Cristiano Ronaldo psuje własną legendę. Dlatego transfer do Al-Nassr był błędem. "Firmuje to swoim nazwiskiem"

Cristiano Ronaldo psuje własną legendę. Dlatego transfer do Al-Nassr był błędem. "Firmuje to swoim nazwiskiem"
Wang Haizhou/Pressfocus
Kontrakt z Al-Nassr miał być dla Cristiano Ronaldo otwarciem nowego etapu. Tymczasem Portugalczyk, zamiast budować sobie kolejne pomniki, staje się piłkarskim dziwakiem, który niszczy własny dorobek.
Minęły cztery miesiące, odkąd Cristiano Ronaldo związał się kontraktem z saudyjskim Al-Nassr. I choć sam Portugalczyk pewnie tego nie przyzna, to być może w chwili złożenia podpisu pod umową popełnił największy błąd w karierze. Nie finansowy, bo w tym aspekcie akurat ubił interes życia, ale z punktu widzenia wizerunku i sportowych ambicji trafił na futbolowe peryferia. W Europie o Cristiano mówi się teraz przede wszystkim przy okazji jego wpadek. Patrząc na perypetie CR7, aż dziw bierze, że jeszcze niedawno zastanawiano się, czy aby nie jest to najlepszy piłkarz w historii futbolu. Dziś swoją legendę rozmywa on w sposób groteskowy. Miał być podbój azjatyckiego rynku, status piłkarskiego boga i śrubowanie kolejnych rekordów. Jest generalnie wielkie rozczarowanie, frustracja i firmowanie własnym nazwiskiem wątpliwego moralnie przedsięwzięcia. Czy było warto? Jest przynajmniej pięć powodów, dla których nie było.
Dalsza część tekstu pod wideo

Margines

Największą bolączką dla Cristiano Ronaldo może być to, że trafił na kompletny margines światowej piłki. Owszem, liga Arabii Saudyjskiej to ogromne pieniądze, ale nic poza tym. Sukcesy na rynku azjatyckim? Ważą nieporównywalnie mniej niż triumfy w Europie, czy nawet Ameryce Południowej. Wielkie nazwiska? Z całym szacunkiem, lecz za największe gwiazdy uchodzą tam zawodnicy, którzy w Europie byli ledwie solidnymi graczami. Ever Banega, Aleksandar Trajkovski, Anderson Talisca, David Ospina. To z nimi zestawiany jest teraz Ronaldo. Towarzystwo mogłoby robić wrażenie na kimś, kto ledwie otarł się o europejskie potęgi, ale na pięciokrotnym zdobywcy Złotej Piłki? Dla niego to sportowe zesłanie.
Bo o ile można nawet stwierdzić, że kilkanaście tysięcy widzów, które średnio oglądają mecze Al-Nassr na żywo, to wynik przyzwoity, o tyle poza krajami bliskowschodniej Azji rozgrywki nie cieszą się zbytnią popularnością. Po transferze Portugalczyka to rzecz jasna na moment się zmieniło, prawa wykupiła nawet polska telewizja. Sama prezentacja piłkarza przyciągnęła przed ekrany miliony widzów. Dzisiaj jednak to zainteresowanie sukcesywnie spada, co pokazuje, że “efekt CR7” był dość krótkotrwały. Tym bardziej, gdy zmagania w poważniejszych ligach wkraczają w decydującą fazę. Kto przejmowałby się w tym czasie meczami Al-Nassr.

Wpadki

Jeśli coś stale przypomina o Cristiano Ronaldo w Europie, to raczej nie jest to kilkanaście strzelonych goli, choć warto je odnotować. Tyle że wiele więcej mówi się o tym, co Portugalczykowi w Arabii Saudyjskiej nie wychodzi. Wpadek i kontrowersyjnych zachowań miał już przynajmniej kilka. Jednym z ostatnich “popisów” były obsceniczne gesty w kierunku kibiców, za co Cristiano mogła grozić nawet deportacja z kraju. Ostatecznie skończyło się na karze finansowej. To jednak nie jedyne zachowania niegodne piłkarskiego króla. W meczu przeciwko Al-Hilal weteran postanowił wskoczyć na plecy jednego z rywali. Jeszcze wcześniej obrażał się na wszystkich, gdy jego drużyna nie potrafiła wygrać z niżej notowaną Al-Feihą.
Nadmierna ambicja wielokrotnie doprowadzała Ronaldo do dziwacznych zachowań, ale za czasów gry w Realu Madryt, Juventusie czy Manchesterze United raziło to jakby mniej. Dało radę zrozumieć frustrację, gdy stawką były wygrane w Lidze Mistrzów czy topowych meczach La Ligi. Wiemy dobrze, że taki już jest CR7 i pewnie równie emocjonalnie potrafi reagować nawet przegrywając w planszówkę z synem. Mimo wszystko, budzi to pewne rozżalenie, gdy ikona futbolu, będąc już na uboczu poważnej piłki, nadal zachowuje się w taki sposób. To absolutny brak klasy u kogoś, kto miał w Arabii Saudyjskiej stać się swego rodzaju wzorem do naśladowania. Póki co, zaczyna być dziwakiem, na którego widok przechodnie uciekają na drugą stronę ulicy.

