Fani Diego Maradony wyszli na ulice Buenos Aires. "On nie umarł, ale został zabity!"
Śmierć Diego Maradony wciąż budzą olbrzymie emocje. Rodzina i fani Argentyńczyka uważają, że do jego zgonu doprowadziły działania osób trzecich.
Maradona zmarł w listopadzie w wyniku ataku serca. Nie wszyscy wierzą, że doszło do tego w sposób naturalny. Już kilka miesięcy temu od odpowiedzialności za śmierć 60-latka dystansował się jego lekarz Leopoldo Luque.
- Czuję się okropnie, bo zmarł mój przyjaciel. To nie ja jestem temu winny. Zrobiłem wszystko, co mogłem - mówił medyk.
Innego zdania są bliscy i kibice Maradony, który w środę zebrali się na proteście w Buenos Aires. Ich zdaniem doprowadziły do niej działania osób trzecich.
- On nie umarł, ale został zabity! - napisali organizatorzy manifestacji w mediach społecznościowych.
W proteście wzięły udział była żona piłkarza Claudia Villafane i jego dwie córki - Dalma i Gianinna. Protestujący byli ubrani w koszulki z wizerunkiem Maradony i wykrzykiwali hasła na jego cześć. Jedno z nich brzmiało: "Sprawiedliwość dla Maradony".
Okoliczności zgonu Argentyńczyka wciąż są obiektem zainteresowania śledczych. Z ich inicjatywy zebrała się komisja lekarska, która analizuje, czy lekarze mistrza świata z 1986 roku należycie dbali o jego zdrowie. Pierwsze ustalenia mają być znane za kilka tygodni.