Griezmann i działacze FC Barcelony złamali prawo? "Skoro wydaliśmy komunikat, to znaczy, że mamy dowody"

Wydawało się, że wraz z ogłoszeniem przez FC Barcelonę pozyskania Antoine'a Griezmanna saga transferowa Francuza dobiegła końca. Jak się okazuje, nic z tego.
Krótko po ogłoszeniu mistrzów Hiszpanii Atletico Madryt wydało ważny komunikat - madrycki klub domaga się zapłaty kolejnych 80 milionów euro, by uzupełnić kwotę transferu do wysokości klauzuli wykupu na poziomie 200 mln euro.
Władze Atletico utrzymują, że Griezmann musiał porozumieć się z Barceloną w trakcie obowiązywania poprzedniego sezonu, czyli wtedy, gdy przepisy mu tego zabraniały. Na złamanie prawa przez Francuza wskazuje fakt, że informację o odejściu podał w połowie maja, czyli jeszcze w czasie rozgrywek 2018/2019.
W związku z tym zasadne jest stwierdzenie, że Antoine Griezmann i FC Barcelona doszli do porozumienia, gdy klauzula wykupu wynosiła jeszcze 200 mln euro. Przeczekanie do 1 lipca, gdy klauzula wykupu spadła do kwoty 120 mln euro, byłoby zatem niezgodne z zasadami prawa cywilnego i stanowiło w efekcie także nielegalne obejście prawa podatkowego.
Jak przekonuje prezes Atletico, klub ma dowody na naruszenie przepisów przez Francuza i kataloński klub. Zapowiedział, że przed podjęciem kolejnych kroków przeanalizuje sprawę raz jeszcze.
- Skoro klub wydaje takie oświadczenie, to dlatego, że istnieją dowody na to, że mamy rację - powiedział Enrique Cerezo w rozmowie z "RAC1". - Musimy to jeszcze raz zbadać. Żądamy kwoty, którą uznamy za satysfakcjonującą.
Co więcej, odniósł się kolejny raz do kwestii tego, kiedy Griezmann poinformował klub o odejściu, choć za plecami działaczy Atletico rozmawiał z FC Barceloną.
- Jestem rozczarowany jego postawą. Chciał odejść, ale nie powiedział nam o tym do ostatniej chwili - zakończył.