Był transferowym flopem Lecha. Potem okazał się kozakiem
Sezon 2014/15 nie mógł zakończyć się dla Lecha Poznań bardziej udanie. Po pięciu latach posuchy drużyna zdobyła mistrzostwo Polski. Mniej udane były transfery "Kolejorza". Poczynione wówczas ruchy niemal z miejsca aspirowały do najgorszych w najnowszej historii zespołu. Bohaterem jednego z nich był Arnaud Djoum.
Z początkiem 2015 roku włodarze Lecha Poznań uznali, że drużyna potrzebuje wzmocnień w środkowej strefie. Postanowili postąpić tak samo, jak latem, gdy zespół zasilił m.in. Muhamed Keita, i nie szczędzić środków na ruchy. Z FC Basel wykupiono Darko Jevticia, z Ferencvarosu wypożyczono Davida Holmana, zaś na zasadzie darmowego transferu z Akhisarsporu klub zasilił Arnaud Djoum.
Choć i Holman nigdy nie stał się ważnym ogniwem "Kolejorza", w kategorii największego flopu po czasie rozpatruje się właśnie Djouma. Kameruńczyk z belgijskim paszportem miał bowiem za sobą przeszłość w belgijskich i holenderskich ekipach. Nie zaistniał w Anderlechcie, za to błyszczał w Rodzie Kerkrade, której barwy przez pewien czas reprezentował wraz z polskim golkiperem Filipem Kurtą.
Akhisarspor również nie grał w najsłabszej lidze. Kiedy Djoum przenosił się do Poznania, klub był solidnym średniakiem tureckiej ekstraklasy. Kibice Lecha mogli być zatem początkowo zadowoleni.
Kameruńczyk nie spełnił jednak oczekiwań. W trakcie rundy wiosennej kampanii 2014/15 wystąpił w zaledwie pięciu meczach - dwóch pucharowych i trzech ligowych. Spotkanie z Zawiszą Bydgoszcz szczególnie nie poszło po jego myśli. Kameruńczyk został wówczas wyrzucony z boiska po drugiej żółtej kartce zarobionej już w 25. minucie. Jego dorobek w Lechu zamknął się na 295 minutach.
"Kolejorz" nie powtórzył jednak błędu popełnionego przy podpisaniu długoterminowej umowy z Keitą. Kontrakt Djouma z Lechem wygasł po zakończeniu rundy wiosennej i nie został przedłużony. Choć z jednej strony pomocnik mógł cieszyć się ze zdobycia pierwszego mistrzowskiego tytułu w karierze, z drugiej - został na lodzie, nie potrafiąc rozwinąć skrzydeł. Przez długi czas pech go nie opuszczał.
W trakcie lata zawodnikowi nie udało się znaleźć nowego pracodawcy. Dopiero we wrześniu zgłosiła się po niego szkocka ekipa Hearts. Tam Djoum znów podpisał krótkoterminowy kontrakt i całkowicie odżył. Do końca roku strzelił trzy gole, w tym jednego w prestiżowym meczu z Celtikiem. Łącznie zdobył w rozgrywkach siedem bramek i zaliczył sześć asyst w 32 spotkaniach. Wybrano go najlepszym piłkarzem sezonu w jego drużynie.
Znakomite występy Djouma w Premiership zaprowadziły go do kadry Kamerunu. Pomocnik odegrał w reprezentacji kluczową rolę, murując środek pola w trakcie Pucharu Narodów Afryki 2017. W końcu Kameruńczycy zdobyli trofeum, pokonując w finale Egipt 2:1. Były gracz Lecha rozegrał w sumie 28 meczów w narodowych barwach. Spełnił marzenie, od zawsze chcąc grać właśnie dla Kamerunu, nie Belgii.
W 2019 roku misja Djouma w Hearts dobiegła końca. Pomocnik przeniósł się do Arabii Saudyjskiej, gdzie przez dwa lata przywdziewał trykot Al-Raed. Na koniec kariery postanowił jednak powrócić do Europy. W sezonie 2021/22 był piłkarzem Apollonu Limassol, a w kolejnej kampanii wrócił do Szkocji, parafując umowę z Dundee United. Ostatecznie przystał na zaskakującą propozycję.
W zeszłym roku Kameruńczyk zaakceptował ofertę z Unionu Saint-Gilloise. Zasilił rezerwy, pomagając we wdrażaniu się do ekipy młodym graczom czy przygotowując się do pierwszej pracy trenerskiej.
A wspomnienia Djouma z epizodu w Poznaniu? W rozmowie z Nieuwsblad wymienił dwa. Stadion zamieniający się w "dom wariatów" po zdobyciu mistrzowskiego tytułu i... spóźniającą się obsługę w restauracjach. Mała cena za późniejszą eksplozję formy.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.