Barcelona zachwyca i się kompromituje. Tak Flick ratuje twarz Laporcie
Podobno w każdym z nas są dwa wilki. Nie inaczej jest w FC Barcelonie. Z jednej strony zespół zachwyca na boisku, czaruje, wprawia kibiców w euforię. Z drugiej, klub wciąż kompromituje się na płaszczyźnie organizacyjno-strukturalnej.
FC Barcelona wygrała. To już nie jest żaden news, a raczej codzienność. W ostatnich miesiącach Katalończycy kroczą od jednego małego sukcesu do drugiego. W środowy wieczór zapewnili sobie awans do finału Copa del Rey, dokonując drugiej w tym sezonie konkwisty Metropolitano. Atletico, które odpadło z Ligi Mistrzów i ma iluzoryczne szanse na krajowe mistrzostwo, miało rzucić wszystkie siły na Puchar Króla. Wydawało się, że “Banda Simeone” skoczy rywalom do gardeł, zostawi na boisku ostatnią kroplę potu, spróbuje rozegrać najlepszy mecz w tym roku. Wyszło jak wyszło. “Blaugrana” w pierwszej połowie zagrała bardzo dobrze, choć nieskutecznie, a w drugiej pragmatycznie. Przypilnowała prowadzenia 1:0, które otworzyło drogę do finałowego El Clasico. Znów praca Hansiego Flicka przysłoniła “popisy” Joana Laporty.
- Bardzo podoba mi się to, że każdy nasz piłkarz wychodzi na boisko po to, aby dać z siebie wszystko. Wszyscy odpowiednio wykonują swoje zadania, aby zespół osiągnął sukces. Jestem dumny z tego zespołu, chociaż nasza praca jeszcze nie została skończona - ocenił Flick po zwycięstwie.
Olmost zarejestrowani
Środowe emocje związane z Barceloną nie rozpoczęły się wraz z pierwszym gwizdkiem na Metropolitano. Kilka godzin wcześniej liga hiszpańska wydała komunikat dotyczący braku zdolności rejestracyjnej “Dumy Katalonii”. Wszystko dotyczy głośnej już sprawy związanej z Danim Olmo i Pau Victorem. Obaj pierwotnie byli uprawnieni do gry tylko do 31 grudnia. “Blaugrana” miała spóźnić się z wygenerowaniem miejsca w finansowym fair play, co poskutkowało wyrejestrowaniem pomocnika i napastnika. Wyższa Rada ds. Sportu (CSD) wydała jednak środek zapobiegawczy, który umożliwił im grę w ostatnich miesiącach.
Sęk w tym, że aby zarejestrować Hiszpanów, “Barca” sprzedała prawa do korzystania z lóż VIP na nowym Camp Nou. Audytor nie zaakceptował zaś wpisania kwoty z tego tytułu w ramach przychodów za ten rok. Jak klub może bowiem zarabiać na lożach stadionu, który wciąż jest w budowie? W efekcie operacja nie została uwzględniona w rocznym bilansie zysków i strat. Nie ma pieniędzy, więc nie ma marginesu w FFP. Bez miejsca w FFP nie można nikogo rejestrować. Jedyną furtką do dalszej gry Olmo i Victora pozostaje możliwość uznania przez CSD, że samo ich wyrejestrowanie z gry przebiegło niezgodnie z przepisami. Wtedy teoretycznie mogliby nadal występować przez błąd techniczny organów sprawujących władzę.
