Reprezentant Polski zachwycił w LM. Kapitalny występ z gigantem. Niespodziewany kłopot bogactwa Probierza

Reprezentant Polski zachwycił w LM. Kapitalny występ z gigantem. Niespodziewany kłopot bogactwa Probierza
Philippe Lecoeur/FEP/Icon Sport/SIPA USA/PressFocus
To był jego wieczór. Reprezentant Polski odegrał pierwszoplanową rolę w sensacyjnym zwycięstwie RC Lens nad Arsenalem. Przemysław Frankowski nie miał litości dla wicemistrza Anglii.
- To jeden z największych wyczynów w historii klubu - napisał portal “RMC Sport” o wtorkowej wygranej Lens z Arsenalem. A ta nie byłaby możliwa bez Przemka Frankowskiego.
Dalsza część tekstu pod wideo

Motor napędowy

Polak, oszczędzany w ostatniej kolejce ligowej, został ustawiony na prawym wahadle. Naprzeciwko niego stanęli lewy obrońca “Kanonierów” Ołeksandr Zinczenko i skrzydłowy Leandro Trossard. “Franek” dobrze wszedł w to spotkanie. Już w 3. minucie ruszył do przodu, zagrał na jeden kontakt i pokazał się w ofensywie, co doprowadziło do rzutu rożnego dla Lens. Chwilę później błysnął też w tyłach, przytomnie zatrzymując akcję gości, a udany start ukoronował świetną centrą w 8. minucie. Nie kopał na oślep, podniósł głowę, stworzył zagrożenie.
Rozochocony Frankowski nie zwalniał tempa. Pokazał, że co jak co, ale akurat wrzutki ma opanowane na naprawdę wysokim poziomie. Po tym, jak w 23. minucie znów podłączył się do akcji, pędząc koledze na obieg i celnie dośrodkowując, strzał na bramkę Davida Rayi oddał Adrien Thomasson. Wahadłowy Lens był nad wyraz aktywny, dynamiczny, a przy tym odpowiedzialny w defensywie. Robił tzw. wiatr, ale z głową. Mimo notorycznych wypadów na połowę rywali, nie zapominał bowiem o swojej strefie obronnej. Do przerwy schował Trossarda do kieszeni, wracający po urazie Belg praktycznie nie istniał. Gol dla Arsenalu padł po prostym błędzie Thomassona, reprezentant Polski nie brał udziału przy straconej bramce.
“RMC Sport” trafnie określiło go mianem “niestrudzonego”. W pierwszej części gry “Franek” był motorem napędowym drużyny. Można powiedzieć, że wszystko, co zaczynało się od niego, robiło większe czy mniejsze zamieszanie w szeregach “The Gunners”.

Wszystko idealnie

Po przerwie Frankowski i jego kumple wypunktowali Arsenal. Na początku drugiej połowy Trossard miał wprawdzie stuprocentową sytuację, ale nie z winy Polaka. Ponadto uderzenie skrzydłowego efektownie zatrzymał doskonale dysponowany bramkarz wicemistrzów Francji, Brice Samba. 29-latek w kluczowym momencie spotkania obronił też strzał Takehiro Tomiyasu. To o tyle ważne, że po chwili Lens przeprowadziło najważniejszą akcję. A właściwie przeprowadził ją Przemek Frankowski.
W 69. minucie polski zawodnik zanotował asystę przy golu na 2:1 autorstwa Elye’a Wahiego. Asysta asyście nierówna, ale ta konkretna była naprawdę imponująca. Wahadłowy rozpoczął akcję, napędził ją, po czym doskonale dograł w pole karne. Wzór, zobaczcie sami:
Zero przypadku, szczególnie, że nie był to pierwszy tego dnia rajd “Franka” na prawej flance. Zinczenko nie miał szans za nim nadążyć. Zauważcie, że Polak, po wrzuceniu szóstego biegu spojrzał, gdzie podać piłkę, wybrał najrozsądniejszy wariant, który zaskoczył defensywę Arsenalu.
- Wszystko, co robi Frankowski, jest idealne. Od ruchu ciałem przy przyjęciu piłki, po dobre odnalezienie się w sytuacji, aż po sprytne, odchodzące dośrodkowanie, gdy cała obrona czekała, aż piłka trafi do Machado (piłkarz zamykający akcję - przyp. red.) - trafnie napisał na Twitterze jeden z kibiców Lens.
Można powiedzieć, że Frankowski postawił idealny stempel na swojej grze, dał “wisienkę na torcie”, która podkreśliła jego udany występ.
Jak było po golu? W ostatniej fazie meczu trener Franck Haise dokonał kilku zmian i przestawił Polaka na lewe wahadło. Tam “Franek” nie ustrzegł się dwóch błędów w tyłach. Raz po jego stracie groźnie uderzał Emile Smith Rowe, w 88. minucie po akcji stroną Polaka gospodarze wybijali piłkę praktycznie z linii bramkowej. Ale te sytuacje, zakończone przecież happy-endem, nie rzutują mocno na absolutnie pozytywny całokształt gry Frankowskiego. A warto dodać, że jeszcze w końcówce 28-latek znów dał znak jakości z przodu, prostopadłym, wypieszczonym podaniem rozpoczynając jedną z kontr Lens. Gdy sędzia w końcu zagwizdał po raz ostatni, wicemistrzowie Francji oszaleli z radości.

