "Nie mogła liczyć na przychylność"
4 kwietnia Iga Świątek oficjalnie zostanie liderką światowego rankingu. To historia nie tylko o kilkuletnim imponującym rozwoju, ale też wejściu na sam szczyt bez pomocy z zewnątrz.
Pierwszy mecz w zawodowym tourze zagrała ze swoją rówieśniczką, Caijsą Hennemann. Miało to miejsce w październiku 2016 roku w Sztokholmie. Dla tenisowego świata była wtedy jedną z wielu utalentowanych tenisistek. Ciekawą nastolatką, która jednak nie mogła liczyć na specjalne traktowanie. Rywalizację w dorosłym tourze zaczęła od eliminacji zawodów najniższej rangi.
Mocne wejście
W dwóch meczach straciła trzy gemy, awansowała do turnieju głównego, który kilka dni później wygrała. Kilka godzin po finale, jeszcze tego samego dnia, w tym samym miejscu, wystartowała w eliminacjach do kolejnego turnieju, który zakończyła na ćwierćfinale. Na poziomie ITF, już w wieku 15-16 lat pokazywała, że wiele przeciwniczek nie stanowi dla niej problemu. Z siedmiu pierwszych imprez tej rangi wygrała aż trzy, a co ciekawe najgorzej szło jej w Polsce, gdzie nie potrafiła pokonać ani jednej rywalki.
Kilka lat później sama wspominała, że jeżdżąc na małe turnieje, grając bez publiczności, bez atmosfery miała świadomość, że albo szybko się z tej rzeczywistości wyrwie, albo postawi w życiu na coś innego. Mozolne, długotrwałe przebijanie się w cyklu ITF jej nie interesowało. Szybkie przejście na wyższy poziom utrudniało jednak to, że polska federacja nie organizuje żadnego dużego turnieju, nie miała też podpisanych umów z innymi krajami na współpracę więc nie mogła liczyć na przychylność przy rozdawaniu dzikich kart. To oznaczało, że tylko regularny awans w rankingu pozwalał na przechodzenie do turniejów wyższej rangi.
A kiedy gra się na poziomie ITF nie jest o to łatwo, trzeba się wykazać sporą cierpliwością, bo nawet wygrany turniej, w którym trzeba zagrać kilka meczów, to zarobek zaledwie kilkunastopunktowy. W zupełnie innej sytuacji były zawodniczki z krajów, które organizują duże turnieje. Mogły liczyć na dzikie karty nie tylko u siebie, ale też często w ramach wymiany z organizatorami innych imprez.
Na poziomie WTA zadebiutowała w Auckland na początku 2019 roku, kilka miesięcy po wygranym juniorskim Wimbledonie. Nie wydarzył się on dzięki przychylności którejś z federacji, one - co zrozumiałe - kierowały się interesem rodzimych talentów, a poprzez mozolną pracę w poprzednich miesiącach. Kluczowym etapem w wyrwaniu się z przedsionka poważnego tenisa była wyprawa do Stanów Zjednoczonych wiosną 2018 roku. Świątek po raz pierwszy na dłużej opuściła Polskę, poleciała tam ze skromnym sztabem, wzięła udział w kilku zawodach z rzędu. Pod koniec roku poprawiła dwoma triumfami w europejskich ITFach i miała już miejsce w drugiej setce rankingu.
Polska ścieżka
To otwierało okazje do małych turniejów WTA, a przede wszystkim eliminacji Wielkiego Szlema. Wtedy już - można powiedzieć - Iga była w domu. Poziom WTA to w porównaniu do ITF zupełnie inny świat. Przez cały ten czas prowadzona była przez polski sztab. Mimo późniejszych wewnętrznych nieporozumień wyrazy uznania należą się Warsaw Sports Group, która na bardzo wczesnym etapie kariery zbudowała wokół Świątek profesjonalny sztab, nie tylko z trenerem tenisowym, ale też osobą od przygotowania fizycznego i psychologiem. To świetny przykład, że w młodym wieku nie trzeba wyjeżdżać do zagranicznej akademii albo po pierwszym dużym juniorskim sukcesie związać się z którąś z największych agencji marketingowych, która pewnie mogłaby pomóc np. w kwestii dzikich kart.
Polka suchą stopą, w imponujący sposób przeszła z tenisa juniorskiego do zawodowego, co wcale nie jest takie oczywiste. Jeśli weźmiemy pod uwagę zwyciężczynie juniorskich Wielkich Szlemów od 2016 roku, czyli w podobnym wieku do Świątek, to najwyżej sklasyfikowana była Coco Gauff, na 16. miejscu rankingu WTA. Oczywiście kilka z tenisistek miało pojedyncze sukcesy, np. Leylah Fernandez zagrała w finale US Open, ale stabilności i rozwoju na poziomie czołowej dziesiątki żadna z nich jeszcze nie osiągnęła.
Świątek zostanie liderką mając niespełna 21 lat, z wielkimi perspektywami na przyszłość. Ma wszelkie atuty żeby na lata zdominować kobiecy tenis. Być może jednym z największych, oprócz tych stricte kortowych, jest odporność psychiczna i mentalność zwyciężczyni. Najważniejsze mecze w karierze, finał Roland Garros, finały turniejów WTA Masters 1000, a także pojedynek, który zdecydował o objęciu fotela liderki, wygrywała w przekonującym i świetnym stylu. W żadnych ze spotkań nie straciła choćby seta. Rywalkom nie dała żadnych szans. Dokładnie tak samo jak w eliminacjach w Sztokholmie.