Były reprezentant Polski wyszedł potrenować na lokalne boisko. Jeden z sąsiadów... wezwał policję

Pandemia koronawirusa spowodowała, że piłkarze nie tylko nie mogą rywalizować w spotkaniach ligowych, ale mają także problem z treningami. W rozmowie z "WP Sportowe Fakty" o nietypowej sytuacji z udziałem Adriana Mierzejewskiego opowiedział agent piłkarski, Daniel Kaniewski. Były reprezentant Polski wyszedł na boisko, a później musiał tłumaczyć się przed policją.
W tym tygodniu do pierwszych zajęć wróciły kluby niemieckiej Bundesligi, lecz są one wyjątkiem. Większość drużyn aktualnie nawet nie trenuje, a piłkarzom pozostały zajęcia indywidualne. O sytuacji, która spotkała Adriana Mierzejewskiego w rozmowie z Mateuszem Skwierawskim z "WP Sportowe Fakty" opowiedział Daniel Kaniewski, będący menadżerem piłkarskim.
- Adrian Mierzejewski przygotowuje się do sezonu w chińskiej lidze u siebie w Olsztynie. Chciał poczuć piłkę, wyszedł sam na boisko. Ktoś z osiedla zadzwonił po policję. Piłkarze robią wszystko, żeby być w formie i nie złapać kontuzji po powrocie do gry - opowiada Kaniewski.
Sam piłkarz do sytuacji odniósł się na Twitterze. Jak przyznał, wszystko skończyło się bez żadnych negatywnych konsekwencji. Stróże prawa przyjęli argument o tym, że Mierzejewski wykonuje po prostu swoją pracę.
- Mandatu nie dostałem, chwilę pogadaliśmy (zachowany dystans 2,5 m). Trudniej spotkać kogoś na pełnowymiarowym boisku niż na zakupach, ale ok. W pracy byłem - tłumaczy piłkarz.