20-latek największym wygranym zatrudnienia Tuchela. W nowej roli może wejść na światowy poziom

20-latek największym wygranym zatrudnienia Tuchela. W nowej roli może wejść na światowy poziom
Pol Emile / Sipa/ PressFocus
Największy wygrany zmiany na ławce trenerskiej Chelsea? Na tę chwilę to Callum Hudson-Odoi. Anglik u Franka Lamparda pozostawał w cieniu kolegów z akademii. Tymczasem Thomas Tuchel zaufał mu i zaskoczył wszystkich, znajdując mu kompletnie nową rolę. Wydaje się, że Niemiec trafił w dziesiątkę.
Eksperci spodziewali się, że zatrudnienie niemieckiego szkoleniowca przyniesie zmiany i innowacyjne rozwiązania w zespole “The Blues”. W końcu eks-menedżer PSG słynie z tego, że wpada na nieoczywiste pomysły i nieustannie szuka sposobu na podniesienie jakości zespołu. Tuchel zmienił ustawienie drużyny, przechodząc na dobrze znaną w Chelsea trójkę środkowych obrońców, ale nie to stanowi największą niespodziankę. Trener, układając taktyczne klocki, w końcu dał szansę jednemu z największych talentów akademii “The Blues”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Pomimo wyraźnej sympatii Franka Lamparda do wychowanków, Callum Hudson-Odoi wciąż pozostawał w cieniu innych absolwentów klubowej szkółki. Nowy szkoleniowiec dał mu jednak szansę gry od pierwszej minuty w obu dotychczasowych meczach - z Wolverhampton i Burnley. Co więcej, przekwalifikował ofensywnego skrzydłowego na pozycję wahadłowego. Ten nieszablonowy pomysł, póki co, okazał się strzałem w sam środek tarczy i życiową szansą dla 20-letniego zawodnika.

W drugim szeregu

Powrót Lamparda na Stamford Bridge w roli menedżera oraz zakaz transferowy, jaki dotyczył Chelsea w letnim okienku z 2020 roku, sprawiły, że młodzież ze Stamford Bridge otrzymała ogromny kredyt zaufania. “Lamps” zaufał znanym z pracy w Derby County Masonowi Mountowi i, przynajmniej częściowo, Fikayo Tomoriemu. Do tego doszli Reece James i Tammy Abraham. Wszyscy z nich zaliczyli okres, podczas którego mogliśmy uznać ich za pewniaków do składu. Tylko drugi z tego grona stracił w końcu pozycję w drużynie, co poskutkowało niedawnym wypożyczeniem do Milanu.
Zmiana polityki kadrowej ogromnie cieszyła dużą część sympatyków zespołu ze stolicy Wielkiej Brytanii. Przez lata talenty z akademii Chelsea pomijano. W efekcie często popadały one w niepamięć. Wśród perspektywicznych zawodników promowanych przez Lamparda znajdował się jednak jeden, który stał raczej w drugim szeregu. Callum Hudson-Odoi u Anglika nie wybił się nigdy ponad poziom zmiennika i opcji przydatnej przy rotacjach składu. I to pomimo tego, że obdarzony jest naprawdę dużym talentem.
20-letni skrzydłowy debiutował w dorosłym futbolu jeszcze za Antonio Conte. Pukał też do drzwi pierwszej drużyny pod wodzą Maurizio Sarriego, zbierając niezłe recenzje. Ale brak naprawdę regularnych występów sprawiał, że łączono go ze zmianą barw klubowych. O sprowadzenie Hudsona-Odoia walczyli działacze Bayernu Monachium. Nic z tego nie wyszło, lecz Callum wciąż nie mógł liczyć na zaufanie Lamparda.

Nowa pozycja, niespodziewana szansa

Po decyzji władz Chelsea o zdymisjonowaniu Lamparda natychmiast pojawiły się obawy o sytuację wychowanków. Tuchel to bowiem człowiek “z zewnątrz”, który nie utożsamia się z klubem tak jak “Super Frank”. W swojej układance Niemiec znalazł jednak miejsce dla chłopaka, który do tej pory nigdy nie mógł zostać nazwany “pierwszym wyborem”, nawet u promującego młodzież angielskiego menedżera.
Po objęciu sterów w Chelsea Tuchel od razu zmienił ustawienie zespołu, na wspomnianą trójkę z tyłu. Po dwóch spotkaniach tego, jak finalnie ma wyglądać jego drużyna, nie sposób jeszcze określić z całkowitą pewnością. Na tym etapie jednak zaskoczył, stawiając właśnie na Hudsona-Odoia w roli wahadłowego.
- Wczoraj, na treningu, grałem tak pierwszy raz w życiu - mówił po meczu z “Wilkami”. - Czułem się dobrze, nie miałem problemów. Dobrze było spróbować. Niezależnie od tego, gdzie będzie widział dla mnie miejsce menedżer, będę dawał z siebie wszystko.
Wychowanek Chelsea, mimo rozczarowującego remisu z drużyną Nuno Espirito Santo, zebrał wiele pochwał za występ na nieznanej dla siebie pozycji. To samo spotkało go po konfrontacji z Burnley, w której “The Blues” wygrali 2:0. Postawa Anglika wywarła wrażenie m.in. na dawnym piłkarzu i menedżerze CFC, Glennie Hoddle’u.
- Myślę, że rola wahadłowego bardzo odpowiada Hudsonowi-Odoiowi. Lubi grać szeroko i trzymać się linii - mówił obecny ekspert telewizji “BT Sport”. - Zawodnicy Chelsea, szczególnie pomocnicy, z łatwością znajdują go diagonalnymi podaniami. Dzisiaj szło im lepiej niż z Wolves - podkreślił.

