Ani Urban, ani żaden inny polski trener. Dajmy sobie spokój. To czas na fachowca z poważnej półki

Ani Urban, ani żaden inny polski trener. Dajmy sobie spokój. To czas na fachowca z poważnej półki
Rafał Oleksiewicz/Pressfocus
Forsowana w mediach kandydatura Jana Urbana na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski wydaje się niezrozumiała. Tak jak i każdego innego polskiego trenera. Kadra potrzebuje fachowca z górnej półki. A tacy są dziś wyłącznie zagraniczni.
Początek roku, wakat na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski i mnóstwo medialnych spekulacji na temat tego, kto tę kadrę może objąć. 12 miesięcy po długim i męczącym serialu z wyborem następcy Paulo Sousy, PZPN i Cezary Kulesza serwują nam powtórkę z rozrywki. Istne deja vu. I o ile trudno się czepiać władz federacji za brak pośpiechu, bo ten nie byłby wskazany zważywszy na plan powierzenia nowemu trenerowi biało-czerwonego projektu na najbliższe kilka lat, o tyle nie sposób pominąć milczeniem doniesień o ponownie rozważanej opcji polskiej.
Dalsza część tekstu pod wideo
Powiedzmy sobie wprost: wybór jakiegokolwiek rodzimego szkoleniowca byłby dziś irracjonalny. Nie ma lepszego momentu, by zaufać fachowcowi z górnej półki, najlepiej z doświadczeniem reprezentacyjnym, obytemu w pracy z piłkarzami klasy co najmniej europejskiej, jeśli nie światowej. A takich osób w Polsce po prostu nie mamy.

Niezrozumiałe

Przewijająca się w mediach i, jak słychać, rozważana przez PZPN kandydatura Jana Urbana, z całym szacunkiem i sympatią dla niego, wydaje się absurdalna, niezrozumiała. Aby było jasne: jak na polskie warunki to pewnie niezły trener. Miał sukcesy z Legią (kilkanaście lat temu), ostatnio całkiem udanie szył ze słabego materiału w Zabrzu. Wcześniej jednak nie robił szału ani w Lechu Poznań, ani Śląsku (śr. 1,24 pkt na mecz), ani Zagłębiu (śr. 1,16) , ani w Hiszpanii, gdzie nie wyszło mu w Osasunie (śr. 1,16), klubie, którego jest legendą. W ostatnich pięciu latach Urban przepracował jeden pełny sezon. Jeden.
Ot, zwykły, ligowy szkoleniowiec, byśmy powiedzieli, gdyby nie fakt, że 60-latek cieszy się dobrą opinią z uwagi na charakter. To postać lubiana, szanowana, odnajdująca się w rozmowach z mediami. W dodatku w latach 90. dobrze sobie radził na boisku w lidze zagranicznej. W Pampelunie zyskał wyjątkowy status. To dla wielu najwyraźniej wystarczające argumenty, by powierzyć Janowi Urbanowi stery kadry narodowej.
- Uważam, że w tym momencie Jan Urban to najlepszy kandydat. Znam go bardzo długo, bodaj od 18. roku życia spotykaliśmy się na boiskach. Janek ma wszystko, co powinien mieć dobry kandydat na selekcjonera. Doświadczenie zarówno z pracy w Polsce, jak i za granicą - to słowa Dariusza Dziekanowskiego z wywiadu dla serwisu "WP Sportowe Fakty". - Sam był też piłkarzem na bardzo wysokim poziomie. Co więcej, był już w sztabie reprezentacji, mówię tu o EURO 2008. Do tego ma odpowiedni charakter - dodał “Dziekan”.
Patrząc na “ekspercką” działalność pana Dziekanowskiego, trudno brać jego słowa poważnie. Ta wypowiedź doskonale jednak obrazuje, jakie są argumenty zwolenników kandydatury Jana Urbana. Takie jak wyżej, czyli w mojej ocenie żadne sensowne, realnie istotne. Wybaczcie, ale nie potrafię zrozumieć, co miałoby stać za tym wyborem poza kluczem “Polak, sympatyczny, sporo trenował i kiedyś dobrze grał w piłkę w lidze zagranicznej”.