- Jakie konsekwencje mogą teraz czekać klub? W pierwszej kolejności należy oczywiście wspomnieć o nadchodzącej decyzji CSD w sprawie rejestracji Olmo oraz Victora. Jeżeli audytor nie zaaprobuje operacji w kwocie równej co najmniej tej potrzebnej Barçy do utrzymania się w zasadzie 1:1, to trudno rzecz jasna spodziewać, aby ich rejestracja w rozgrywkach została podtrzymana - chyba, że CSD oprze się na kwestiach formalnych i w ten sposób definitywnie unieważni decyzję o wyrejestrowaniu Hiszpanów - opisał Michał Gajdek na łamach portalu FCBarca.com. - Jeżeli jednak zapadnie decyzja negatywna dla klubu, to oczywiście rodzi to pytania o to, co zrobić z minionymi trzema miesiącami, w których obaj piłkarze reprezentowali Barçę - innymi słowy, czy prawdopodobna decyzja CSD o wyrejestrowaniu piłkarzy będzie miała skutki jedynie na przyszłość (tj. ci nie będą już mogli występować w rozgrywkach w tym sezonie), czy także i na przeszłość. W tym drugim przypadku, inne kluby mogłyby domagać się walkowerów z uwagi na wystawienie do gry nieuprawnionego zawodnika - dodał.
Cała ta sprawa jest dość skomplikowana i pewnie sami zainteresowani nie do końca wiedzą, na czym obecnie stoją. Jedno pozostaje pewne. Barcelona znów balansuje na krawędzi, szukając kolejnych kruczków prawnych. Gdyby za sterami siedział szczery prezes, otwarcie powiedziałby, że popełniono błędy, ale można zrobić to, to i to, żeby naprawić sytuację. Co zrobił Laporta? Wyciągnął szabelkę, po czym ruszył do kontrataku. Przed meczem z Atletico wyszedł do dziennikarzy, po czym wygłosił orędzie, które mogło przekonać wyłącznie jego najbardziej zagorzałych zwolenników, tzw. beton. Bardziej obiektywny elektorat widzi, że prezes buduje oblężoną twierdzę, unikając konkretów.
- Oczywiście, że odpowiemy lidze hiszpańskiej, nasza reakcja będzie stanowcza. Rozgrywamy kluczowy mecz, a dziś rano pojawia się taki komunikat. To bardzo dziwne. Nie mogą pokonać nas na boisku, więc próbują w biurach. Oświadczenie ligi to próba destabilizacji Barcelony - grzmiał sternik klubu.
Viva la Vida
Laporta powinien z całego serca dziękować Flickowi. Tylko wyniki drużyny sprawiają, że kolejne instytucjonalne blamaże przechodzą z mniejszym echem niż powinny. Gdyby “Barca” znajdowała się w gorszej sytuacji sportowej, afera dotycząca Olmo mogłaby stać się nawet gwoździem do politycznej trumny. Wieczne problemy z finansowym fair play, rejestracje na trytytkę, budżet klejony na ślinę, opóźnienia powrotu na Camp Nou. Tych porażek wynikających ze złego zarządzania klubem jest dużo, zdecydowanie za dużo. Ale wszystko pozostaje tuszowane przez rewelacyjną postawę drużyny.
I tu przechodzimy do tej przyjemniejszej części, czyli wyczynów na boisku. A te są naprawdę imponujące. Po raz pierwszy od dawna Barcelona w kwietniu wciąż ma szansę na potrójną koronę. W tym roku podopieczni Flicka zanotowali 18 zwycięstw, trzy remisy i okrągłe zero porażek. W przeszłości żaden hiszpański zespół nie strzelił 139 goli w pierwszych 44 meczach tego sezonu. Nie dokonała tego ani “Barca” Guardioli, ani Real Zidane’a.
Nikt nie jest tak skuteczny i tak efektowny, jak maszyna Flicka. W lidze hiszpańskiej zdobyła 82 bramki, o 20 więcej od “Królewskich”. A przecież to Mbappe, Vinicius, Rodrygo i Bellingham mieli rozrywać na strzępy wszystkich napotkanych rywali. Tymczasem lepiej radzi sobie ofensywa z 36-letnim Polakiem, byłą gwiazdą Leeds United i dzieciakiem, który rozgrywa drugi sezon w seniorskiej piłce. Czyja to zasługa? Odpowiedź może być tylko jedna.