Robi to, czego oczekuje Tuchel

W potyczce z Burnley 20-latek zaliczył asystę przy trafieniu Cesara Azpilicuety - pierwszym golu drużyny pod wodzą nowego menedżera. Hudson-Odoi zszedł ze skrzydła w pole karne, zaczekał na obieg Hiszpana, a ten po podaniu uderzył pod poprzeczkę bramki Nicka Pope’a. Ta akcja pokazała, czego oczekuje od Anglika Tuchel.
- Trener chce, bym był bezpośredni i jak najczęściej niepokoił obrońców rywali. Wie, że wszyscy nasi ofensywni piłkarze mogą zostać uwolnieni i strzelać gole - możemy przeczytać słowa zawodnika na stronie internetowej klubu. - Oczekuje od nas bezpośredniości, naciskania na przeciwnika, byśmy notowali bramki i asysty. Mówił, bym pracował na całej długości boiska, był bezpośredni i trzymał się tak wysoko i szeroko, jak to tylko możliwe.
W tak krótkiej wypowiedzi słowo “bezpośredni” padło aż trzy razy. I to ono wydaje się kluczem do zrozumienia, dlaczego to właśnie Hudson-Odoi zajął miejsce na prawym wahadle. To gracz dynamiczny, świetnie czujący się w dryblingu. Uwielbia grać jeden na jeden. Rozciąga defensywę rywala, dostaje piłkę i od razu szuka pojedynku oraz okazji do stworzenia zagrożenia. W praktyce ustawiony jest najczęściej w strefie obronnej rywali. Tym samym ich lewy defensor nie ma ani chwili oddechu.
Za plecami Anglika, na prawej stronie trójki stoperów, występuje wspomniany już Azpilicueta, który długo był głównie bocznym obrońcą. Wie zatem, jak podłączyć się do akcji zaczepnej. Obiegając schodzącego do środka młodszego kolegę, może stworzyć przewagę w ataku. Właśnie taki manewr sprawił, że “The Blues” wpakowali piłkę do siatki Burnley.
Hiszpan lubił w podobny sposób pomagać kolegom z ofensywy również za kadencji Antonio Conte - głównie dośrodkowując. Największy użytek z jego zagrań robił wówczas Alvaro Morata. Wydaje się, że Tuchel, przynajmniej na tym etapie, będzie szukał podobnego rozwiązania.

Świeży start

Niemiec to szalenie pomysłowy trener i nie boi się eksperymentów. Dlatego też wydaje się, że wszyscy wystartowali u niego z czystym kontem. Bardzo intensywny okres sezonu sprawia, że nowy menedżer mógł połączyć rotację, mającą na celu odpowiednie zarządzanie siłami zawodników (dotyczyła ona np. Mounta i Hakima Ziyecha) z “przeglądem wojsk”.
Poza eksperymentowaniem z Hudsonem-Odoiem, szanse dostali pomijani przez Lamparda w tym sezonie Marcos Alonso i Antonio Ruediger. 47-letni szkoleniowiec wciąż sprawdza, którzy z podopiecznych najbardziej pasują do jego planów, a także czy wprowadzane innowacje nie wymagają przemyślenia i korekty.
Niewykluczone, że znajdzie nowe pozycje również innym zawodnikom. W PSG potrafił przecież zrobić ze środkowego obrońcy Marquinhosa “rygiel” zabezpieczający linię pomocy. Pierwsze zaskoczenie na Stamford Bridge mamy już za sobą, ale istnieją spore szanse, że nadejdą kolejne. Tuchela stać na to, by “wymyślić na nowo” innych zawodników lub odkurzyć graczy, którzy poszli ostatnio w odstawkę.
Na Stamford Bridge szykuje się mała rewolucja. Nie tylko, jeśli chodzi o taktykę, ale i znaczenie poszczególnych piłkarzy. Nagła zmiana sytuacji i roli Calluma Hudsona-Odoi to jeden z najlepszych dowodów. To na pewno dopiero jedna z wielu ciekawych roszad nowego trenera Chelsea. I wydaje się, że ta akurat nie wymaga większych zmian.

Przeczytaj również