Raków poległ z Legią od własnej broni. Dawid Szwarga wiedział, co się święci. "Ma kapitał na przyszłość"

Dlaczego Raków Częstochowa nie odniósł zwycięstwa w finale Pucharu Polski? W jakim stopniu czerwona kartka wpłynęła na obraz meczu? Legia zapracowała sobie na zwycięstwo, ale to głównie Raków może sobie pluć w brodę.
Od początku meczu Legia musiała sobie radzić z podaniami Rakowa zagrywanymi za linię obrony. Jeśli zawodnik z piłką zwrócony był twarzą do bramki legionistów, a ich blok defensywny ustawiony z dala od własnej szesnastki, futbolówka automatycznie wędrowała ponad wszystkimi formacjami. Wówczas jeden z gości wyciągał za sobą stopera Legii, by za jego plecy mógł wbiec szerzej ustawiony, kolejny gracz Rakowa. W ten sposób Tudor ”zdobył” plecy Yuriego Ribeiro, który został zmuszony do popełnienia faulu i wyleciał z boiska już po kilku minutach.
fot. Damian Tucin
Sytuacja ta jako żywo przypominała ataki Rakowa z niedawnego starcia z Legią przy Łazienkowskiej.
Na początku kwietnia częstochowianie wykorzystywali zagubienie Ribeiro w strefie obronnej i dzięki rotacjom na skrzydle omijali go podaniem i wbiegnięciem. Portugalczyk świetnie czuje się w budowaniu gry od własnej bramki, zapewnia partnerom pewne opcje podania, ale w defensywie nie jest już w jego przypadku tak kolorowo. Tym razem brak asekuracji Rafała Augustyniaka postawił Legię w bardzo trudnej sytuacji. Piłkarze ze stolicy musieli ograniczać Rakowowi przestrzeń do gry, co przy niedowadze jednego gracza pozostawiało jedną pustą strefę więcej.
Jak Legia na to odpowiedziała? Początkowo przeszła z ustawienia z trójką obrońców na czwórkę, chcąc podtrzymać nieco wyższy pressing na połowie Rakowa. Problemem było jednak to, że podopieczni Marka Papszuna, szczególnie dwaj ofensywni pomocnicy, występowali dokładnie pomiędzy czterema graczami w nowym systemie Legii - 4-4-1. Dzięki temu byli trudni do pokrycia, mogli otrzymać piłkę między liniami warszawiaków i napędzić akcje bliżej pola karnego.
Łącznie w pierwszej linii Rakowa występowało aż pięciu zawodników - dwóch wahadłowych, dwie ”dziesiątki” i środkowy napastnik. Oznaczało to, że częstochowianie mieli przewagę gracza przeciwko czterem defensorom Legii, w związku z czym byli w stanie sprawić, by jeden z partnerów stał się wolny do zagrania.
Teoria to jedno, a praktyka drugie. Najczęściej nieobstawionym zawodnikiem był wahadłowy Rakowa w bocznym sektorze, skąd kreowanie okazji strzeleckich ma najmniejsze szanse powodzenia - jest stamtąd po prostu najdalej do bramki. Tymczasem Fran Tudor pędził wzdłuż linii bocznej i dośrodkowywał w pole karne, gdzie Legia miała przewagę w świetle bramki, a jej pomocnicy asekurowali przedpole. Wydaje się, że logicznym posunięciem byłoby w takich momentach rozciągnięcie gry do linii bocznej i ponowne wgranie piłki bliżej środka boiska. Wówczas Tudor z asystenta zostałby, mówiąc brzydko, ”zdegradowany” do roli drugoplanowej, która z kolei mogłaby przynieść zespołowi więcej korzyści w samej szesnastce…
…co można było dostrzec w wielu meczach ligowych Rakowa.
Być może te kwestie miał na myśli po meczu Marek Papszun:
- Mam sobie pewne rzeczy do zarzucenia. Mogłem lepiej zarządzać zmianami, co nie do końca mi wyszło. Nie udało się w pełni pomóc drużynie. Chodzi o momenty, ale też wybory osobowe. Nie popisałem się w tym temacie - przyznał trener Rakowa.
