"Takiego piłkarza po prostu nie mamy". To może być sensacyjne odkrycie reprezentacji Polski. O ile chce
Michał Probierz spotka się z Santiago Hezze, by porozmawiać o grze dla reprezentacji Polski - informuje TVP Sport. Jakim piłkarzem jest Argentyńczyk i czy warto starać się o zawodnika, który nie czuje związku z Polską? Sprawdźmy!
Kusiło mnie, żeby w ostatnim zdaniu nagłówka zamiast "Sprawdźmy!" napisać staropolskie "Jeszcze jak!". Bo nie mam wątpliwości, że czysto piłkarsko Hezze zasługuje na to, by dać mu szansę. Że może być rozwiązaniem naszych problemów na pozycji defensywnego pomocnika, które pozostają nierozwiązane odkąd dobiegły końca najlepsze lata Grzegorza Krychowiaka.
- Określiłbym jego rolę boiskową jako "defensywny rozgrywający", którego kultura gry do przodu nie ogranicza się wyłącznie do bezpiecznego podania piłki do najbliżej ustawionego partnera. To odróżnia go od środkowych, defensywnych pomocników, z których dotychczas korzystał Michał Probierz - mówi nam Marcin Mrozek, prowadzący na Twitterze profil "Argentyński Futbol".
- Hezze ma świetą technikę użytkową. Piłka go nie parzy, potrafi dobrze obdzielać kolegów podaniami, zwłaszcza z pierwszej piłki. Ale najważniejsze to gra w destrukcji i tu tkwią jego największe atuty: jest naprawdę mądrym zawodnikiem, dobrze dostrzega okazję do doskoku do przeciwnika. Wydolnościowo też wygląda więcej niż dobrze, więc jest gotowy na ciężką harówkę - zapewnia Michał Borowy, obserwator argentyńskiej piłki, który 22-latka pamięta jeszcze z czasów gry w Huracanie. Hezze już wtedy był jednym z czołowych zawodników swojej drużyny i jednym z najlepszych defensywnych pomocników w lidze.
Różnice i podobieństwa
W przededniu barażów o mistrzostwa Europy - meczów (miejmy nadzieję, że dwóch, a nie jednego), które będą kluczowe dla przyszłości reprezentacji Polski - nadal nie wiemy, kto jest w niej podstawową "szóstką". Trener Probierz w każdym dotychczasowym meczu próbował innych zawodników. Z Wyspami Owczymi na wyjeździe zagrali obok siebie Patryk Dziczek i Bartosz Slisz. Z Mołdawią u siebie tylko Dziczek. Miesiąc później Dziczek nie grał przez kontuzję, a zastępowali go Damian Szymański ze Sliszem (przeciw Czechom) i z Jakubem Piotrowskim (przeciw Łotwie).
Piotrowski to zawodnik bardziej ofensywny, zdecydowanie bardziej "ósemka" niż "szóstka", co też potwierdził w listopadowych spotkaniach. Potwierdza to też choćby liczba odzyskanych przez niego piłek w tym sezonie w barwach Łudogorca.
Gdy porównamy trzy indywidualne statystyki reprezentacyjnych pomocników z Hezze, okazuje się, że różnice są niewielkie. Oglądając na wideo akcje Argentyńczyka, widać jednak, jak swobodnie czuje się on z piłką przy nodze. Wyróżnia się też bardzo dobrymi długimi podaniami i przerzutami. "Test oka" potwierdza słowa naszych rozmówców.
Hezze porusza się w podobnych przestrzeniach do Slisza i Struskiego. Gra wyżej niż Szymański, który w AEK-u - ligowym rywalu Olympiakosu - odpowiada niemal wyłącznie za destrukcję. Greccy dziennikarze chwalą wychowanka Huracanu za jakość, jaką wniósł do drużyny od razu po transferze. Ze średnią oceną 7,17 Hezze jest 16. najwyżej ocenianym zawodnikiem greckiej Super League wg portalu Sofacore. Szymański z notą 7,01 zajmuje 36. miejsce. Nie jest to jednak ogromna różnica.

