Ta historia Messiego skończyła się w najgorszy możliwy sposób. Szkodliwa gra w kotka i myszkę. "Chcę spokoju"

Ta historia Messiego skończyła się w najgorszy możliwy sposób. Szkodliwa gra w kotka i myszkę. "Chcę spokoju"
Glenn Gervot/Pressfocus
Ostatnie rozdziały historii pt. “Leo Messi w Barcelonie” rozpisano w najgorszy możliwy sposób. Tak wielka legenda nie powinna w taki sposób kończyć z klubem swojego życia. Co najgorsze, do aktualnego stanu rzeczy przyczyniły się wszystkie strony, które teoretycznie powinny być zainteresowane korzystniejszym rozwiązaniem.
Od minionej środy 7 czerwca oficjalnie wiadomo, że Leo Messi nie zagra ponownie w Barcelonie. “Duma Katalonii” po raz kolejny nie była w stanie już teraz złożyć mu konkretnej propozycji. Z kolei sam piłkarz nie miał zamiaru czekać w nieskończoność, więc przystał na ofertę Interu Miami. Tym samym zniknęła wizja emocjonalnego powrotu do korzeni, ostatniego tańca i bardziej godnego zejścia z europejskiej sceny. Okazuje się, że tragiczne pożegnanie “La Pulgi” z Camp Nou sprzed dwóch lat, najpewniej będzie tym definitywnym.
Dalsza część tekstu pod wideo

Tylnymi drzwiami

Wróćmy na moment do okienka transferowego przed startem sezonu 2021/22. Wtedy przez kilka tygodni Messi nieoczekiwanie był wolnym zawodnikiem po wygaśnięciu porozumienia z Barceloną. Wszyscy spodziewali się jednak, że mimo drobnych zawirowań Katalończycy przedłużą umowę ze swoją żywą legendą. Hiszpańskie media zwiastowały prolongatę, Joan Laporta obiecywał, że zatrzyma Argentyńczyka, który też do samego końca wierzył w pozytywne rozstrzygnięcie. Dopiero po powrocie z Copa America napastnik usłyszał, że “Barca” nie może zaproponować mu kontraktu. Niedługo potem klub wydał okrojony komunikat, w którym w kilku zdaniach podsumowano, że przygoda Leo z “Blaugraną” dobiega końca. Brakowało tylko dopisku: “Miło było, ale się skończyło, a tam są drzwi”. Tak lakoniczne oświadczenia mogą być zarezerwowane dla ogłoszenia porozumienia ze sponsorem na tylnej części getrów, a nie pożegnania jednego z najlepszych piłkarzy w historii.
Dalej było już tylko gorzej. Barcelona zdawała się kompletnie nieprzygotowana na faktyczne odejście Messiego. Nie otrzymał on szansy pożegnania się z klubem tak jak ostatnio Jordi Alba czy Sergio Busquets. Obaj odeszli w oparach chwały i przy aplauzie dziesiątek tysięcy kibiców. A Messiemu zorganizowano jedynie pożegnalne zdjęcie na klubowym korytarzu, gdzie wystawiono wszystkie zdobyte przez niego trofea. Z kolei ostatnia konferencja prasowa została zapamiętana głównie z powodu Sergino Desta, ubranego tak, jakby przyszedł na nią prosto z plaży. To wszystko wyglądało jak nieudana parodia, a nie rzeczywiste rozstanie z piłkarzem tej klasy.
- Nie mówię "do widzenia", tylko "do zobaczenia". To dla mnie bardzo trudne, ponieważ chciałem zostać tutaj, w moim domu, ale muszę się pożegnać. Wolałbym żegnać się w innych okolicznościach. Pojawiło się sporo informacji, ale nie wszystkie były prawdziwe. Mówiło się wiele kłamstw na mój temat. Ja zawsze byłem transparentny, rok temu chciałem odejść, ale teraz nie - mówił wtedy Argentyńczyk.

Oszukać przeznaczenie

Fatalna otoczka pożegnania musiała wpłynąć na stosunki między Barceloną i Messim. W ostatnich miesiącach media regularnie informowały, że relacje piłkarza z Joanem Laportą są niezwykle napięte. Leo nie wybaczył prezesowi, który najwyraźniej obawiał się powiedzieć mu zawczasu, że jego przygoda z Camp Nou dobiega końca. Później podczas różnorakich gal czy ceremonii nie doszło do ani jednego spotkania czy choćby wspólnej fotografii Leo ze sternikiem “Dumy Katalonii”.
Prywatne urazy nie były jednak tak silne, aby przezwyciężyć pokusę powrotu. Kiedy Messi cierpiał w Paryżu, gdzie kibice regularnie go wygwizdywali, Barcelona znów uchyliła przed nim swoje wrota. Fani na stadionie głośniej skandowali “Messi, Messi” niż nazwiska zawodników z obecnej kadry. W międzyczasie Laporta i Xavi już na początku tego sezonu wysyłali sygnały, że bardzo chętnie powitaliby “La Pulgę” z powrotem. Mówiono, że stolica Katalonii jest jego domem, że zawsze będzie dla niego miejsce w składzie. Według niektórych doniesień planem było pozyskanie mistrza świata już teraz, aby mógł zostać w klubie do 2026 roku. Wtedy mógłby pożegnać się z futbolem, będąc jednocześnie twarzą otwarcia odrestaurowanego Camp Nou. To brzmiało tak pięknie, że aż nierealnie. I faktycznie takim się okazało.

