Anglicy nie chcą dłużej "brudnych" pieniędzy. Legenda przyznaje się do błędu. "Wszyscy musimy się obudzić."
Bliskie związki Romana Abramowicza z Władimirem Putinem doprowadziły do tego, że Rosjanin przestał być właścicielem Chelsea. Mimo że w Premier League od lat nie brakuje kontrowersyjnych inwestorów, to dopiero teraz na Wyspach opinia publiczna zaczęła żądać zmian.
- Wszyscy musimy się obudzić. Tu i teraz, natychmiast! Na pewno zagraniczne pieniądze, inwestycje znacznie podniosły poziom futbolu. Mamy niesamowitą ligę, zdecydowanie najlepszą na świecie. Rywalizacja jest fantastyczna. Globalnie bardzo wszyscy na tym zyskaliśmy. Długo wszyscy chcieli się jednak trzymać z daleka od spraw finansowych, od pochodzenia pieniędzy. Tak dłużej być nie może, musimy z tym skończyć. Nie możemy siedzieć cicho i udawać, że nic się nie dzieje - grzmiał w poniedziałek Gary Neville, ekspert Sky Sports we flagowym programie tej stacji, Monday Night Football.
To nie jedyny ekspert, były piłkarz, autorytet, który zabrał głos w tej sprawie w ostatnich dniach. Temat pieniędzy, a przede wszystkim ich pochodzenia, stał się na Wyspach jednym z najważniejszych w debacie publicznej. Nie odnosi się zresztą tylko do futbolu. Wielka Brytania chce na poważnie walczyć z rosyjskimi oligarchami, którzy opanowali Londyn lub Londongrad jak zaczęto nazywać stolicę, a czołowe kluby uznawane są za ważny element historii i tożsamości.
Zagraniczne pieniądze to standard
Inwestycje obcokrajowców są w Premier League na porządku dziennym. Większość klubów należy do ludzi spoza Wielkiej Brytanii. Oprócz Abramowicza, który właścicielem Chelsea był prawie dwie dekady, najwięcej kontrowersji wywołała sprzedaż Newcastle saudyjskiemu funduszowi inwestycyjnemu. Paradoks polegał na tym, że wcześniej transakcję wstrzymywano przez wiele miesięcy, ale nie ze względu na kłopoty etyczne, zabójstwo dziennikarza Dżamala Chaszudżkiego, ale piracką platformę, na której transmitowano w kraju mecze Premier League. Wiele niechlubnych działań ma za sobą też rodzina królewska ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która od lat jest właścicielem Manchesteru City.
- W ostatnich latach inwestycje ludzi, za którymi stoją ciemne interesy zaczęto opisywać jako "sportwashing", czyli wybielanie wizerunku poprzez wykładanie pieniędzy na dany klub lub wydarzenie. Naiwnie sądziłem, że sportwashing może mieć też pozytywny wpływ na sport w naszym kraju. Że rozwinie lokalne społeczności. Niestety w ostatnich kilku tygodniach doszedłem do wniosku, że bardzo się myliłem. Premier League nie ma pojęcia, co z tym zrobić. Potrafię sobie wyobrazić, że władze ligi siedzą teraz i się zastanawiają: co z tym zrobić - mówił Neville.
- Futbol ma potężny problem. Nikt już dłużej nie będzie akceptował brudnych pieniędzy. Powinna powstać niezależna komisja, która by się tym zajęła. Czas, żeby się temu dokładnie przyjrzeć. To oczywiście nie dotyczy tylko futbolu, ale piłka nożna to bardzo ważny element angielskiej tożsamości. Będzie w centrum tego, jak sobie wszyscy z tym poradzimy. Potrzebna jest przejrzystość i niezależność - dodał.
Co ważne, nie jest w swoich poglądach odosobniony. We flagowym programie BBC, "Match of the Day", Ian Wright apelował, żeby wybór nowego właściciela Chelsea był dokonany również na podstawie kryteriów etycznych, że klub o takiej tradycji nie może trafić w przypadkowe ręce. - To jest sytuacja, w której rząd powinien działać odważnie. Słowa nic nie znaczą, czas na czyny - zwracał się do opinii publicznej w BBC Danny Murphy.
