"Może gdybym był Hiszpanem, miałbym trochę więcej czasu". Martin Odegaard wrócił do epizodu w Realu Madryt
Martin Odegaard napisał artykuł na platformie "The Player's Tribune". Norweg zabrał głos na temat swojej przygody w Realu Madryt.
Pomocnik trafił na Santiago Bernabeu już w wieku 16 lat. Początkowo grał dla drużyny rezerw, jednak regularnie trenował z pierwszą ekipą "Królewskich".
- Szczerze mówiąc, to było dla mnie nieco surrealistyczne. Nie byłem wystarczająco duży, żeby prowadzić samochód, więc tata zabierał mnie na treningi, gdzie grałem z Isco, Ronaldo, Ramosem, Modriciem czy Benzemą. To było tak, jakby po prostu tata podrzucał mnie do szkoły - wyznał Odegaard.
Ze względu na skalę talentu wobec Norwega stawiano ogromne oczekiwania. Jako nastolatek nie zdołał jednak przebić się do pierwszego składu Realu Madryt. Hiszpańska prasa uznała zatem, że jest niewypałem.
- Media ścigały mnie za to, że nie od razu sprostałem oczekiwaniom. Byłem dla nich łatwym celem. Pamiętam, kiedy przeczytałem nagłówek w stylu: "To już najwyższy czas na Martina Odegaarda". A ja miałem wtedy tylko 18 lat. Może gdybym był Hiszpanem, miałbym trochę więcej czasu na rozwój. Wiem, że we współczesnym futbolu nie ma nic pomiędzy. Albo jesteś najlepszym transferem w historii, albo jesteś gó***m - stwierdził Odegaard.
W 2021 roku pomocnik zamienił Real na ekipę Arsenalu. W barwach "Kanonierów" piłkarz radzi sobie znakomicie. Odegaard jest kapitanem i jednym z filarów drużyny, która obecnie przewodzi ligowej tabeli w Anglii.
- Zawsze mam gęsią skórkę, kiedy wyprowadzam drużyną na Emirates i słyszę w głośnikach "North London Forever". To chwila tylko dla mnie. Zamykam wtedy oczy i myślę o dzieciaku, który grał na sztucznej murawie w Drammen. Gdybyś pokazał mu tę migawkę i powiedział, że to jego przyszłość, dałby się za to pokroić. To była piekielnie długa droga, ale teraz spełniam marzenia. Jestem w domu, a najlepsze jeszcze przede mną - dodał Odegaard.