Drugie życie wyrzuconych gwiazd. Wypożyczeni Philippe Coutinho, Mauro Icardi i inni odzyskują blask

Drugie życie wyrzuconych gwiazd. Wypożyczeni Coutinho, Icardi i inni odzyskują blask w nowych barwach
Ververidis Vasilis / Shutterstock.com
“Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Te kultowe już słowa z utworu Stanisława Jachowicza powinny zostać oprawione w ramkę i powieszone w gabinetach prezesów wielu topowych klubów. Kilku z nich w trakcie ostatniego okienka transferowego zdecydowało się na wypożyczenie piłkarzy, w których nie do końca wierzono. Brak zaufania nie wpłynął negatywnie na samych zawodników, a ci, już w nowych barwach, udowadniają swoją niepodważalną piłkarską jakość.
Poprzednie mercato różniło się od innych ze względu na ogrom transakcji, w których kluby z topu bez wahania oddawały na wypożyczenie swoich podopiecznych. Dotychczas tego typu przenosiny dotyczyły głównie młodych zawodników, wysyłanych w celu zbierania doświadczenia na peryferiach wielkiej piłki, jednak ostatnio ten trend zdecydowanie uległ zmianie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jak Filip z Bawarii

Najbardziej zaskakująca transakcja wypożyczenia bez wątpienia dotyczyła Philippe Coutinho, do którego Barcelona nie miała zbytniej cierpliwości. Wszak Brazylijczyk kompletnie zawiódł pokładane w nim oczekiwania.
Sezon 2018/19 w jego wykonaniu przypominał istną tragifarsę. Coutinho był apatyczny, powolny, nieustannie podejmował złe decyzje, w skrócie: kompletnie nie przypominał piłkarza, za którego warto było zapłacić ponad 120 milionów euro.
Z jednej strony, można by tłumaczyć decyzję Barcelony ową fatalną dyspozycją “Cou”, aczkolwiek dziwić może nieco łatwość, z jaką z Camp Nou odesłano najdroższy transfer w historii klubu. Zwłaszcza, że 27-latek zdążył udowodnić swoją przydatność dla katalońskiej drużyny w rundzie wiosennej sezonu 2017/18, gdy zanotował 10 bramek i 8 asyst w przeciągu ledwie kilku miesięcy po transferze.
To jednak nie wystarczyło. Odległe wspomnienia dobrej dyspozycji Philippe Coutinho nie przekonały włodarzy “Blaugrany” do ponownego zaufania w umiejętności 27-latka. Josep Maria Bartomeu i spółka postanowili oddać Brazylijczyka na jeden sezon do Bayernu.
W Bawarii “Cou” znów wspiął się na wyżyny swoich umiejętności.Bieżąca kampania w wykonaniu Coutinho jest wprost fenomenalna. Dość powiedzieć, że Brazylijczyk już ma na koncie 7 bramek i 7 asyst, a niektóre z jego występów można podsumować tylko krótkim, acz treściwym: WOW!
Ernesto Valverde zapewne z nutką nostalgii przygląda się poczynaniom 27-latka na Allianz Arena. Obecnej Barcelonie nieco brakuje właśnie ofensywnego środkowego pomocnika, który mógłby wspomóc niezawodny tercet Messi-Suarez-Griezmann.
Frenkie de Jong i Arthur doskonale sprawdzają się w roli “szóstek”, jednak żaden z nich nie jest typem gracza, który mógłby zdobyć ok. 10 bramek w sezonie. Coutinho perfekcyjnie wpisałby się w aktualne potrzeby “Dumy Katalonii”, ale jest już za późno, aby naprawić błąd zarządu klubu z Camp Nou.

Znienawidzony kapitan

Kolejnym zawodnikiem, który musiał odbudować swoją renomę na wypożyczeniu jest Mauro Icardi. Argentyńczyk latem został odesłany do PSG, ponieważ działacze klubu z Giuseppe Meazza mieli już po prostu dosyć ciągłych niesnasek z 26-letnim snajperem.
Zarzewiem konfliktu między Icardim, a zarządem “Nerazzurrich” była pensja zawodnika, który za pośrednictwem swojej agentki (i wybranki serca przy okazji) wyrażał chęć otrzymania sowitej podwyżki. Klub z Mediolanu zdecydowanie oponował wobec możliwości zwiększenia tygodniówki Icardiego, a Wanda Nara coraz głośniej krytykowała klub, zatem w końcu powiedziano “Basta!”.
Icardi w pewnym momencie ubiegłego sezonu stracił opaskę kapitańską, został odsunięty od treningów, a Luciano Spaletti przestał uwzględniać swojego podstawowego napastnika przy powołaniach na kolejne spotkania. Icardi “zyskał” status persona non grata w stolicy Lombardii.
Z utęsknieniem wyczekiwano na otwarcie okienka transferowego i możliwość pozbycia się Mauro, ale ani w czerwcu, ani w lipcu żaden klub nie wyraził chęci kupna krnąbrnego Argentyńczyka. Pozostanie Icardiego w Mediolanie było jednak wykluczone, zatem zdecydowano się wypożyczyć go do PSG. I to był prawdziwy strzał w “10”.
Argentyński “król” perfekcyjnie odnalazł się w “Parku Książąt”. Thomas Tuchel, nie zważając na pozaboiskowe wybryki Icardiego, postanowił uczynić z 26-latka centralną postać linii ataku paryskiej ekipy. Wychowanek Barcelony regularnie odwdzięcza się niemieckiemu szkoleniowcowi kolejnymi trafieniami. W tym sezonie Icardi ma już na koncie niebagatelną liczbę 13 trafień.
Pod względem mentalnym Mauro może nie być gotowy na wielką piłkę, jednak jego umiejętności są absolutnie nieprzeciętne. Icardiemu była potrzebna zmiana otoczenia i wydostanie się z Mediolanu, gdzie stracił sympatię trenera, prezesa klubu, a nawet własnych kibiców. Niewykluczone, że aktualnie trwające wypożyczenie uratowało karierę Icardiego.
Podobna historia dotyczy innego zawodnika, który został niedawno wypożyczony z Giuseppe Meazza - Radjy Nainggolana. O niezwykłym odrodzeniu belgijskiego pomocnika, błyszczącemu w rewelacyjnym Cagliari jak za dawnych lat, pisaliśmy w zeszłym miesiącu. A jedyne, co się od tamtego czasu zmieniło, to statystyki “Ninjy”. In plus oczywiście.

