Carlo Ancelotti skomentował kompromitację Realu Madryt. Wskazał, co zadecydowało o porażce jego drużyny

Real Madryt doznał klęski w drugim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów, przegrywając u siebie z Sheriffem Tiraspol. Po spotkaniu porażkę swojej drużyny starał się tłumaczyć Carlo Ancelotti.
Porażka "Królewskich" u siebie z mistrzem Mołdawii to jedna z największych sensacji w historii rozgrywek. Dziennikarze i eksperci nie zostawili na madrytczykach suchej nitki, o czym więcej dowiesz się TUTAJ. A jak na tę klęskę zareagował sam Carlo Ancelotti, szkoleniowiec Realu?
Włoch pojawił się po zakończonym meczu na konferencji prasowej. Wskazał, co jego zdaniem było kluczowe dla sensacyjnych losów tej potyczki.
- Według mnie zadecydowały małe szczegóły: dośrodkowanie w pierwszej połowie i wyrzut z autu w drugiej. Kosztowały nas to spotkanie - przyznał Ancelotti, nawiązując do sposobu, w jaki "kopciuszek" zdobył obie bramki na Santiago Bernabeu.
Menedżer podkreślił, że w tego typu spotkaniach, kiedy jeden z zespołów bezsprzecznie dominuje na boisku, o końcowym rezultacie decydują właśnie detale, małe, istotne momenty.
- Takie drużyny jak Sheriff opierają swoją grę na podstawie takich drobiazgów. To dla nas dobra lekcja na przyszłość. Tego typu mecze rozstrzygane są przez różne detale: aut, dośrodkowanie, rzut rożny, niepotrzebny faul - dodał.
Ancelotti starał się też wytłumaczyć, dlaczego w drugiej połowie zmienił ustawienie zespołu na bardziej ofensywne, z Fede Valverde i Eduardo Camavingą de facto na bokach obrony.
- Nie pomyliłem się. Camavinga grał tam wielokrotnie, gdy był młodszy. Kontrolowaliśmy mecz, Valverde napędzał akcje z prawej strony. Nie przegraliśmy dlatego, że oni zagrali na tych pozycjach. Przegraliśmy, bo mieliśmy trochę pecha, a o wyniku zdecydowały szczegóły - raz jeszcze podkreślił trener "Los Blancos".
Mimo porażki Real zajmuje drugie miejsce w swojej grupie. Niespodziewanym liderem jest Sheriff, a pozycje numer trzy i cztery okupują ekipy Interu i Szachtaru.