Cud w Chelsea. Sensacyjne odrodzenie Kepy. Pod tym względem góruje nad Mendym. Piękne słowa Pottera

Cud w Chelsea. Sensacyjne odrodzenie Kepy. Pod tym względem góruje nad Mendym. Piękne słowa Pottera
MB Media / PressFocus
Nowe rozdanie w Chelsea przyniosło sporo niewiadomych. Na jego największego wygranego wyrasta na razie gracz, którego jeszcze niedawno skreślano. Kepa Arrizabalaga otrzymał od losu wielką szansę, by odkupić swoje imię i odbudować karierę. Na ten moment wykorzystuje ją świetnie. Ba, wygląda na to, że wygrał rywalizację o miejsce w bramce z Edouardem Mendym!
Kibice Chelsea mogą w ostatnich tygodniach przecierać oczy ze zdziwienia. Między słupkami ich ukochanego zespołu błyszczy bowiem Kepa Arrizabalaga. Golkiper z Hiszpanii wybronił ostatnio “The Blues” wygraną z Aston Villą i zapewnił nowemu menedżerowi, Grahamowi Potterowi, pozytywny ból głowy, jeśli chodzi o obsadę bramki. Zgłosił bowiem poważny akces do miejsca w podstawowym składzie i wygryzienia Edouarda Mendy’ego na stałe. W obecnej dyspozycji trudno znaleźć argumenty ku posadzeniu go na ławce kosztem 30-latka z Senegalu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Druga duża szansa

Od momentu, gdy Frank Lampard ściągnął na Stamford Bridge Edouarda Mendy’ego, hierarchia w bramce była jasna. To Senegalczyk stanowił pierwszy wybór. Kepa, ściągnięty w 2018 roku jako najdroższy bramkarz w historii futbolu, musiał pogodzić się z rolą zmiennika. W ciągu dwóch sezonów pod wodzą Maurizio Sarriego i Anglika wielokrotnie bowiem zawodził i, krótko mówiąc, kojarzył się głównie z gafami. Ściągnięty z Rennes golkiper z Afryki zaliczył za to fenomenalne wejście do zespołu i już w swojej pierwszej kampanii na Wyspach (choć już pod wodzą Thomasa Tuchela) pomógł klubowi wygrać Ligę Mistrzów. Mogło się wydawać, że wychowanek Athletiku Bilbao nie wróci już na stałe do bramki “The Blues”. Musiał liczyć się z występami w pucharach i przy okazji absencji swego konkurenta.
W poprzednich rozgrywkach dostał właśnie taką okazję, o której pisaliśmy TUTAJ, gdy Mendy wyjechał na Puchar Narodów Afryki. Potwierdził wówczas dobrą dyspozycję prezentowaną we wcześniejszych meczach w tamtym sezonie. Zapunktował w oczach kibiców i trenera, lecz nikt nawet nie łudził się, że będzie mógł wskoczyć do podstawy. Rywal bowiem spisywał się wyśmienicie. Latem wydawało się nawet, że może odejść, prawdopodobnie do Napoli, lecz negocjacje storpedowała jego wysoka tygodniówka.
Teraz jednak ma drugą okazję - kto wie, czy nie jeszcze lepszą. Senegalczyk słabo wszedł w sezon. Nie prezentował pewności na linii z początku swej przygody w Londynie. Przeciwko Leeds zawalił też w kuriozalny sposób gola, przyczyniając się do zaskakującej porażki. Niedługo potem wypadł z gry, co zbiegło się w czasie ze zwolnieniem Tuchela. Gdy stery zespołu przejął Graham Potter, musiał postawić na Hiszpana.
Ta szansa miałą zdecydowanie większy “potencjał” na odmianę losu 28-latka. Nowe rozdanie pod wodzą Pottera umożliwiało w końcu start z czystą kartą. Dziś możemy już powiedzieć, że Bask w pełni ją wykorzystał.

Takiego Kepy oczekiwali

Jak do tej pory Kepa wystąpił we wszystkich meczach pod wodzą Anglika. W ciągu ostatniego miesiąca był jednym z najpewniejszych golkiperów w Premier League. W siedmiu meczach pod batutą nowego menedżera zachował aż pięć czystych kont - drużyna wygrała pięć z nich. W aktualnej dyspozycji trudno znaleźć argumenty sugerujące, że należałoby z niego zrezygnować. Oczywiście, należy zwrócić uwagę, że w większości z tych spotkań Chelsea pozwoliła rywalom na stworzenie stosunkowo małego zagrożenia pod bramką. Tylko w dwóch z nich przeciwnicy zdołali wykręcić wynik post-shot expected goals (statystyczna liczba goli, którą powinni strzelić, biorąc pod uwagę, jak uderzali na bramkę) większy niż 1,0. Niemniej, Hiszpan wcześniej zawodził również w meczach, gdzie londyńczycy mieli wszystko pod kontrolą.
Dawniej wydawało się, że brakowało mu koncentracji. Gdy musiał interweniować raz, dwa w trakcie 90 minut, często można mu było sporo zarzucić. Jego wpadki nieraz kosztowały zespół punkty. Teraz jednak trzyma poziom i absolutne skupienie, ratując skórę kolegom, gdy tego naprawdę potrzebują. Widzieliśmy to m.in. w domowym starciu z Milanem w Lidze Mistrzów, gdzie musiał instynktownie zatrzymać jedyne celne uderzenie Włochów autorstwa Charlesa de Ketelaere. Szybka reakcja pozwoliła na utrzymanie prowadzenia 1:0, choć trzeba też przyznać, że miał trochę szczęścia, bo Rade Krunić, dobijając, fatalnie przestrzelił.
Biorąc pod uwagę, że Chelsea pod wodzą obecnego trenera będzie raczej próbowała utrzymywać się długo przy piłce i dominować, bardzo ważne jest, by między jej słupkami stał golkiper budzący pewność właśnie w takich meczach. Kepa ją odzyskał i dzięki temu odbudowuje też zaufanie kibiców.