“Dajmy zarobić Polakowi”? No ludzie!

Jeszcze dalej w swoich rozważaniach poszedł dziennikarz “Polsatu Sport” Cezary Kowalski, apelując jakiś czas temu w “Cafe Futbol”, by “dać zarobić Polakowi”.
Polska piłka nigdy nie trafi na właściwe miejsce, jeśli przy wyborze selekcjonera reprezentacji będą padały takie argumenty. Najważniejszym kryterium powinny być kwalifikacje do pracy. A te, powtórzę się, najlepsze mają dziś trenerzy zagraniczni. To, że forsowany jest Jan Urban, którego kariera szkoleniowa, mówiąc delikatnie, wielkiego wrażenia nie robi, nie świadczy dobrze o poziomie rodzimych kandydatów.
Tu jednak nie chodzi o byłego trenera Legii i Górnika. Bogu ducha winny jest tego, że część środowiska wciska go na stanowisko trenera kadry. Trudno się także mu dziwić, że wyraża gotowość do pracy, będącej pewnie spełnieniem marzeń każdego polskiego szkoleniowca. Choć sam spokojnie podchodzi do całego zamieszania.
- [Rok temu] prezes PZPN faktycznie do mnie zadzwonił, kiedy byłem z Górnikiem Zabrze na zgrupowaniu w Turcji. A teraz cisza, żadnego telefonu. Wcale się nie dziwię, bo moim zdaniem ostatecznie zwycięży opcja zagraniczna - mówił pod koniec grudnia w “Przeglądzie Sportowym”.
Wszyscy ludzie dobrze życzący polskiej piłce i reprezentacji powinni trzymać kciuki za wybór fachowca zagranicznego. Oczywiście, nie z łapanki. Nie byle jakiego. Postawienie np. na Nenada Bjelicę też byłoby co najmniej dziwne.
Zagranicznego, bo aktualnie najpoważniejsi kandydaci spoza Polski są w stanie zagwarantować kadrze to, czego nie zagwarantuje jej żaden lokalny trener. Doświadczenie reprezentacyjne w roli selekcjonera, lata pracy w poważnej piłce, z poważnymi piłkarzami. Obycie na futbolowych salonach. Te warunki spełniają i Vladimir Petković, i Roberto Martinez, i Paulo Bento, czyli nazwiska najczęściej przewijające się w gronie opcji zagranicznych. Wszyscy bronią się osiągnięciami. Mają stosowne kwalifikacje.

Dość już

Można też założyć, że mieliby odpowiedni respekt w szatni. Nie marnujmy ostatnich lat w reprezentacji jej liderów, przede wszystkim Roberta Lewandowskiego, ale także Piotra Zielińskiego. Dajmy im kogoś na poziomie. Kogoś, kto tak jak oni, może się obronić mniejszymi czy większymi sukcesami w poważnym, europejskim futbolu. Kogoś, kto przedstawi odpowiednią wizję rozwoju kadry, kupi szatnię projektem, dostanie czas i będzie mógł realizować postawione przed nim cele.
Także kogoś, kogo zatrudnienie w reprezentacji będzie dla niej oddechem świeżego powietrza. Osobę z zewnątrz, nie mającą nic wspólnego z polskim, piłkarskim “piekiełkiem”, które ostatnio wróciło na tapet ze zdwojoną siłą.
Jeśli słyszymy, że pieniądze nie są dla PZPN-u problemem, odpada także argument finansowy przeciwko zatrudnieniu trenera zagranicznego.
Naprawdę, dajmy już sobie spokój z rozważaniem Polaka na selekcjonera reprezentacji. Na dziś nie ma ani jednej, realnej, sensownej kandydatury. Chyba że dalej chcemy udawać, że w Polsce Polak wszystko wie i zrobi najlepiej. Ale wtedy dajmy sobie spokój z mierzeniem wyżej w poważnej piłce.

Przeczytaj również