Piłkarz Liverpoolu grzmi po finale Ligi Mistrzów. "To było pobojowisko. To niedopuszczalne"
Sobotni finał Ligi Mistrzów miał być piłkarskim świętem, ale Francuzi nie do końca poradzili sobie z organizacją meczu. Suchej nitki nie zostawił na nich Andrew Robertson.
Mecz o tytuł został opóźniony o ponad pół godziny. Wszystko dlatego, że przez bramy stadionu przedarli się fani, którzy nie mieli biletów. Później nie wpuszczono części kibiców z ważnymi wejściówkami.
Organizatorzy mieli duże problemy z zapanowaniem nad sytuacją. W mediach spadła na nich spora krytyka. W rozmowie z "BBC" do ostatnich wydarzeń odniósł się Andrew Robertson.
- To było pobojowisko. Szczerze mówiąc, ludzie czasami sobie coś ubzdurali i zaczęli panikować. Rozpylenie gazu łzawiącego było niedopuszczalne - powiedział Robertson.
- To było przerażające dla naszych fanów i rodzin, które również przez to przeszły. Nie było to miłe doświadczenie, nie był to dobry finał, by przyjść na stadion. Liga Mistrzów powinna być wielkim świętem, a tak nie było - ocenił.
Początkowo tegoroczny finał Ligi Mistrzów miał odbyć się w Sankt Petersburgu. Rosjanom odebrano jednak prawo do organizacji ze względu na inwazję tego kraju na Ukrainę.
- Oczywiście, finał na początku nie miał się tam odbywać i może z tego powodu przygotowania nie były tak dobre, jak być powinny. Jednak jestem pewien, że w następnych dniach śledztwo powie trochę więcej - zakończył gracz Liverpoolu.