Włodarz Lechii Gdańsk umywa ręce. Na odchodne wzburzył kibiców. "Opuścimy klub w lepszym stanie niż był"

Adam Mandziara nie ocenia surowo swojej kadencji w Lechii Gdańsk. Były już przewodniczący rady nadzorczej ekstraklasowego klubu podkreśla, że w ciągu ostatnich ośmiu lat drużyna się rozwinęła, a stawiane mu zarzuty nie mają związku z rzeczywistością.
Z postacią Adama Mandziary związane są liczne kontrowersje. Część z nich naświetlił nasz dziennikarz, Błażej Łukaszewski.
- Pracownicy, którzy mieli swoje kompetencje do wykonywania i byli w różnych działach, często musieli być też na usługi prywatne - albo trzeba było pojechać np. do innego miasta i odebrać żonę czy prezesa z lotniska, ale też przewijały się przez biura faktury za loty odrzutowcem. I to nie są faktury najmniejsze. Boli mnie to, że z drugiej strony oszczędzano na bardzo podstawowych rzeczach. Brakowało na dodatkowy etat w takim i innym dziale, a oczekiwano cudów. Zaniedbano relacje z kibicami i PR - zdradził.
Był to zaledwie początek zarzutów względem byłego już przewodniczącego rady nadzorczej Lechii Gdańsk. Byłego, bowiem na początku września Adam Mandziara zrezygnował z piastowanej przez lata funkcji.
Jednocześnie działacz uważa, że jego kadencji nie należy oceniać negatywnie. W rozmowie dla "Canal+Sport" stwierdził, że w ciągu ośmiu lat ekstraklasowy klub rozwinął się. Mandziara bronił między innymi Pawła Żelema.
- W minionym sezonie zdobyliśmy czwarte miejsce. Finansowo osiągniemy wynik 2,7 miliona złotych na plusie. Nie o wszystkich obszarach działania klubu mogę powiedzieć, że funkcjonują dobrze, ale mogę tak powiedzieć o obszarach zarządzanych przez prezesa Żelema. Co z nowym właścicielem? Rozmawialiśmy z dwoma podmiotami. I dalej z nimi rozmawiamy. Ale klubu nie sprzedaje się jak auta - powiedział w rozmowie dla "Canal+Sport".
- Pan Franz-Josef Wernze nie może pozwolić sobie na wpadkę z nowym właścicielem. Tu musi być wszystko załatwione we właściwy sposób. Opuścimy klub w jeszcze lepszym stanie niż go zostawialiśmy. Inna sprawa, że sytuacja w tabeli nie wzbudza zaufania potencjalnego kontrahenta - dodał.
- Inne sprawy? W ostatnich dniach czytałem mnóstwo hejt-newsów. Dywagacje, czy to odrzutowiec, czy to nie jest odrzutowiec, kto kurczaki kupuje, to jest poniżej jakiejś krytyki. Jak klub przegrywa czy jak drużyna przegrywa, to trzeba wyciągnąć brudy. Poprosiłem kadrową o wykazanie zaskarżeń pracowniczych wobec mojej osoby - nikt się na mnie nie skarżył, co ja mam więcej opowiadać? - rzucił.

Więcej o sytuacji w Lechii Gdańsk dowiecie się z naszego programu. Tym samym zapraszamy do subskrybowania kanału Meczyków na YouTubie - TUTAJ.