- To jest nasza idea. Chcemy zawsze grać ofensywnie, atakować, kreować sytuacje. To właśnie kocham w tej drużynie, że zawsze pragnie strzelać więcej goli. W naszym ostatnim kontrataku nie widziałem tylko napastnika i skrzydłowych, ale do ataku biegli też nasi pomocnicy, tak właśnie chcemy grać - przyznał trener po meczu z Gironą.
- Barcelona szuka nowej ofiary. Katalończycy notują serię dziewięciu zwycięstw w lidze hiszpańskiej. Hansi Flick przyzwyczaja kibiców "Blaugrany" do ciągłego wygrywania. Ani napięty harmonogram, ani ogromna liczba meczów nie sprawiły drużynie większych problemów w ostatnich trzech miesiącach. Pozostaje pytanie, który rywal będzie w stanie przerwać dynamikę Barcelony - opisała ostatnio Marca.
“Barca” zwykle gra tak spektakularnie, że wręcz odzwyczaiła kibiców od zwycięstw w nieco brzydszym stylu. Po środowym starciu z “Atleti” w barcelońskim obozie nie było słychać wielkiej euforii. No bo jak to, tylko 1:0? A przecież każdy skalp zdobyty na Metropolitano trzeba rozpatrywać w kategorii ogromnego sukcesu. Szczególnie, że Barcelona zagrała naprawdę dobrze, chociaż nie na miarę sufitu swojego potencjału. Wygenerowała 1,78 oczekiwanego gola, Atletico 0,82. Przewaga strzałów wyniosła 18:5, przy czym żadne z uderzeń “Rojiblancos” nie leciało w światło bramki Szczęsnego. Awans Katalończyków był jak najbardziej zasłużony. A wraz z ostatnim gwizdkiem już nikt nie pamiętał, że kilka godzin wcześniej rejestracja piłkarza za 55 mln euro stanęła pod znakiem zapytania. I to już po raz trzeci w tym sezonie. Ot, didaskalia.
Równać ku lepszemu
- Flick jest niezwykłym i bardzo profesjonalnym trenerem. Wiedział, jaki skład będzie miał do dyspozycji i doskonale sobie radzi. Nie szuka żadnych wymówek. Wraz z resztą zarządu zgodziliśmy się, że nowy trener powinien wnieść impuls, a Flick dokładnie to zapewnia - chwalił na początku sezonu Laporta, cytowany przez beIN Sports.
Można pochwalić prezesa za zatrudnienie tak jakościowego szkoleniowca. Warto jednak, aby “Barca” nie marnowała fundamentów, które zostały wylane. Flick zbudował drużynę, która może walczyć o wszystko, nie lęka się żadnego rywala i zawsze dąży do strzelenia kolejnego gola. Za ewentualnymi sukcesami sportowymi powinno stać też odpowiednie zaplecze.
Na dłuższą metę to nie może wyglądać tak, że klub kupuje zawodnika i dopiero po fakcie zastanawia się, w jaki sposób go zarejestrować. Nie można mówić, że wróci się na stadion w listopadzie roku X, kiedy wiadomo, że nawet w maju roku X+1 obiekt nie będzie gotowy. Warto byłoby też czasem przyznać się do błędu i nie uciekać w narrację: “Walczymy z całym światem, wszyscy chcą zniszczyć wielką Barcelonę”.
Powtórzmy to jeszcze raz, wyniki sportowe pudrują fatalne zarządzanie. Flick stworzył kolektyw, który jest być może najprzyjemniejszym, obok PSG, zespołem do oglądania w Europie. Włączasz mecz “Barcy” i możesz być przekonany, że zaraz obejrzysz kawał dobrego futbolu. Wszyscy zawodnicy wiedzą, co mają robić, perfekcyjnie wykonują powierzone zadania i regularnie wspinają się na wyżyny własnych możliwości. Gdyby prezes wraz ze swoją świtą też to robili, wszystkim na Montjuic, a może kiedyś na Camp Nou, żyłoby się łatwiej.