Kosmiczny mecz z Villą i świetna forma

W tym pomoże mu też bez dwóch zdań fenomenalny występ przeciwko Aston Villi. Tam drużynie szło jak po grudzie. Rywale raz po raz groźnie uderzali w poszukiwaniu gola, lecz bramkarz “The Blues” był niczym skała. Bronił wszystko, nawet po trzy strzały w jednej akcji. Dwoił się, troił i utrzymał czyste konto, zaliczając aż siedem interwencji i przyćmiewając nawet dublet Masona Mounta, zdobywając tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Na Villa Park oglądaliśmy jeden z najlepszych meczów bramkarza w ostatnich sezonach Premier League. Jeśli ktokolwiek potrzebował dowodu na to, że 28-latek odzyskał pewność siebie, powinien po prostu obejrzeć to, co tam wyprawiał. Wyglądał, jakby zjadł słynne “wiaderko witamin” z pamiętnej wypowiedzi Kazimierza Węgrzyna.
Świetną dyspozycję potwierdził również w kolejnej serii gier, przeciwko Brentford. Koledzy ponownie mogli mu dziękować, choć radość po spotkaniu była zdecydowanie mniejsza - skończyło się bowiem remisem 0:0. Hiszpan znowu stanowił gwarancję bezpieczeństwa i aż trzy razy wygrał kluczowe pojedynki z najlepszym snajperem rywali, Ivanem Toneyem.
Patrząc na to spotkanie, trudno dziwić się imponującym statystykom Hiszpana. Aktualnie w lidze ma ponad 94% skutecznych interwencji, co stanowi najlepszy wynik w lidze. Puścił tylko jedną bramkę przy współczynniku post-shot expected goals against na poziomie 4,0 - a więc 3,0 mniej, niż w teorii powinien. Taki rezultat plasuje go na trzecim miejscu w Premier League - jedynie za Jordanem Pickfordem i Robertem Sanchezem. Szkopuł w tym, że zaliczyli oni po dziesięć spotkań, a gracz “The Blues” zaledwie cztery! Oczywiście oznacza to małą próbkę, lecz i tak robi wrażenie. Porównanie z jego konkurentem do miejsca w składzie również wypada bardzo korzystnie, bowiem Mendy ma aktualnie wynik na minusie, konkretnie -1,9.

Bezpieczny pierwszy skład?

Dobra postawa golkipera oczywiście spotkała się z aprobatą menedżera Chelsea. Komplementował jego profesjonalizm, ciężką pracę i wolę walki o powrót do składu. Po wygranej z zespołem Matty’ego Casha i Jana Bednarka z kolei nie szczędził bardzo wyrazistych komplementów.
- To był występ klasy światowej! Zwłaszcza pierwsza połowa. Jestem z niego bardzo zadowolony. Miał trudny okres, ale zaliczył duży wkład w mecz - mówił “Sky Sports”.
- Kepa był niesamowity, a jego szybkie interwencje utrzymały nas w meczu. Ma za sobą świetne kilka tygodni - wtórował mu Mason Mount.
Sam zainteresowany również wypowiadał się na temat swej dyspozycji. Nie ukrywał, że dobra postawa na murawie to w dużej mierze efekt spokoju mentalnego.
- (...) Czuję się bardzo dobrze, bardzo pewnie, zarówno z piłką przy nodze, jak i bez niej. Wiara w siebie i swoją pracę są bardzo ważne - możemy przeczytać jego słowa na klubowej stronie internetowej. - To prawda, że miałem trudne chwile, ale pojawiały się i dobre okresy. Tak wygląda życie, masz wzloty i upadki. Trzeba być silnym psychicznie i dalej ciężko pracować. Teraz cieszę się z wykonanej pracy.
Odrodzony, pewny siebie Kepa - przynajmniej na razie - nie musi drżeć o miejsce między słupkami. Potter zapewnia, że o hierarchii zadecyduje boisko. Występy w tym sezonie nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. To Hiszpan jest lepszy i pewniejszy, to on oferuje więcej od Mendy’ego - również, jeśli chodzi o sam styl gry.
Angielski trener preferuje bowiem bramkarzy aktywnie uczestniczących w rozegraniu i czytających grę poza polem karnym - komplementowano go przecież za wykreowanie w Brighton Roberta Sancheza, imponującego właśnie tymi cechami. Pod tym względem Senegalczyk ustępuje młodszemu koledze, co wiadomo już od dawna. Jest bowiem bardziej “klasycznym” golkiperem.
Forma, charakterystyka, odpowiednie nastawienie - te czynniki przemawiają za wychowankiem Athletiku Bilbao. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt by o tym nie pomyślał, ale Kepa Arrizabalaga wygrywa walkę o miejsce “jedynki” w zespole Chelsea. Pomógł mu w tym łut szczęścia, bo okoliczności ułożyły się niemal idealnie. Sam jednak również musiał mu pomóc. I kto wie, może właśnie ratuje karierę, która od kilku lat stanowiła wielkie rozczarowanie?

Przeczytaj również