Na niedoszłe posunięcia Papszuna przygotował się natomiast sztab Kosty Runjaicia. Do linii obrony jako piąty defensor przesunięty został Ernest Muci i od tego momentu Legia zmieniła ustawienie z 4-4-1 na 5-3-1. Dzięki temu mogła zarówno ograniczyć rajdy Tudora, jak i chronić strefy pomiędzy. Pomocnicy ”Wojskowych” bardzo często spoglądali za siebie, kontrolując pozycje ”dziesiątek” Rakowa i odcinali opcje podania do Lopeza i Koczerhina.
”Choinka” Legii znakomicie sprawdzała w niskiej obronie. Owszem, Raków dysponował wolną przestrzenią, ale głównie w niskich strefach, skąd trudno było mu stworzyć zagrożenie pod bramką Kacpra Tobiasza.
Każdy system gry ma jednak swoje wady, tym bardziej w grze w osłabieniu. W Legii ”piętą achillesową” były sektory pomiędzy środkiem a bokiem boiska, czyli coraz bardziej popularne w środowisku piłkarskim półprzestrzenie. Raków po zmianie strony gry mógł stworzyć dobrą pozycję do dośrodkowania na zewnątrz trzech pomocników Legii, którzy nie zdążyli przesunąć się za piłką. Z tego miejsca wiele centr w pole karne posyłał Tudor. Chorwat w tym celu zmienił funkcję z wahadłowego na półbocznego stopera, lecz jego dogrania pozostawiały wiele do życzenia. Linia obrony Legii początkowo ustawiona była na linii 16. metra i przed Kacprem Tobiaszem pozostawało całkiem dużo przestrzeni. W przypadku zagrania piłki w ten obszar, interwencja obrońców lub bramkarza byłaby znacznie bardziej utrudniona, lecz futbolówka najczęściej trafiała za plecy napastników Rakowa, a nie defensorów Legii.
Jeśli nie udawało się ”wciąć” za cały blok obronny ”Wojskowych”, Rakowowi pozostawało szukać luk pomiędzy legionistami. Kilkukrotnie piłkarze Papszuna zbiegali w kierunku gracza z piłką i wyciągali za sobą obrońcę, lecz z wolnej przestrzeni nie korzystał trzeci zawodnik.
Co ciekawe, obrony tego typu zachowań uczył podczas kursu UEFA Pro… Dawid Szwarga, obecny asystent Papszuna, a od nowego sezonu pierwszy trener Rakowa. W materiale wideo opublikowanym na stronie Szkoły Trenerów PZPN widać wyraźnie, jak Szwarga zagrywa piłki prostopadłe pomiędzy pięciu obrońców, czyli robi coś, czego nie udawało się wykonać jego piłkarzom przez 90 minut finałowej rywalizacji z Legią.
Sytuacja uległa zmianie po wejściu na boisko z ławki Bartosza Nowaka. Były zawodnik Górnika Zabrze dwukrotnie wbiegł niepilnowany w strefę wskazaną przez Szwargę, co mogło zakończyć się zdobyciem bramki w 97. minucie meczu.
Piłkarzom Legii Warszawa sprzyjało w końcówce szczęście, któremu dopomogli dzięki niesamowitej dyscyplinie w grze obronnej. Chwilami pod linią piłki pozostawali wszyscy zawodnicy, heroicznie blokując strzały przyszłych mistrzów Polski.
Jakie wnioski może wyciągnąć po tym meczu sztab częstochowian? Do tej pory szczycił się tym, że broni pola karnego najlepiej w Europie, co w bardzo przekonujący sposób przedstawił w szkole trenerów Dawid Szwarga. Tymczasem Raków stanął przed odwrotnym zadaniem - zdobyciem szesnastki Legii, co go wyraźnie przerosło. Przyglądając się uważnie grze czerwono-niebieskich można odnieść wrażenie, że ich schematyczność w grze obronnej przenosi się na ofensywę. Raków w dużej mierze pozbawiony jest pewnej dozy kreatywności, niezbędnej, by oszukać przeciwników zgrupowanych na bardzo małej przestrzeni. Niewątpliwie trener Szwarga będzie chciał udoskonalić tę fazę gry, a ma już spory kapitał na przyszłość. W związku z tym przyszły sezon pod jego wodzą zapowiada się jeśli nie fascynująco, to z pewnością ciekawiej niż wtorkowy finał Pucharu Polski.