Rybus o zamieszkach w Bastii: Na początku pomyślałem, że lecę w bój. Później się uspokoiłem

Chuligani Bastii zaatakowali piłkarzy Olympique Lyon na rozgrzewce przed ligowym meczem obu drużyn. - Na szczęście nie dostałem nawet kopniaka - mówi Maciej Rybus w rozmowie ze Sport.pl.
Według reprezentanta Polski całe zamieszanie zaczęło się od niecelnego strzału Memphisa Depaya, który przypadkowo trafił w jednego z kibiców. Holender chciał przeprosić, ale krewcy kibice z Korsyki nie zamierzali go słuchać. Wbiegli na murawę i zaatakowali piłkarzy gości. Nie miał ich kto powstrzymać, bo - jak twierdzi Rybus - na stadionie nie było ani policji, ani ochrony.
- Na szczęście nie dostałem nawet kopniaka. A kilku chłopaków je wyłapało. Na początku pomyślałem, że lecę w bój, ale później przyszła myśl: "Ryba, uspokój się, nie rżnij kozaka" - relacjonuje Rybus w rozmowie z red. Sebastianem Staszewskim z portalu Sport.pl.
Mecz rozpoczęto, ale zdołano rozegrać tylko pierwszą połowę. W przerwie doszło do kolejnych incydentów, które spowodowały przerwanie zawodów.
Nie uspokoiło to jednak sytuacji. Piłkarze Olympique długo nie mogli opuścić stadionu, a gdy już to zrobili, ich autokar został zaatakowany. Policja usiłowała powstrzymać rozjuszony tłum gazem łzawiącym.
- Jak tylko przekroczyliśmy bramę stadionu, ludzie ze wszystkich stron zaczęli rzucać w nas kamieniami - opowiada Rybus.
To już kolejny incydent z udziałem kibiców z Bastii w tym sezonie. Podczas z meczu z Niceą kierowali rasistowskie okrzyki pod adresem Mario Balotelliego. Klub został za to ukarany odjęciem jednego punktu i zamknięciem części sektorów na trzy mecze.