“Królewscy” na wygnaniu

O ile Coutinho, Icardi i Nainggolan są już w pełni ukształtowanymi zawodnikami, tak nasi kolejni bohaterowie to wciąż tzw. młode wilczki, przed którymi cała kariera stoi otworem. Mogłoby się wydawać, że wypożyczenie przez Real Madryt Martina Odegaarda i Achrafa Hakimiego to dosyć naturalny ruch w przypadku zaledwie 21-letnich zawodników, jednak obaj panowie udowadniają, że są już gotowi do gry na najwyższym poziomie.
Przygoda norweskiego pomocnika z “Królewskimi” od początku nie układała się wzorowo. Real kupił Odegaarda, gdy ten miał zaledwie 16 lat, jednak od tego czasu wychowanek Stromsgodset rozegrał zaledwie 2 spotkania w pierwszej drużynie “Los Blancos”. Dla Odegaarda wypożyczenia nie są niczym nowym, ponieważ właśnie na takiej zasadzie grał przez ostatnie 2 lata dla Heerenveen i Vitesse.
Jednak nawet dobre występy w Eredivisie nie były w stanie przekonać Zinedine’a Zidane’a, który nie widział dla Odegaarda miejsca w kadrze Realu na obecny sezon. 21-letni Norweg musiał szukać szczęścia w Realu Sociedad. I znalazł je szybciej, niż się można tego było spodziewać. Po kilkunastu kolejkach można łatwo zauważyć, że Odegaard jest jednym z najlepszych zawodników La Liga.
Odegaard jawi nam się jako prawdziwy “todocampista”, czyli zawodnik, który w ofensywie jest odpowiedzialny za dosłownie wszystko - bramki, asysty, dryblingi, kluczowe podania, uspokajanie gry. Norweg wspiął się na tak niebotyczny poziom, że spokojnie mógłby stanowić o sile drugiej linii Realu Madryt.
To samo tyczy się Achrafa Hakimiego, który w barwach Borussii Dortmund prezentuje się wprost spektakularnie. Uniwersalny Marokańczyk, który z powodzeniem występuje na obu flankach, zarówno jako skrzydłowy, jak i boczny obrońca, uzbierał już 6 goli i 5 asyst w bieżącej kampanii. O takim dorobku mogą tylko pomarzyć Dani Carvajal czy Alvaro Odriozola.
Znakiem rozpoznawczym Realu pod wodzą Zidane’a w latach 2016-2018 były huraganowe ataki wahadłowych, którzy stanowili o sile madryckiej armady. Te czasy już minęły, ponieważ upływ czasu odbił swoje piętno na Marcelo i wspomnianym Carvajalu, którzy nie przypominają samych siebie z dawnych lat.
Odpowiedzią na problemy “Zizou” z obsadą boków defensywy mógłby być marokański struś-pędziwiatr, Achraf Hakimi, jeśli nie byłby wypożyczony do Dortmundu. A tak to madrytczycy muszą czekać do końca sezonu.

Druga szansa

Przyznam szczerze, że z wielką radością obserwuję udane poczynania Odegaarda, Coutinho, Icardiego i innych wypożyczonych gwiazd. Wszyscy ci zawodnicy dysponują niezwykle szerokim wachlarzem umiejętności, jednak z różnych względów nie mogli lub nie byli w stanie odnieść sukcesu w swoich klubach.
W przypadku Icardiego i Nainggolana problem stanowił brak chemii i napięte relacje z całym klubem, Odegaard i Hakimi zostali zaś odesłani ze względu na brak zaufania trenera, Coutinho pozbyto się z Camp Nou z powodu obniżki formy, a nie możemy także zapominać o Chrisie Smallingu czy Harrym Wilsonie, którzy także brylują w nowych, tymczasowych barwach.
Macierzystym drużynom wszystkich wypożyczonych pozostało jedynie przyglądać się z boku poczynaniom swoich niedoszłych gwiazd, które wcześniej nie były należycie doceniane. Na szczęście, zmiana otoczenia przełożyła się na zmianę optyki wobec postrzegania jakości niektórych zawodników. Dziś Odegaard, Nainggolan, Icardi i inni są wreszcie słusznie uznawani za graczy z najwyższej półki.
Mateusz Jankowski

Przeczytaj również