- Mówimy dużo o problemie pierwszej reprezentacji w newralgicznej strefie boiska, jaką jest środek pola. A ja chciałbym zwrócić uwagę na ostatni mecz chwalonej za wyniki kadry U21. W drugiej połowie, kiedy Niemcy, mówiąc kolokwialnie, "wsiedli na nas", kompletnie nie byliśmy w stanie zareagować w drugiej linii grając inaczej niż "na uwolnienie". Brakowało nam zawodnika, który w takim momencie jest w stanie przytrzymać piłkę, uspokoić grę, wyjść spod presji. A Hezze to potrafi - zwraca uwagę Mrozek.
Urodzony w Buenos Aires pomocnik zapewne nie byłby lekiem na wszystkie bolączki z grą piłką biało-czerwonych. Tak jak nie będzie nim wyczekiwany powrót Jakuba Modera. Jeśli będzie nam w ogóle przekonać się na własne oczy o jego możliwościach, to zapewne później niż w marcu. Wydaje się, że baraże to nie czas na eksperymenty (choć w sumie nasza kadra to obecnie jeden wielki eksperyment).
Co oprócz babci?
Pytanie, czy Hezze w ogóle będzie zainteresowany grą dla Polski. Nie ukrywajmy - postarał się o polski paszport tylko dlatego, że poprosił go o to klub. Dzięki temu ma status zawodnika z Unii Europejskiej i zwalnia miejsca dla piłkarza spoza UE w kadrze Olympiakosu. Może on mu się też przydać w przyszłości - ułatwić transfer do mocniejszej ligi i zwiększyć jego rynkową wartość.
On sam nie ma jednak żadnych związków z Polską, a w tym wieku może zapewne wierzyć jeszcze w powołanie do seniorskiej reprezentacji Argentyny. Będzie też na pewno uważnie przyglądał się turniejowi kwalifikacyjnemu do igrzysk olimpijskich Paryż 2024. Rozpocznie się on w Ameryce Południowej 20 stycznia i potrwa do 11 lutego. Argentyna ma duże szanse, by go wygrać i pojechać na igrzyska, a tam powołani zostaną piłkarze urodzeni najwcześniej w 2001 roku. To rocznik Hezze.
I to jest druga strona medalu, albo raczej paszportu. Czy Polska powinna tak zabiegać o względy kogoś, kto nigdy wcześniej nie interesował się reprezentowaniem naszych barw?
- Mnie się to zupełnie nie podoba. Że pierwsze, co robimy, to od razu wysyłamy selekcjonera, jeśli rzeczywiście to prawda. Polegajmy o polskich zawodnikach, a nie na piłkarzach, którzy nigdy otwarcie nie wyrażali chęci gry dla naszego kraju - mówił w programie "Okno Transferowe" Tomasz Włodarczyk.
Punkty widzenia na tę sprawę są jednak różne.
- Nie ma co się obrażać i twardo stawiać weto. Dyskusje, czy pamięta o tym co mówiła mu babcia o Piłsudskim, czy pił polską wódkę oraz czy pod zlewem ma kosz na śmieci możemy sobie odpuścić. Dla kadry stanowiłby bardzo duże wzmocnienie, a skoro polski paszport otwiera możliwości do spróbowania rozmowy z nim na ten temat, to czemu nie? Moim zdaniem na teraz piłkarza o takich umiejętnościach i takich możliwościach po prostu nie mamy - uzasadnia Borowy.
- Duet środkowych pomocników Santiago Hezze - Kuba Moder mógłby w przyszłości wznieść nasze granie na inny, dużo wyższy poziom. Dzięki temu bylibyśmy w stanie lepiej wykorzystać naszych zawodników ofensywnych. Pytanie, czy taka sytuacja kiedyś w ogóle się ziści? - dodaje Mrozek.
Ze strony PZPN nie poszło żadne dementi informacji TVP Sport, więc wygląda na to, że rzeczywiście selekcjoner zamierza zbadać sprawę i powalczyć o kolejnego naturalizowanego reprezentanta po Mattym Cashu. Anglik to znakomity prawy obrońca, ale on też naszej kadry nie zbawił. A trzeba pamiętać, że od Argentyńczyka odróżniała go mocna chęć gry dla swojej nowej ojczyzny.