Piłkarz Ekstraklasy nie wytrzymał przed kamerami. "Frajerstwo, kpina, to jest katastrofa"
Pogoń Szczecin rozbiła Górnik Łęczna 4:1. W mocnych słowach o postawie swojej drużyny wypowiedział się Bartosz Śpiączka.
Wynik tego meczu otworzył Sebastian Kowalczyk. Sam Śpiączka doprowadził do remisu, ale w doliczonym czasie gry pierwszej połowy do własnej siatki trafił Kryspin Szcześniak.
- Tutaj nie ma czego tłumaczyć. Sposób, w jaki tracimy bramki, to jest po prostu kpina, frajerstwo. Przyjeżdżamy tutaj, mówimy sobie, że zagramy w końcu na zero z tyłu i znowu dajemy rywalom dwa prezenty - grzmiał Śpiączka na antenie "Canal+ Sport" w przerwie spotkania.
- Musimy wyjść na drugą połowę i, nie wiem, walczyć, próbować zdobyć bramkę. Ale przede wszystkim musimy zagrać na zero z tyłu, nic nie stracić, bo to, co wyprawiamy pod własną bramką, to jest katastrofa - dodał napastnik.
Raczej nie był on zadowolony po końcowym gwizdku. Po przerwie Górnik dał sobie jeszcze strzelić dwa gole. Na listę strzelców wpisali się Kacper Kozłowski i Michał Kucharczyk.
Zespół z Łęcznej przegrał 1:4 i nadal zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W dziesięciu kolejkach podopieczni Kamila Kieresia stracili aż 26 goli.
To zdecydowanie najgorszy wynik w polskiej lidze. Druga pod tym względem jest Cracovia, która w porównaniu z beniaminkiem wpuściła "zaledwie" 18 bramek.