Były prezes PZPN broni Michała Żewłakowa. "To nie jest Dawid Janczyk. Zasłużył na drugą szansę"

Pod koniec zeszłego roku w mediach głośno było o wypadku, który spowodował Michał Żewłakow. Były reprezentant Polski wsiadł za kierownicę pod wpływem alkoholu. Były prezes PZPN-u, Michał Listkiewicz, w rozmowie z Izabelą Koprowiak z "Przeglądu Sportowego" przyznał, że jego zdaniem 44-latek zasłużył na możliwość rehabilitacji.
Michał Żewłakow w nocy z 21 na 22 grudnia spowodował wypadek samochodowy, gdy prowadził pod wpływem alkoholu. Na szczęście nikt w nim nie ucierpiał. Były reprezentant Polski wydał oświadczenie, w którym przyznał się do winy i obiecał, że wyciągnie wnioski z tej sytuacji.
W 44-latka wierzy Michał Listkiewicz. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej w rozmowie z Izabelą Koprowiak z "Przeglądu Sportowego" podkreślił, iż były obrońca z pewnością skorzysta z tej lekcji.
- Bardzo mi żal, że ta historia się wydarzyła, bo to świetny człowiek. Podobała mi się jego reakcja po tym zdarzeniu: nie ściemniał, nie tłumaczył się w głupi sposób. Przyznał, że to głupota, że ma świadomość, że wszystkich zawiódł - powiedział Listkiewicz.
- Podoba mi się reakcja Motoru, który powiedział, że każdy w życiu zasługuje na drugą szansę. Jeśli chodzi o Michała, to on faktycznie nie miał wcześniej wpadek. To nie jest Dawid Janczyk, który sto razy dostawał szansę i za każdym razem zawodził. U Michała to faktycznie druga, a nie 22. szansa - dodał.
Były prezes PZPN-u częściową winą za całe zdarzenie obarcza też dziennikarzy "Canal+ Sport". To właśnie razem z nimi imprezował Żewłakow feralnego wieczoru.
- Nie mogę pojąć zachowania osób, które były z nim na tym spotkaniu. Przecież Michał nie pił do lustra. Znajomi powinni zabrać mu kluczyki, nie wypuścić. Bo nie chodzi tylko o jego reputację, ale i ogromne zagrożenie, jakie stwarza osoba, która pijana wsiada za kółko - stwierdził.
Listkiewicz przyznał, że sam także miał jedną sytuację, gdy chciał wsiąść za kółko po spożyciu alkoholu. Ostatecznie jednak do tego nie doszło, bo wszystkiemu zapobiegł legendarny trener kadry.
- Człowiekiem, który przywołał mnie do porządku, był pan Kazimierz Górski. Chciałem odwieźć go do domu po imprezie. „Panie Misiu, kluczyki, wracamy taksówką, a pan jutro po ten samochód sobie przyjedzie” – od razu stwierdził. Mądry człowiek, wiedział przed czym mnie chroni. Siadanie po alkoholu za kółko to więcej niż nieodpowiedzialność. Ale ja na tyle lubię Michała, że mu to wybaczam - zakończył.