Podarunek od córki talizmanem Pawła Fajdka. Młociarz wyjawił "tajemnicę" sukcesu. "Zniknął i było gorzej"

W sobotnim konkursie rzutu młotem na mistrzostwach świata Paweł Fajdek zdobył złoty medal. Triumfator konkursu w Eugene porozmawiał z "TVP Sport" na temat swojego kolejnego triumfu.
Paweł Fajdek należy do grona najlepszych polskich lekkoatletów. Podczas sobotnich zawodów w Eugene młociarz zdobył kolejny z rzędu złoty medal, o czym informowaliśmy TUTAJ.
33-latek jest prawdziwym specjalistą - żaden konkurent nie zdołał go zdetronizować od 2013 roku. Polak okazywał się najlepszy w Moskwie, Pekinie, Londynie, Doha oraz Eugene.
W rozmowie z "TVP Sport" Fajdek zdradził tajemnicę swoich sukcesów. Lekkoatleta przyznał, że za jego dobrą formę niejako odpowiada córeczka.
- Na początku sezonu przygotowawczego dostałem taką maskotkę od córki. Na każdym obozie, na którym byłem rzucałem bardzo dobrze. Potem zniknął mi na półtora miesiąca i było gorzej. Postanowiłem ją znowu zabierać. Od tamtej pory wszystko zaczęło się układać - wyjawił Fajdek.
- Wczoraj od razu uciekłem ze stadionu. To było jedyne zawody, na których zależało mi w tym roku. Na piątym mistrzostwie - dodaje nasz mistrz.
Fajdek zdradził również, że młot, którym rzucał podczas sobotniego konkursu, ma specyficzną nazwę. Jej geneza związana jest z innym polskim młociarzem.
- Rzucałem młotem, który nazywa się Szymon Ziółkowski. Nie wszystkim pasuje. Jest większy, inny środek ciężkości. Trzeba być rozluźnionym, nie używać chamskiej siły - powiedział w rozmowie z "TVP Sport".
Reprezentacja Polski ma już trzy medale na mistrzostwach w Eugene. Na podium stanęła też Katarzyna Zdziebło, która wywalczyła srebro w chodzie na 20 km.