#EmeryOut. Arsenal musi wziąć rozwód z zagubionym Hiszpanem

#EmeryOut. Arsenal musi wziąć rozwód z zagubionym Hiszpanem
CosminIftode / shutterstock.com
Zremisowane spotkanie z Crystal Palace było doskonałym podsumowaniem wszechobecnego w Arsenalu chaosu i problemów silnie zakorzenionych w samym zespole, a co za tym idzie - związanych z trenerem Unaiem Emerym. Tak jak zatrudnienie Hiszpana na start “nowej ery” wydawało się logiczne, tak samo teraz włodarze klubu powinni się z nim pożegnać. To nieudane małżeństwo nie ma już racji bytu.
Żeby było jasne: nawet nie chodzi o sam frajerski remis z Crystal Palace. Gdyby nie ewidentny błąd zespołu sędziowskiego, prawdopodobnie “Kanonierzy” dopisaliby sobie trzy punkty w tabeli. Ten mecz był jednak kwintesencją tego, co niektórzy złośliwie uważają za DNA Arsenalu. Dwa szybkie ciosy w teorii powinny rozstrzygnąć losy spotkania. Później jednak londyńczycy zwolnili tempo, głupio sprokurowali rzut karny i zaczęły się nerwy. Stracone dwa punkty wznieciły oczywiście ogień wokół posady Emery’ego, ale gra zespołu zeszła na dalszy plan przez zachowanie Granita Xhaki.
Dalsza część tekstu pod wideo
Xhakę kibice znają z tego, że czasem odcina mu prąd na murawie i generalnie - zupełnie słusznie - nie uchodzi za tytana boiskowego intelektu. Jego postawa w momencie zmiany jest jednak nie do obrony. Lekceważące rzucenie opaski kapitańskiej w stronę Pierre-Emericka Aubameyanga to symbol tych wydarzeń. A to właśnie Unai Emery wymyślił sobie reprezentanta Szwajcarii jako formalnego lidera drużyny. Zaufał mu i konsekwentnie na niego stawiał, nawet pomimo wyraźnie widocznej słabszej dyspozycji zawodnika. Frustracja Xhaki to jedno, ale mianowanie go kapitanem i uporczywe wystawianie w składzie bez względu na formę to drugie. To jeden z wielu kamyczków do ogródka hiszpańskiego szkoleniowca.

“Co on znowu wymyślił?”

