"Na ulicy bym go nie poznał". Kulesza odcina się od Stasiaka. Zaskakujące słowa o poprzednikach w PZPN
Cezary Kulesza wytłumaczył się z obecności Mirosława Stasiaka w samolocie PZPN do Mołdawii. Prezes PZPN twierdzi, że nie wiedział o korupcyjnej działalności biznesmena w futbolu.
Nie milkną echa wyprawy PZPN do Mołdawii. W samolocie, którym do Kiszyniowa podróżowała reprezentacja i związkowi działacze znalazł się też Mirosław Stasiak. To biznesmen, który został skazany za ustawienie lub próbę ustawienia wyników ponad 40 ligowych meczów. PZPN ukarał go dyskwalifikacją do 2026 roku.
O Stasiaku głośno było już w trakcie działalności w klubach ligowych. Do nazw sponsorowanych przez siebie drużyn dokładał swoje nazwisko. Czasami nawet wychodził na boisko.
Oficjalnie Stasiaka na mecz zaprosiła firma Inszury.pl. PZPN od kontrowersyjnego gościa dystansuje się jak tylko może. Kulesza podkreśla, że to nie on zaprosił biznesmena na mecz. W dodatku utrzymuje, że nie znał jego korupcyjnych "dokonań" w ligowej piłce. W dodatku pokusił się o uwagę dotyczącą działań poprzedniej związkowej ekipy.
- Kojarzyłem to nazwisko z tekstów o właścicielu klubu, który sam wstawiał się do składu. Ale na Boga, to było prawie 20 lat temu! Później posprawdzałem sobie co nieco na temat tego pana. Za korupcję był zawieszony przez PZPN dożywotnio. Ale złożył odwołanie. I to zostało rozpatrzone pozytywnie, skracając mu zakaz funkcjonowania w strukturach piłkarskich do 2026 roku. W większości przypadków rozpatrzenie takiego odwołania trwa wiele lat, nawet trzy, cztery. A w tym przypadku wniosek został rozpatrzony w kilka tygodni. To wszystko odbyło się jednak w trakcie poprzedniej kadencji - tłumaczył Kulesza w rozmowie z portalem "Interia.pl".
Prezes PZPN twierdzi, że nie zna Stasiaka i nie utrzymuje z nim kontaktów na stopie towarzyskiej.
- Gdybym go spotkał na ulicy, to bym go nie poznał - stwierdził prezes związku.
PZPN zapowiedział zmianę w organizacji wyjazdów na mecze. Goście sponsorów mają być dokładnie weryfikowani.
- Jestem w PZPN od 11 lat, byłem na dziesiątkach takich wyjazdów. I wiem, że nigdy nie było procedur weryfikujących gości. Sponsorzy mieli prawo ich zapraszać, a PZPN ich nie prześwietlał. Wszystko opierało się na zaufaniu - wyjaśnił Kulesza.
Olbrzymie emocje wywołały też działania związku po ujawnieniu, że Stasiak był w Mołdawii. Federacja wydała kilka oświadczeń. W jednym z nich stwierdziła, że biznesmen pojawił się na wyjeździe dzięki zaproszeniu "jednego z partnerów". Rozsierdziło to wielu sponsorów PZPN.
- Popełniliśmy duży błąd, za który jest mi wstyd. Tym bardziej, że niedługo po meczu przygotowany był tweet, w którym przepraszałem kibiców i całą winę brałem na siebie. Nie miałem z tym problemu, byłem na to gotowy. Ale przyszło do mnie kilka osób. "Prezesie, to prezes zaprosił tego Stasiaka?". Powiedziałem zgodnie z prawdą, że nie. "To dlaczego prezes ma za to przepraszać i dostać za niewinność?". Pojawił się pomysł, żeby napisać, jak było, ale bez podawania nazwy partnera. Chcieliśmy uszanować jego prawo do prywatności. Ten, kto to wymyślił, chciał dobrze. Ale wyszło bardzo źle - podsumował Kulesza.