“Lewy” zauważył

- Były skrzydłowy Chicago Fire zaliczył zwycięską asystę. Podczas swojego pobytu w MLS zwykle zawodził, ale teraz właśnie pokonał Odegaarda czy Havertza w Lidze Mistrzów - zauważył profil “MLS Buzz”.
Amerykanie zwrócili uwagę na ważną rzecz. Frankowskiemu średnio szło za oceanem, a jednak Lens nie bez przypadku długo go obserwowało i ściągnęło do Francji z pełnym przekonaniem i zaufaniem. Polak idealnie wkomponował się w zespół. Szybko stał się ważnym piłkarzem, zaraz dobije do setki występów w barwach RC. Jest uniwersalny, ale broń Boże, żadna z niego zapchajdziura, a zawodnik pożyteczny, kluczowy element układanki Francka Haise.
- Dobry zawodnik potrzebuje dobrej drużyny, by dobrze grać - odpowiedział jeden z kibiców na wspomniany wpis “MLS Buzz”.
Może to jest klucz, by formę z klubu Frankowski przełożył na reprezentację Polski. Miał w niej niezłe momenty, przede wszystkim wyborną asystę z Hiszpanią na EURO 2020, ale jeszcze nigdy na dłużej nie wywalczył pewnego miejsca w podstawowym składzie. Tymczasem zaraz na kadrę przyjedzie piłkarz z drużyny wicemistrza Francji, pozytywnie zweryfikowany w jednej z czołowych lig Europy. Świeżo po znakomitym występie w Lidze Mistrzów na tle topowej ekipy globu, jaką jest dziś Arsenal. Grający regularnie, będący jednym z liderów swojego zespołu. W tym miejscu warto przypomnieć słowa Roberta Lewandowskiego z wrześniowego, głośnego wywiadu dla Meczyki.pl i Eleven Sports.
- Przemek Frankowski. To jest osoba, która w Lens strzela karne. Co to oznacza? Że bierze odpowiedzialność. Ja na treningu też wielokrotnie widziałem, że dorósł, zmienił tą swoją osobowość, nie boi się tej odpowiedzialności. To jest dla mnie mega pozytywny znak. Też jak się czasami wypowiada na pewne tematy. To jest też osobowość - komplementował “Lewy”.
- Widzę tę przemianę. Parę lat wstecz, a teraz. "Franek" jest zupełnie inną osobą. Ktoś go do tego napędza. Bardzo mi się to podoba. Bo jeśli próbujesz, to jesteś krok do przodu przed tym, kto nie próbuje - dodał napastnik Barcelony (cała rozmowa TUTAJ, fragment dot. Frankowskiego od 1:05:39)
Na papierze wszystko składa się w całość, by uczynić z Frankowskiego jedną z wiodących postaci kadry. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Swoją drogą, Michał Probierz może mówić o kłopocie bogactwa na prawym wahadle. Poza “Frankiem” jest jeszcze przecież Matty Cash, dziś czołowy wahadłowy Premier League, a na trzecią opcję wyrósł kapitalny w Ekstraklasie i Lidze Konferencji Paweł Wszołek. Patrząc na to, że na lewej stronie boiska reprezentacja raczej cierpi, to uniwersalność Frankowskiego powinna się jej przydać. Grzech marnować lidera Lens na ławce.

Przeczytaj również