Największym mankamentem gry Arsenalu jest oczywiście defensywa. O ile w zeszłym sezonie linia obrony faktycznie posypała się jak domek z kart przez kontuzje Bellerina i Holdinga, o tyle dziwne decyzje taktyczne Emery’ego też nie raz powodowały zbędny chaos w szeregach zespołu. Wielu kibiców jako oznakę zagubienia Hiszpana wskazuje dziś, po czasie, wstawienie do składu nieprzygotowanego i niebędącego w rytmie meczowym Shkodrana Mustafiego na mecz z Liverpoolem pod koniec zeszłego roku. Skończyło się wynikiem 5:1 dla “The Reds”, a niemiecki zawodnik od tego momentu grał już tylko gorzej.
Przypadek Mustafiego to tylko przykład, ale coś w tym jest: symbolem pracy Emery’ego w stolicy Anglii są niekonsekwentne, często nielogiczne wybory personalne. W obecnym sezonie wielokrotnie sympatycy “Kanonierów” mogli zadawać sobie pytanie z gatunku “Co on znowu wymyślił?”. Gdy szwankowała współpraca Sokratisa z Davidem Luizem, fani z utęsknieniem czekali na powrót do pełni formy Roba Holdinga. Po tym, jak Emery ogłosił gotowość swojego podopiecznego do gry, kibice… nadal czekali. Hiszpan długo zwlekał i właściwie nadal zwleka z ponownym zaufaniem angielskiemu stoperowi w najważniejszych meczach.
Były momenty, że Ainsley Maitland-Niles nieźle prezentował się na prawej obronie, na której z braku alternatywy wystawiał go hiszpański menedżer. W pewnym momencie jednak ewidentne braki Nilesa do gry w defensywie stały się aż nadto widoczne. A Emery tak czekał z odesłaniem go na ławkę, że Arsenal tracił punkty m.in. przez nieodpowiedzialne błędy Anglika. Na drugiej flance pewne miejsce w obliczu kontuzji Kierana Tierneya miał Sead Kolasinac, który utrzymał je nawet po powrocie Szkota do zdrowia. Dopiero właśnie przeciwko Crystal Palace bezproduktywny Bośniak usiadł na ławce.
Hiszpanowi brakuje nawet konsekwencji przy wprowadzaniu młodych piłkarzy do drużyny, czyli czymś, za co w teorii trudno go krytykować. Spójrzmy na konkretne przykłady. Bukayo Saka zwolnił tempo po niezłym wejściu do zespołu, a pomimo tego występował zaskakująco dużo. Gabriel Martinelli ogląda zaś ligowe spotkania drużyny z ławki rezerwowych. Brazylijczyk nie rozegrał łącznie nawet godziny w Premier League, choć w Lidze Europy i Pucharze Ligi imponował formą. O Joe Willocku wspominam niżej, a Reiss Nelson potrafił dać niezłą zmianę, impuls z ławki i w nagrodę… się z niej w następnych meczach nie podnosił. Jak na dłoni widać charakterystyczny dla Emery’ego chaos.
Emery pogubił się również przy Lucasie Torreirze, a więc piłkarzu, który w obliczu słabej gry Xhaki powinien z automatu gościć w pierwszej jedenastce. Urugwajczyk po transferze z Sampdorii nie raz, nie dwa udowadniał, jak cenny potrafi być dla zespołu. Początki miał świetne, później przyszła naturalna obniżka formy, co zbiegło się ze słowami Emery’ego porównującymi filigranowego pomocnika do Fabinho i zwiększającymi oczekiwania wobec niego.
Hiszpan ustawiał też Torreirę wyżej w tercecie środkowych pomocników, nakazując tym samym wykonywanie zadań, do których były gracz “Sampy” po prostu nie pasuje. I w ten sposób pozbawiał go najlepszych atutów. Identyczny błąd Emery robi obecnie z Joe Willockiem i Danim Ceballosem, oczekując od nich gry właściwie na pozycji numer dziesięć, podczas gdy obaj nie są do tej roli stworzeni. Chociaż Ceballos z Crystal Palace momentami biegał nawet… po skrzydle. Absurd.

Był Ozil, nie ma Ozila

Poszukiwania optymalnego rozwiązania na pozycji głównego rozgrywającego spowodowane są brakiem Mesuta Ozila w składzie zespołu. Były zawodnik Realu Madryt oficjalnie jest członkiem pierwszej drużyny, ale w praktyce nie ma go w gronie piłkarzy branych pod uwagę przy ustalaniu składu. Niemiecki pomocnik wystąpił w tym sezonie zaledwie dwukrotnie. W lidze rozegrał mniej minut niż Henrikh Mkhitaryan, który z końcem sierpnia odszedł do AS Romy.
Długo wydawało się, że wszyscy w zespole czekają na powrót Niemca, mającego problemy zarówno zdrowotne, jak i życiowe (gang grożący jemu i Kolasinacowi). Jednak jak Ozila nie było, tak nie ma nadal, nie licząc dwóch wspomnianych epizodów z połowy września.
Media rozpisywały się o konflikcie Mesuta z samym Unaiem Emerym, co biorąc pod uwagę okoliczności, miało ręce i nogi. Po którymś kolejnym kiepskim występie drużyny i ewidentnych problemach nie tylko w defensywie, ale też z konstruowaniem akcji, głosy o przywróceniu Ozila do zespołu stały się coraz bardziej słyszalne. Niemiec musiałby być w kompletnie beznadziejnej formie, aby nie stanowić żadnej wartości dodanej dla niemrawej ofensywy “Kanonierów”.
Aubameyang, Pepe czy Lacazette na pewno nie pogardziliby wsparciem od 31-letniego kolegi z zespołu. Tylko czy Emery ma w planach wyciągnięcie ręki do swojego podopiecznego? Sam szkoleniowiec sugerował ostatnio, że wpływ na odstawienie Ozila mogą mieć włodarze klubu. Ile w tym prawdy, trudno powiedzieć, ale na razie konflikt z piłkarzem “leci” na konto menedżera. W obliczu ostatnich wyników zespołu, na pogodzeniu się z doświadczonym rozgrywającym Arsenal nie powinien nic stracić. A może sporo zyskać.