Prowokacje

Pierwsze dwa powody mogą nie uderzać bezpośrednio w samego Cristiano, ale trzeci już tak. Zapewne sam Ronaldo wierzył, że stanie się w Arabii Saudyjskiej idolem, którego wielbić będą tłumy. I to nie tylko te złożone z własnych kibiców. Tymczasem co jakiś Portugalczyk musi mierzyć się z zaczepkami, gwizdami i prowokacyjnymi hasłami rzucanymi w jego stronę. To musi być wkurzające i pewnie przekłada się na jego nerwowe reakcje.
Pytanie, czy było warto? Bez względu na to, czy lubi się Cristiano Ronaldo czy nie, trzeba powiedzieć wprost, że to jeden z najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej. Nie zasłużył sobie na to, aby wysłuchiwać docinek, okrzyków “Messi, Messi” z trybun i innych prowokacji. Z drugiej strony, sam sobie ten los zgotował. Wcale nie stał się dla Saudyjczyków bogiem, którego przychodzi się oklaskiwać. Często patrząc na reakcje fanów wobec niego, można stwierdzić, że jest cyrkową “małpką”, która ma rozbawiać publiczność i tańczyć według jej życzeń. Nie tak powinien być traktowany piłkarz, który wygrywał pięć razy Ligę Mistrzów i triumfował w rozgrywkach najpoważniejszych lig na świecie.

Reżim

Nie mniej smutne jest to, że Cristiano Ronaldo dał się wciągnąć w legitymizowanie saudyjskiego reżimu. Przypomnijmy, że w Arabii Saudyjskiej cały czas łamane są prawa człowieka, kobiety traktowane są gorzej od mężczyzn, a osoby homoseksualne mogą zostać skazane nawet na karę śmierci. Mając świadomość tego wszystkiego, CR7 nie miał obiekcji przed przyjęciem lukratywnego kontraktu, podziękował grzecznie za uczynienie kilku prawnych wyjątków, m.in. pozwalających mu na zamieszkanie z partnerką bez ślubu, co w Arabii Saudyjskiej jest zabronione. Bez refleksji, bez momentu zastanowienia.
I zrobił to ten sam Cristiano Ronaldo, który za skandal uważał reklamowanie gazowanego napoju w trakcie EURO 2020. Brzmi komicznie? Bo w istocie trudno to traktować poważnie. Transfer zawodnika do Al-Nassr to sportswashing w najczystszej postaci. Saudyjczycy pokazują światu: skoro przyjeżdża do nas wielka gwiazda z całą swoją rodziną, to przecież musimy być naprawdę fajni. To, czy ktokolwiek się na to nabierze, jest kwestią na zupełnie inną rozmowę, ale przez kilka najbliższych lat marka CR7 będzie kojarzyć się dość jednoznacznie z wątpliwym moralnie kontraktem. W końcu grając dla Al-Nassr piłkarz firmuje swoim nazwiskiem także działania władz państwowych, które w pełni odpowiadają za kształt tamtejszego futbolu.

Legenda

Po nieudanej przygodzie z Manchesterem United Ronaldo miał spory dylemat. Problemem na pewno było to, że żaden poważny klub w Europie nie garnął się do jego zatrudnienia. Z kolei sam zawodnik nie chciał jeszcze kończyć kariery, zatem szukał kolejnych wyzwań. Czy jednak Arabia Saudyjska była jedyną opcją? Być może warto było mocniej poszukać miejsca dla siebie w MLS, rozważyć zejście z kontraktu i powrót do ojczyzny, albo po prostu - pogodzić się z upływającym czasem. Gdyby Cristiano Ronaldo powiedział, że kończy karierę, to świat pamiętałby go przede wszystkim z niesamowitych występów w Lidze Mistrzów, strzeleckim rekordów w drużynie narodowej czy też pierwszej przygody z Premier League. A obecnie pomnik jaki zbudował sobie przez lata zaczyna się kruszyć.
I winę za to ponosi wyłącznie sam CR7, który na siłę próbuje udowodnić wszystkim, że nadal jest w tej samej formie, którą imponował kilka sezonów temu. Czas płynie nieubłaganie i pewnych rzeczy nie da się jednak oszukać. Cristiano Ronaldo jest już w końcowym etapie kariery. Powoli dogorywa w dziwnym, jak na piłkarza, miejscu. Mógł zostawić niedopowiedzenia, które działałby na jego korzyść. Postanowił rozwiać wątpliwości i trwać w rywalizacji bez względu na jej jakość. Na usta ciśnie się jedynie: “trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym”.

Przeczytaj również