Rosja - gospodarz Mundialu starannie ukryty w szarości. Czy gra u siebie pomoże "Sbornej" zrobić wynik ponad stan?

„Ciszej jedziesz, dalej dojedziesz” – głosi rosyjskie przysłowie. Wedle niego reprezentacja Rosji ma szansę na sukces podczas organizowanego przez to gigantyczne państwo Mundialu. Faktycznie o reprezentacji gospodarzy jest wyjątkowo cicho, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie sportowe. Omawiane są aspekty polityczne, była oczywiście poruszana kwestia dopingu, ale nikt poza Rosją nie analizuje szans Sbornej na spektakularny sukces.
A przecież gra na własnych boiskach to potężny handicap, szczególnie gdy się patrzy na historię MŚ. Poza reprezentacją RPA, drużyny organizatora zawsze wychodziły z grupy. Mało tego: nawet gdy nie zdobywały medalu, osiągały największy sukces w historii swoich występów w finałach. Rosja, odkąd zastąpiła ZSRR nigdy nie wyszła z grupy, a w wydaniu sowieckim tylko raz zajęła czwarte miejsce (1966).
Trochę to dziwne, zważywszy że mamy do czynienia z mistrzem Europy (1960) i trzykrotnym wicemistrzem starego kontynentu (1964, 1972 i 1988). Już jako Rosja, nasi wschodni sąsiedzi w 2008 dotarli do półfinału tej imprezy. Szczególnie w latach 60. i 70. w barwach czerwonego mocarstwa grało wielu znakomitych piłkarzy, że wymienię z braku miejsca choćby Jaszyna czy Błochina.
Obecnie najzacieklejszy rusofil chyba nie wróży Sbornej miejsca na podium, a wyjście z grupy, które po losowaniu wydawało się oczywistością, dzisiaj postrzegane jest tylko jako realne. Jak na gospodarza imprezy to dziwnie marna rekomendacja.
Przed Rosją bardzo silny Urugwaj, Egipt możliwe że jednak z Salahem i mecz otwarcia z Arabią Saudyjską, a te spotkania często kończą się niespodziankami. Wcale nie będzie łatwo.
Magiczne dotknięcie Czerczesowa?
Kompromitacja rutynowanej, wiekowej drużyny w finałach ME 2016 (bo trudno inaczej nazwać zajęcie ostatniego miejsca w grupie), przypieczętowana klęską 0:3 w meczu ostatniej szansy z Walią, przyniosła oczywistą zmianę trenera. Z warszawskiej Legii na stanowisko trenera Sbornej awansował Stanisław Czerczesow.
Zrobił to, co każdy selekcjoner zrobiłby na jego miejscu. Wymienił graczy, zmodyfikował system w kierunku gry 3 środkowymi obrońcami, ale efekty tych poczynań wydają się żadne. Bilans spotkań towarzyskich pod jego egidą jest bezwzględny: 6 zwycięstw, 3 remisy i 10 porażek. W 2018 przegrał z Brazylią i Francją, co można tłumaczyć klasą rywali, ale 0:1 z Austrią już nie bardzo.
Popularna jest teza, że wyniki spotkań towarzyskich nic nie znaczą. To bujda, ponieważ kto dostaje seryjnie łomot, ten nie przełamie się nagle siłą woli, a trudno przypuszczać, że celowo ukrywa swoje umiejętności. A jeśli same wyniki nic nie znaczą, nieistotny pewnie jest też fakt, że w ostatnim meczu z Austrią Rosja nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę rywali.
Czerczesowowi należy przyznać, że dobrze wygląda na konferencjach prasowych i udziela interesujących wywiadów, ale to niewiele jeśli weźmie się pod uwagę 2,5 miliona euro kasowane rocznie przez tego zacnego trenera. Jeszcze raz potwierdza się obiegowa opinia, że kierowanie reprezentacją nijak się ma do pracy w klubie. Nie da się na zgrupowaniach zbudować formy fizycznej, ani wszczepić szybkości, tym bardziej że komisja antydopingowa jednak ostatnio jakaś czujniejsza.
Rosja czyli chów wsobny
Duże, godne pozazdroszczenia z naszej perspektywy środki zasilające rosyjskie kluby przyniosły sukcesy w europejskich pucharach, ale jednocześnie odcięły w pewnym momencie zdolnych rosyjskich piłkarzy od rynku międzynarodowego. Po co iść na niepewne, skoro w domu płacą dobrze za mniej?