Zabawa w gorącego ziemniaka

Śledząc doniesienia z ostatnich tygodni, można było odnieść wrażenie, że wszyscy chcieli powrotu Messiego wyłącznie w sensie teoretycznym. Kiedy przychodziło do konkretnych działań, każda ze stron przerzucała odpowiedzialność na kogoś innego. Z boku wyglądało to wręcz komicznie, kiedy klub mówił, że wszystko zależy od Messiego, liga hiszpańska twierdziła, że los Argentyńczyka leży w rękach Barcelony, a otoczenie zawodnika pozostawało w bezpiecznym rozkroku.
- Ewentualny powrót zależy w 99% od Messiego. Jeśli chce wrócić do Barcelony, zrobimy wszystko, żeby mógł to zrobić. Myślę, że warunki są odpowiednio. Pod względem sportowym myślę, że na pewno bardzo by nam pomógł - zaznaczał Xavi na antenie stacji "TV3".
- Barcelona wie, co musi zrobić, żeby powrót Messiego był możliwy. Oczywiście, że chciałbym, żeby z powrotem zagrał w lidze hiszpańskiej, ale musiałoby się zdarzyć wiele rzeczy, aby było to możliwe - odpowiadał Javier Tebas.
- Leo chce wrócić do Barcelony i też chciałbym ponownie zobaczyć go w tym klubie. "Barca" na pewno jest dla nas opcją - stwierdził z kolei Jorge Messi na kanale "Jijantes".
Powyższe słowa ojciec 35-latka wypowiedział po poniedziałkowej rozmowie z Joanem Laportą. Wersja ta rozmija się jednak z oficjalnym stanowiskiem Barcelony. Mistrzowie Hiszpanii ogłosili, że już podczas tamtego spotkania prezes klubu usłyszał o przejściu Messiego do Interu Miami. Fakty są takie, że tak gigantycznej transakcji nie da się dograć w dwa czy trzy dni. Do końca odbywała się jednak gra w kotka i myszkę.
Wygląda na to, że tak naprawdę nikt nie chciał do końca tego powrotu, jednak jednocześnie nie zamierzał wyjść na kogoś, kto faktycznie stoi temu na przeszkodzie. Barcelona teoretycznie stworzyła określony plan finansowy, ale tak naprawdę wiedziała, że jego wdrożenie w tak krótkim czasie będzie nierealne. Władze La Ligi zaakceptowały założenia Katalończyków, mając z tyłu głowy, że taki transfer przy obecnej sytuacji finansowej leży w sferze science-fiction. Sam Messi rzekomo był otwarty na powrót, chociaż tak naprawdę nadal czuł żal do klubu i już wcześniej zaplanował odcięcie się od europejskiej piłki w poszukiwaniu większego spokoju. Konflikt interesów został zatuszowany przez wizję filmowego happy endu, w którym bohater po przejściach wraca do miejsca, którego nigdy nie powinien opuszczać. Życie napisało jednak bardziej realistyczny scenariusz.
- Słyszałem, że Barcelona musi sprzedawać zawodników i prosić o obniżenie pensji, nie chciałem przez to przechodzić. Nie chciałem, żeby powtórzyła się sytuacja sprzed dwóch lat, nie chciałem znów zostawiać swojej przyszłości w cudzych rękach. Chciałem podjąć własną decyzję, mając na względzie moją rodzinę. Słyszałem, że La Liga zaakceptowała wszystko, ale żeby powrót był możliwy, musiałoby się wydarzyć jeszcze wiele rzeczy. Teraz chcę poszukać czegoś innego, mieć większy spokój - tłumaczył Messi w rozmowie z "Mundo Deportivo".

Postawić kropkę

Spoglądając chłodno na całą sprawę, być może takie rozstrzygnięcie ostatecznie wyjdzie każdemu na dobre. Leo nie ukrywa, że po skompletowaniu futbolu na mistrzostwach świata chce pograć w piłkę z nieco mniejszym bagażem oczekiwań na barkach. W Interze Miami na pewno nie będzie tak szczegółowo i brutalnie oceniany jak w Barcelonie, gdzie presja zewnętrzna potrafi osiągać wartości krytyczne. Z kolei “Blaugrana” staje teraz przed szansą, aby nadal kontynuować systematyczny proces przebudowy i odmłodzenia zespołu. Świat i rynek transferowy przecież nie kończą się na 35-latku z Rosario.
Największą wadą nieudanego powrotu jest jedynie brak możliwości pożegnania się Messiego z kibicami. Przypomnijmy, że jego ostatni sezon na Camp Nou odbył się w czasie szalejącej pandemii przy kompletnie pustych trybunach. Ostatni gol Argentyńczyka w barwach “Blaugrany” oklaskiwała cisza i fetowała próżnia. Wielcy mistrzowie nie powinni żegnać się w tak gorzkim stylu.
- Chciałbym pożegnać się tak, jak Busquets, Jordi Alba czy Xavi, chciałbym móc pożegnać się z kibicami, ponieważ odszedłem w czasie pandemii, kiedy nie było ich na trybunach. Z tego powodu byłem bardzo szczęśliwy, kiedy słyszałem, że fani na Camp Nou skandują moje nazwisko, chociaż dziwnie było widzieć to i nie być tam samemu. Chciałbym mieć kiedyś prawdziwe pożegnanie z kibicami, z którymi przeżyłem tyle chwil, tych pięknych, ale także trudnych. W końcu spędziliśmy razem tyle lat - zaznaczył Messi w ostatnim wywiadzie z katalońską prasą.
Pozostaje mieć nadzieję, że za kilka lat Argentyńczyk wróci na Camp Nou, aby rozegrać choćby jeden, ostatni mecz w Barcelonie. Wszyscy zasługują na to, żeby ponownie zobaczyć najsłynniejszego wychowanka La Masii w swoim rodzimym trykocie i z “dziesiątką” na plecach. Ta historia potrzebuje lepszego zakończenia. Nawet jeśli epilog ograniczy się tylko do pożegnalnego sparingu.

Przeczytaj również