Były reprezentant Polski ostro o sytuacji w Legii Warszawa. "Współczuję piłkarzom"

W ostatnich tygodniach Legia Warszawa popadała w coraz głębszy kryzys. Po niedzielnej porażce z Wisłą Płock cierpliwość stracili kibice, którzy pobili kilku piłkarzy. Na łamach "Przeglądu Sportowego" do całej sytuacji zdecydowanie odniósł się Kamil Kosowski.
W starciu z fanami najmocniej ucierpieli Mahir Emreli, Luquinhas oraz Rafael Lopes. To właśnie oni siedzieli z przodu autokaru, do którego wdarli się kibice. Prawdopodobnie pierwszej dwójki zabraknie w środowym starciu z Zagłębiem Lubin.
Były reprezentant Polski, Kamil Kosowski, odniósł się do całego zajścia na łamach "Przeglądu Sportowego". Podkreślił, że jego zdaniem w obecnych czasach nie powinno dochodzić do takich incydentów.
- Takie sytuacje miały już miejsce w przeszłości, ale wydawało się, że świat poszedł do przodu i cywilizowani ludzie nie uciekają się do takich metod. W piłce nie ma miejsca na przemoc i takie incydenty. To nie ma nic wspólnego z motywacją i futbolem. Współczuję piłkarzom Legii, że musieli przez coś takiego przejść, bo do problemów na boisku doszły im jeszcze kłopoty z kibicami - napisał Kosowski.
Były piłkarz przyznał, że w przeszłości uczestniczył w różnego rodzaju "rozmowach motywacyjnych" z udziałem kibiców. Pewna granica nigdy nie została jednak przekroczona i nie dochodziło do rękoczynów.
- W swojej karierze kilka razy doświadczyłem wizyty kibiców na treningu. Pamiętam taką z czasów gry w Górniku Zabrze, ale to był inny zespół i walczyliśmy o inne cele, wtedy akurat o utrzymanie. W Wiśle też zdarzyło się, że fani nas odwiedzili po serii słabych meczów i oburzeni pytali, czy nie walczymy już o mistrzostwo - wspominał.
- Również grając na Cyprze tego doświadczyłem. Wtedy przyjąłem to z dużą dawką humoru, bo mieliśmy długą serię zwycięstw, a kibiców oburzyły jeden remis i jedna porażka – takie były wobec nas wymagania. Nigdy nie doszło jednak do naruszenia nietykalności mojej czy moich kolegów z zespołu. Jak widać są jednak granice, które niektórzy przekraczają - zakończył.