Czy polskich siatkarzy stać na kolejne złoto? Serce mówi tak, ale rozum…

Czy polskich siatkarzy stać na kolejne złoto? Serce mówi tak, ale rozum…
pzps.pl
W niedzielę reprezentacje Włoch i Bułgarii zwycięstwami zainaugurowały Mistrzostwa Świata w siatkówce. W Polsce wszyscy czekają jednak na pierwsze spotkanie w turnieju drużyny „Biało-czerwonych”, która na parkiet wyjdzie dziś, czyli trzy dni po gospodarzach imprezy. W kraju nad Wisłą najczęściej powtarzanym pytaniem jest czy stać nas na powtórzenie wyniku sprzed czterech lat?
W 2014 roku Polacy, będąc gospodarzami turnieju, sięgnęli po drugie w historii mistrzostwo świata. Na turniej jechali więc jako obrońcy tytułu. Ale jeśli kierować się racjonalnymi przesłankami, szanse na mistrzowskiego hat-tricka mają niewielkie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Być jak „Orły Antigi”

Z drugiej strony, przed „polskim” mundialem tych znaków zapytania również nie brakowało. Co prawda drużyna dwa lata wcześniej wygrała Ligę Światową, ale następnie w spektakularny sposób wyłożyła się na kontynentalnym czempionacie. Polacy jako współgospodarze imprezy nie zakwalifikowali się nawet do najlepszej „ósemki”, więc za współpracę „podziękowano” Włochowi, Andrei Anastasiemu.
PZPS podjął wówczas nieoczywistą decyzję i kadrę powierzył zaczynającemu dopiero pracę szkoleniową Stephane’owi Antidze. Francuz zaskoczył powołaniami, bo w turniejowej kadrze zabrakło między innymi Bartosza Kurka. Znalazł się w niej natomiast Mateusz Mika. Resztę świetnie pamiętamy.
Przed turniejem z grą i wynikami „Biało-czerwonych” bywało różnie, ale począwszy od meczu otwarcia na Stadionie Narodowym w Warszawie Polacy, zarówno na parkiecie, jak i trybunach, wpadli w siatkarski trans. Publiczność dawała moc drużynie, zespół nakręcał trybuny. Kibice byli siódmym zawodnikiem naszej ekipy.
W pierwszej fazie grupowej tylko Kamerun potrafił urwać seta „Orłom Antigi”. W drugiej, obok kolejnych 3 wygranych spotkań przytrafiła się porażka z USA. Jak się później okazało – jedyna w całym turnieju. Do historii przejdą natomiast dramatyczne, pięciosetowe boje z Iranem czy Francją. Podobnie jak zwycięstwa w tie breakach z Brazylią i Rosją w trzeciej fazie grupowej.
Potem jeszcze półfinałowa wygrana z Niemcami i decydujące starcie z Brazylią i Polska, po raz drugi od 1974 roku została najlepszą siatkarską drużyną świata. Ten zespół miał swoich liderów. MVP i najlepszym atakującym imprezy został Mariusz Wlazły, najlepszym blokującym Karol Kłos, kapitalnie rozgrywał Zagumny, a wielkim odkryciem turnieju został okrzyknięty Mateusz Mika. Próżno wypatrywać ich w obecnej kadrze.

Czas na „Orły Heynena”?

