FC Barcelona ma problem przed El Clasico. "Z jednej strony to błogosławieństwo, z drugiej pułapka"
Coraz częściej pojawiają się głosy, że Barcelona jest uzależniona od goli jednego zawodnika. Na sprawę można patrzeć z dwóch stron. Posiadanie klasowego napastnika to przecież błogosławieństwo, o czym mówił niejednokrotnie sam Xavi. Kryć się za tym może jednak pułapka.
Za nami nieco ponad dwa miesiące gry Roberta Lewandowskiego dla FC Barcelony. Klubowa wierchuszka z Joanem Laportą i Matheu Alemanym ściągając Polaka liczyła na to, że będzie on twarzą projektu, a drużyna będzie mogła polegać na nim w kwestii strzelania goli. “Lewy” nie zawodzi, bo w tym sezonie zdobył już razem 14 bramek w 12 spotkaniach. Powstaje jednak pytanie, czy opieranie bilansu strzeleckiego na jednym zawodniku to właściwa polityka?
Strzela Lewy i długo, długo nikt
Barcelona w tym sezonie strzeliła 28 goli. Matematyka podpowiada więc, że 14 trafień Lewandowskiego stanowi okrągłe 50% dorobku drużyny. Świadczy to o tym, że Katalończycy mają znakomitego goleadora, który strzela na ten moment średnio więcej niż gola na mecz. Ktoś taki sprawia, że szanse na wygranie każdego meczu teoretycznie wzrastają.
Niesie to za sobą jednak dwa ogromne ryzyka:
Gorszy dzień Lewego
Nawet Robert Lewandowski może mieć czasami gorszy dzień, w którym ewidentnie mu nie idzie, a dogodne sytuacje, w których się znajduje, są przez niego marnowane. Tak było w starciu z Bayernem. “Lewy” swoje szanse miał i powinien był przynajmniej jedną z nich zamienić na bramkę. Katalończycy mogli spokojnie wywieźć chociaż jeden punkt z Allianz Arena, a niedyspozycja kapitana reprezentacji Polski miała duży wpływ na niepowodzenie zespołu w tamtym spotkaniu. Nikt inny nie chciał, lub nie umiał wyręczyć go z niespełnionej powinności, a mecz zakończył się porażką 0:2. Choć Polak generalnie w tym sezonie jest w znakomitej formie, to aż strach pomyśleć, co stanie się, jeśli wpadnie w kilkutygodniowy dołek. Potrzeba więcej niż jednego lidera na boisku.
Przewidywalność pomysłu na grę Barcelony
Poleganie tylko i wyłącznie na golach Lewandowskiego sprawia, że rywale mają ułatwione rozpracowanie gry Barcelony. Inter, zwłaszcza w pierwszym spotkaniu obu ekip, pokazał, że znakomicie zdaje sobie sprawę z pomysłu na mecz ze strony “Barcy”. Wystarczyło skupić się na wyłączeniu najważniejszego ogniwa, którym jest “Lewy”. Stefan de Vrij, Milan Skriniar i Alessandro Bastoni byli perfekcyjnie przygotowani taktycznie i skutecznie utrudniali życie Lewandowskiemu. Mecz na Giuseppe Meazza to znak ostrzegawczy dla Barcelony - “No Lewy, no party”.
Czy jest ktoś, kto poza Lewym ma wymierny udział w liczbie strzelonych goli w bieżącym sezonie?
- Ousmane Dembele - 3 gole
- Ansu Fati - 2
- Pedri - 2
- Raphinha - 1
- Memphis Depay 1
- Eric Garcia - 1
- Sergi Roberto - 1
- Frenkie de Jong - 1
- Alejandro Balde - 1
- Jules Kounde - 1
Oczywiście, podstawowy napastnik drużyny powinien mieć najwięcej goli, ale trudno uwierzyć w to, że ma tyle samo trafień, co pozostała dziesiątka. Jedynym zawodnikiem, który uzbierał przynajmniej trzy bramki, jest Ousmane Dembele.
Real Madryt robi to inaczej
Jak wygląda rozkład strzelonych goli u największego rywala, jakim jest Real Madryt? Na ten moment “Królewscy” mają na koncie 29 goli. Oto rozkład strzelców:
- Vinicius Junior - 7 goli
- Rodrygo - 4
- Federico Valverde - 4
- Karim Benzema - 4
- Luka Modrić - 2
- Antonio Ruediger - 2
- David Alaba - 2
- Eder Militao - 1
- Lucas Vazquez - 1
- Marco Asensio - 1
- Eden Hazard - 1
Jak widać, obie drużyny strzeliły podobną liczbę goli. O jedno trafienie więcej zanotował Real, który ma jednak na liczniku dodatkowy mecz w Superpucharze Europy przeciwko Eintrachtowi. Jakie wnioski? “Królewscy” mają znacznie większą liczbę zawodników, którzy biorą na siebie ciężar odpowiedzialności za dorobek strzelecki. Aż czterech zawodników Realu trafiło do bramki rywala częściej niż drugi strzelec Barcelony, Dembele. Najwięcej okazji do radości miał Vinicius, a jego wkład w ogólny bilans bramkowy drużyny to 24%. Spośród piłkarzy z dwoma golami, Real ma ich trzech, a “Blaugrana” dwóch.
Karim Benzema może liczyć na zdecydowanie większe wsparcie otaczających go zawodników. Francuz w tym sezonie jest poniżej formy, a do tego opuścił cztery mecze ze względu na urazy. Gra zespołu na tym jednak nie ucierpiała. Piłkarze tacy jak Vinicius, Rodrygo czy Valverde udowodnili, że nie mają problemu z przejęciem odpowiedzialności za strzelanie goli w momentach niedyspozycji lidera.
Wnioski dla Barcelony
To sprawia, że - przynajmniej w teorii - trudniej się gra przeciwko Realowi. Świadczyć o tym mogą też zmagania obu drużyn w Lidze Mistrzów, gdzie Real po czterech kolejkach zapewnił sobie wyjście z grupy. Rzecz jasna, gra ofensywna zespołu, a raczej rozkład odpowiedzialności za jej wygląd, nie jest jedynym czynnikiem, który wpłynął na nieosiągnięcie zamierzonych rezultatów przez Barcelonę. Gdyby nie fatalna gra osłabionej formacji obronnej, która jest niegodna wyczynów Roberta Lewandowskiego, sprawa gry Katalończyków w fazie pucharowej Champions League nadal byłaby otwarta.
Wydaje się więc, że jeśli “Blaugrana” chce uzyskać pozytywny wynik w spotkaniu z Realem, musi nie tylko załatać “dziury” w obronie, co jest oczywistym wnioskiem po ostatnim meczu z Interem. Xavi ma przed sobą misję pobudzenia do większej efektywności takich zawodników jak chociażby Ansu Fati, Raphinha czy Ousmane Dembele. Nie można upatrywać szans na sukces tylko i wyłącznie w kunszcie strzeleckim Roberta Lewandowskiego. Polak nie jest robotem. Choć wygrał i z pewnością wygra jeszcze niejeden mecz Barcelonie, to ta musi całościowo doskoczyć do jego poziomu. Inaczej trudno o optymizm w tym szalonym mundialowym sezonie.
***
Niedzielne El Clasico będzie można oglądać na antenie Eleven Sports 1. Transmisja rozpocznie się o godz. 16.10, ale już o 12.00 wystartuje studio meczowe.