Derby "brudnych" pieniędzy
Dla ludzi uwikłanych w ciemne inwestycje tak się niefortunnie złożyło, że kilka dni temu w Premier League Chelsea zagrała z Newcastle, a prasa na Wyspach określiła to spotkanie "sportwashing derby". Eddiego Howe’a na konferencji prasowej pytano o 81 wyroków śmierci, jakie jednego dnia wykonano w Arabii Saudyjskiej. - On jest w trudnej sytuacji. Ale te pytania nie przestaną być zadawane. Pieniądze w jego klubie są powiązane z Saudyjczykami, od tego nie da się uciec. Dziennikarze muszą zadawać pytania, a Howe ma obowiązek na nie odpowiedzieć. Jestem przekonany, że niebawem te same kwestie pojawią się na konferencjach Pepa Guardioli - twierdził Neville.
Sam Howe uciekał od odpowiedzi, zasłaniał się tym, że jego zadaniem jest przygotowanie drużyny pod względem sportowym. Więcej odwagi, być może też dlatego, że akurat właścicielem Liverpoolu są Amerykanie, miał Juergen Klopp. - Powinniśmy zwracać zdecydowanie większą uwagę na to, skąd pochodzą pieniądze. Zresztą, przecież my wszyscy wiemy, kto inwestował w ostatnich latach w futbol. Zaakceptowaliśmy to, to był nasz błąd. Dłużej nie możemy go popełniać - stwierdził.
Żeby tak się stało potrzebne są zmiany w teście, który nowym właścicielom przeprowadza Premier League. Jest on objęty aurą tajemniczości, ale podczas transakcji Saudyjczyków z Newcastle można było się przekonać, że nie ma w nich kryteriów moralnych i etycznych. Analizy skupiają się przede wszystkim na wypłacalności i finansowej wiarygodności potencjalnego kupca. - Musimy teraz pomyśleć o tym, jak chronimy nasze aktywa, jako kraj zaangażować się w świadomą debatę na temat tego, jak ma wyglądać futbol - tłumaczył ostatnio Simon Chadwick, profesor, który od lat zajmuje się finansami w sporcie.
Czas na czyny
W brytyjskich kręgach politycznych powrócił temat niezależnego regulatora, który decydowałby m.in. o tym, czy ktoś dostanie zgodę na kupno klubu. Po raz pierwszy taka idea pojawiła się po awanturze, która wybuchła wokół powstanie Superligi. Zwracano wówczas uwagę, że właściciele, władze klubów żyją w innej rzeczywistości, że interesuje ich tylko finansowy aspekt, że nie dbają o dziedzictwo angielskich klubów, które są ważnym elementem lokalnych tożsamości. Niezależna instytucja miałaby pilnować wymiary etycznego, kibicowskiego, ale nie spotkało się to z poparciem samych zainteresowanych.
"The Independent" donosi, że zmiany owszem, są planowane, ale prawdopodobnie będą kosmetyczne. Czasy są niepewne, kluby nie za bardzo chcą sobie zabierać możliwość biznesowych transakcji. W nowych przepisach prawa człowieka mają zostać uwzględnione, ale poprzeczka będzie postawiona bardzo nisko, brakować będzie konkretów.
Ostatnie tygodnie pokazały jednak, że presja z mediów społecznościowych ma coraz większe znaczenie. Dzięki szeroko zakrojonym protestom udał pomysł Superligi, pod naciskiem wyrzucono też Rosję z baraży o mistrzostwa świata i europejskich pucharów. Trudno sobie wyobrazić, żeby w obecnym klimacie nowy właścicielem Chelsea mogli zostać Saudyjczycy, którzy rzekomo złożyli ofertę. Nacisk opinii publicznej na zmiany jest coraz większy, ale czy przełoży się to na realne działania, przekonamy się po czynach.