Damian Kądzior o niepowodzeniu w Eibar. "Każdy na moim miejscu skorzystałby z takiej okazji"

Damian Kądzior niedawno zamienił hiszpańskie Eibar na turecki Alanyaspor. W rozmowie z Przemysławem Michalakiem z "Weszło" reprezentant Polski opowiedział, jak wyglądały negocjacje z nowym klubem.
Ofertę z Turcji Kądzior miał już minionego lata. Po transferze do Eibar temat wcale nie umarł. Gdy tylko okazało się, że Polak chce zmienić otoczenie, szybko podjęto rozmowy.
- Alanyaspor od dawna miał mnie na celowniku. Rozmawialiśmy z nim już latem w Dinamie Zagrzeb, to był pierwszy klub, który się do nas odezwał. Nie był jednak w stanie wyłożyć takich pieniędzy jak Eibar. Jakaś oferta została złożona, ale Dinamo nawet nie chciało na nią spojrzeć. Chodziło bodajże o milion euro, czyli o wiele za mało jak na oczekiwania Chorwatów - ujawnił Kądzior.
- Zdążyłem jednak pogadać z trenerem i ludźmi z Alanyi. Bardzo długo mnie obserwowali i teraz cierpliwie czekali. Zaczęliśmy rozmawiać w listopadzie, natomiast wtedy wciąż liczyłem, że moja sytuacja w Hiszpanii zmieni się na lepsze - dodał.
Ekipa z La Liga nie chciała jednak puszczać skrzydłowego za darmo. Alanyaspor musiał sporo wyłożyć na wypożyczenie, za co Kądzior jest Turkom bardzo wdzięczny.
- Negocjacje nie były łatwe, szefowie Eibaru robili trochę problemów z moim odejściem. Zainwestowali we wrześniu dwa miliony euro, przeprowadzili jedyny gotówkowy transfer w letnim okienku, a tu po niespełna pół roku zawodnik miałby odejść, nie otrzymując praktycznie porządnej szansy na zaprezentowanie swoich umiejętności. Chcieli teraz przynajmniej część tych środków odzyskać, Alanyaspor za wypożyczenie musiał zapłacić i to wcale nie tak mało. Cieszę się, że znalazł się chętny. Mój agent otrzymał telefony z sześciu czy siedmiu klubów z Turcji, ale niektóre nie mogły wyłożyć kilkuset tysięcy euro za wzięcie 28-latka na pół roku, któremu jeszcze trzeba zapewnić pensję - powiedział.
W rozmowie z Przemysławem Michalakiem z "Weszło" reprezentant Polski podkreślił, że nie do końca pasował do wizji szkoleniowca Eibar. Przed transferem nie zdawał sobie jednak z tego sprawy.
- Po raz pierwszy ja i mój agent nie rozmawialiśmy bezpośrednio z trenerem przed przyjściem do nowego klubu. Traktowaliśmy ten transfer jako wielką szansę i spełnienie marzeń o przejściu do topowej ligi. Zgłosił się klub z Primera Division, skończyłem już 28 lat i chyba każdy na moim miejscu skorzystałby z takiej okazji. Dyrektorzy i ludzie, którzy przeprowadzali transfer do Eibaru, zapewniali, że Mendilibar mnie chce. W praktyce wyszło, że raczej nie znajdowałem się na szczycie listy życzeń i chyba woli on zawodników z innym stylem gry niż mój - zakończył.