Podobnie jest w Niemczech czy Anglii, ale Rosja zasadniczo nie jest Niemcami, a Premjer Liga nawet z kosmosu nie przypomina w niczym Premier League. Fakt, że prawie wszyscy reprezentanci grają na własnym podwórku może i był atutem w latach 70. czy 80., ale obecnie jest tylko obciążeniem. Wystarczy spojrzeć na idącą podobnym szlakiem Ukrainę, gdzie również czołowe kluby oparte są na portfelach miejscowych oligarchów.
To także jedna z przyczyn, że o rosyjskiej reprezentacji tak cicho w światowych mediach. Większe emocje budzą transferowe perypetie Lewandowskiego czy bark Salaha, niż wszyscy rosyjscy piłkarze razem wzięci. Znamienne, że jako gwiazdę reprezentacji wymienia się bramkarza CSKA Igora Akinfiejewa.
Poza Rosją znany jest z rekordu, jaki wyśrubował grając w Lidze Mistrzów. Otóż udało mu się wpuścić gole w 43 kolejnych meczach tych rozgrywek!
Rosyjski przegląd kadr
W defensywie poza wspomnianym wyżej bramkarzem widzimy 38-letniego Ignaszewicza i kilku ligowych rutyniarzy z zadziwiająco małym stażem reprezentacyjnym. Obok wymienionego 121-krotnego reprezentanta Rosji, w finałach ME mało chwalebnie grali jeszcze Smolnikow i Neustädter. To efekt wymiany kadr, bo przecież nie odmłodzenia drużyny, skoro w ostatnim meczu towarzyskim średnia wieku defensywy wyniosła 31 lat.
Formacje pomocy i ataku są nieco młodsze. Wiele nadziei budzi 22-letni Gołowin typowany na gwiazdę Sbornej w zbliżających się MŚ.
Najskuteczniejszy jest Smołow, który w 31 meczach reprezentacji zdobył 12 goli, wyprzedzając Dziubę o jedno trafienie. Przyznacie, że nie są to oszałamiające liczby. Wspomniany Gołowin w 18 spotkaniach dwa razy trafił do siatki.
Wszyscy gracze powołani do szerokiej kadry reprezentacji Rosji zdobyli łącznie 55 goli. Dla porównania, to tylko trzy bramki więcej niż ma na reprezentacyjnym koncie sam Robert Lewandowski. Trudno się dziwić, że rosyjscy kibice nie tryskają przesadnym optymizmem przed zbliżającym się turniejem.
Perspektywy i szanse
Patrząc na wyczyny Sbornej warto przede wszystkim rozważyć, czy wyjście z grupy jest tak oczywiste jak się początkowo wydawało. Urugwaj wydaje się być poza zasięgiem, trudne warunki niezawodnie postawi Egipt, a Arabia Saudyjska w przegranym 1:2 meczu z Włochami udowodniła, że nie zamierza być dostarczycielem łatwych punktów.
Przy analizie szans należy pamiętać, że wyjście z drugiego miejsca w grupie najprawdopodobniej będzie skutkowało natknięciem się na Hiszpanię lub Portugalię, a to już zdecydowanie za wysokie progi dla reprezentacji Rosji. Konkludując: nie dziwi cisza panująca wokół drużyny gospodarzy. Tak naprawdę to uosobienie przeciętności.
Jedyny poważny atut to gra na własnym boisku. Jeszcze niedawno rosyjscy kibice mogliby pocieszać się, że gospodarzom zwykły pomagać ściany. Pod tym eufemizmem kryje się przede wszystkim pomoc arbitrów. Niestety dla nich, na Mundialu ma obowiązywać system VAR, a poza tym zbyt wiele się ostatnio zdarzyło złych rzeczy w tej dziedzinie, by możliwy był jawny „druk” na tegorocznej imprezie.
Jeszcze do tego rosyjscy kibole, który swój mundial chcą rozegrać na ulicach i pod stadionami. Ekscesy pomagają gospodarzom jak przysłowiowy dzwonek umarłemu. Zacząłem od przysłowia i na przysłowiu kończę, pamiętając oczywiście o słynnej uwadze Kisiela, że przysłowia są mądrością narodów, które innej mądrości nie znają.
Jacek Jarecki