Powiedzieć, że przez ostatnie 4 lata polscy siatkarze nie grali najlepiej, to nic nie powiedzieć. Rok po Mistrzostwach Świata Polacy rozczarowali podczas Eurovolley 2015, odpadając z rywalizacji w ćwierćfinale. Jeszcze gorzej było w zeszłym roku, kiedy byliśmy gospodarzami kontynentalnego czempionatu i zakończyliśmy zmagania na miejscach 9-12.
Rok po pierwszej z tych imprez z posadą selekcjonera pożegnał się Antiga, po drugiej – Włoch Ferdinando de Giorgi. Prawie pół roku zajęło władzom PZPS wybranie nowego trenera kadry narodowej. Zadanie to ostatecznie powierzono Vitalowi Heynenowi.
Ekscentryczny belgijski szkoleniowiec dał się poznać w Polsce z dobrej strony, przez dwa sezony prowadząc zespół Transferu Bydgoszcz. Jego największymi sukcesami były jednak wyniki osiągane z klubami w lidze belgijskiej oraz reprezentacjami Belgii i Niemiec. Z tą ostatnią podczas „polskiego” mundialu sięgnął po brąz.
Co można powiedzieć o drużynie, którą na turniej zabiera Heynen? Przede wszystkim na imprezę do Włoch i Bułgarii w roli obrońców mistrzowskiego tytułu jadą głównie zawodnicy, którzy go…nie wywalczyli.
W gronie 14 powołanych siatkarzy zaledwie pięciu przed czterema laty wieszało złoty medal na szyi: Piotr Nowakowski, Dawid Konarski, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski oraz Michał Kubiak. Czyli po jednym graczu z każdej pozycji. Za lidera tej ekipy uważany jest ostatni z wymienionych.
Trudno nie ulec jednak wrażeniu, że brakuje tu jakości, jaką przed czterema laty dawali Wlazły, Zagumny czy Mika. Pozostaje mieć nadzieję, że bohaterów wykreuje turniej, bo o zespole Heynena mówi się, że brakuje tam gwiazd, a gra opiera się na kolektywie.
Obrońcy tytułu mistrzowskiego, mimo niezłej formy przed turniejem i obiecujących wyników w sparingach, nie należą do faworytów bukmacherów. Wyżej stoją szanse, w kolejności, Rosji, Francji, Brazylii, Włochów, USA, a nawet Serbii. Polska? Notowana dopiero na siódmym miejscu, co oznacza, że awans do trzeciej fazy grupowej, czyli najlepszej „szóstki" imprezy będzie sukcesem.
Kursy na zwycięstwo w siatkarskich Mistrzostwach Świata 2018 według Fortuny:
Rosja 4.25

Francja 5.5

Brazylia 6.5

Włochy 7

USA 7.5

Serbia 13

Polska 16

Bułgaria 30

Dziwniej się nie dało?

Wszystkich, którzy uważają, że system rozgrywania Mistrzostw Europy w piłce nożnej w formule 24 zespołów bądź kontynentalnego czempionatu w piłce ręcznej jest skomplikowany, prosimy o komentarz do systemu, który wyłania najlepszą, siatkarską drużynę świata. To jest dopiero dziwadło!
Startują 24 drużyny. Najpierw w czterech sześciozespołowych grupach każda ekipa ma do rozegrania po 5 spotkań. Awansują po cztery najlepsze zespoły, a grupy A i B oraz C i D łączą się ze sobą, z zachowaniem wyników z pierwszej rundy zmagań. I tu się zaczyna robić ciekawie (?), bo po 3 najlepsze ekipy awansują do najlepszej „szóstki”.
Tam czeka na nie kolejna faza grupowa (?!). Z grup po 3 drużyny najlepsze dwie awansują do półfinałów. W strefie medalowej najlepsi rozgrywają jeszcze po dwa pojedynki. Mistrz świata podczas imprezy na parkiet wychodzi więc aż 13 razy w ciągu 3 tygodni. Wiemy, że tak samo było 4 lata temu, ale niezmiennie nas to dziwi. Dla porównania, tyle samo spotkań w ciągu całej rundy rozgrywają siatkarze drużyn PlusLigi…
W tym kontekście fakt, że gospodarze turnieju, czyli Włochy i Bułgaria, przystąpili do zmagań o trzy (!) dni wcześniej niż wszystkie pozostałe drużyny, jakoś specjalnie nie szokuje…

O co gramy?

Realnym celem powinna być wspomniana już trzecia faza grupowa. Jeśli Polska dostanie się do najlepszej „szóstki”, wszystko będzie możliwe. „Biało-czerwoni” są faworytami grupy D, gdzie zmierzą się kolejno z Kubą, Portoryko, Finlandią, Iranem i współgospodarzami turnieju, Bułgarią. To ostatnie spotkanie, a także druga faza zmagań i prawdopodobnie starcia z najsilniejszymi w grupie C Rosją, USA i Serbią będą kluczowe. Co dalej, i czy w ogóle będzie jakieś „dalej”, zobaczymy.
Losy polskich siatkarzy na Mistrzostwach Świata w Bułgarii i Włoszech będzie można śledzić na naszej stronie. Z każdego spotkania „Biało-czerwonych” przeprowadzimy relację tekstową na żywo, będziemy z Wami już na godzinę przed każdym spotkaniem.
Zapraszamy na mecz otwarcia z Kubą, który już dziś o 19.30.
Michał Faran

Przeczytaj również