"Liczyłem na cud". Poruszające słowa Manciniego po śmierci Vialliego

Roberto Mancini pożegnał Gianlukę Vialliego. - Łączyła nas braterska więź - przyznał selekcjoner reprezentacji Włoch.
Vialli zmarł w miniony piątek po długiej walce z chorobą nowotworową. To ogromny cios dla Manciniego, który w krótkim czasie stracił dwóch przyjaciół. W grudniu pożegnał Sinisę Mihajlovicia - niósł nawet trumnę na pogrzebie Serba.
Mancini i Vialli przez lata tworzyli atak Sampdorii Genua. Poza boiskiem pozostali blisko do ostatnich dni.
- Liczyłem na cud. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Był w dobrym nastroju, a to trochę podnosiło na duchu - przyznał Mancini.
- Cieszyłem się, gdy widziałem, że jest spokojnie. Przeżyliśmy wspólnie prawie całe życie. Zawsze łączyła nas braterska więź, choć w końcu piłkarsko się rozstaliśmy. Ale nasza przyjaźń pozostała niezłomna. Była oparta na wielkim szacunku i sympatii - dodał selekcjoner reprezentacji Włoch.
Vialli współpracował z Mancinim w kadrze. Selekcjoner mistrzów Europy podkreśla, że jego przyjaciel miał olbrzymie znaczenie dla funkcjonowania drużyny.
- Bardzo dobrze przekazywał młodym piłkarzom, jaką wartość ma reprezentacyjna koszulka. Chętnie z nimi rozmawiał, a oni słuchali go z wielką uwagą i podziwem. To były bardzo piękne i ważne chwile - podsumował Mancini.