Adios

Wyżej wymienione błędy popełnione przez hiszpańskiego trenera miały spory wpływ na to, co obecnie dzieje się w klubie i w samym zespole. A przecież od połowy sierpnia do połowy grudnia ubiegłego roku “Kanonierzy” zanotowali ponad dwadzieścia spotkań bez porażki. O tym nikt już teraz jednak nie pamięta. Bardziej aktualne statystyki są zaś bezlitosne dla Unaia Emery’ego i jego podopiecznych.
Fakty mówią same za siebie. Piłkarze Arsenalu koncertowo zawalili końcówkę ubiegłego sezonu, przez co teraz mierzą się w czwartki z Vitorią Guimaraes (i ledwo wygrywają), zamiast bić się o najwyższe laury w Lidze Mistrzów. W lidze ośmiesza ich Sheffield United, punkty wydziera dramatycznie słaby Watford, wielkie kłopoty sprawia Aston Villa. Emery dokonał wielu złych wyborów, zresztą według informacji dziennikarzy dobrze zorientowanych wokół klubu, ma zamiar popełnić kolejny błąd, lobbując za pozostawieniem Xhace opaski kapitańskiej. Hiszpan sprawia wrażenie całkowicie zagubionego.
Ważne jest jednak to, czy Arsenal za jego kadencji wypracował jakikolwiek styl? Nie, nie wypracował. Większość dobrych wyników to efekt indywidualnych zrywów i błysków najlepszych zawodników, bo nie ma wątpliwości, że ofensywny potencjał Arsenalu nie jest mały. Kilkanaście miesięcy pracy z drużyną, a kibice dalej czekają, aż Aubameyang wyczaruje gola znikąd.
Dziś doskonale poinformowany dziennikarz David Ornstein (kiedyś “BBC”, teraz projekt “The Athletic”) opublikował listę osób, z którymi Emery rywalizował o posadę w klubie. Kto wie, może to właśnie wśród tych kandydatów znajduje się następca Hiszpana. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej. Media podają, że Unai wciąż cieszy się zaufaniem władz klubu, za to ma przeciwko sobie część szatni. Zawodnicy podobno nie rozumieją filozofii szkoleniowca, a ten nie potrafi się z nimi porozumieć. Piłkarze zarzucają Emery’emu, że drużynie brakuje tożsamości. Wymownie na ostatnie wydarzenia zareagował w mediach społecznościowych Alexandre Lacazette.
Każdy kolejny dzień z Unaiem Emerym na stanowisku menedżera Arsenalu tylko potęguje obecną sytuację, która nie jest korzystna ani dla niego, ani dla piłkarzy, ani dla klubu. Wśród kibiców popularnością cieszy się pomysł, aby tymczasowo stery po Hiszpanie przejął jego asystent Fredrik Ljungberg. Szwed miałby wystąpić w roli strażaka, uspokoić napiętą atmosferę i spokojnie dokończyć sezon. Na dziś to rozwiązanie rzeczywiście wydaje się bardziej sensowne, niż kontynuowanie misji przez kompletnie zagubionego Emery’ego. Czas powiedzieć Hiszpanowi adios.
Mateusz Hawrot

Przeczytaj również