Szokujące, kto już nie gra w piłkę. Gol co 39 minut i brutalny koniec kariery

Szokujące, kto już nie gra w piłkę. Gol co 39 minut i brutalny koniec kariery
Mikel Trigueros / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 12:00
Strzelał gola za golem, bił rekordy, ścigał się z Robertem Lewandowskim. Po najlepszym okresie kariery kompletnie jednak przepadł, w pewnym momencie spadł do drugiej ligi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kariera Paco Alcacera zakończyła się w błyskawicznym tempie.
Cały świat słusznie zachwyca się dziś reprezentacją Hiszpanii. Podopieczni Luisa de la Fuente są mistrzami świata i Europy, regularnie pokonują topowych rywali, łączą skuteczność z grą piękną dla oka. Dekadę temu “La Roja” znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Echa sukcesów złotej drużyny Vicente Del Bosque dawno przebrzmiały, a jedną z największych nadziei w ofensywie był Paco Alcacer.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wychowanek Valencii miewał takie okresy, kiedy niemal każdy jego strzał lądował w sieci. Nie był zbyt szybki, nieszczególnie wyróżniał się warunkami fizycznymi, natomiast boiskowa inteligencja wystarczała mu do regularnego pakowania bramek. W samej reprezentacji strzelił 12 goli w 19 występach. Przez parę lat nosił w Hiszpanii “dziewiątkę” zarezerwowaną dla głównego snajpera. Aż trudno uwierzyć, że w wieku 33 lat nie tylko nie gra w kadrze, ale w ogóle nie jest już zawodowym piłkarzem.

Batman: Początek

Alcacer wychował się w miłości do Valencii. Jako młody kibic świętował sukcesy drużyny, która na przełomie wieków potrafiła przerwać madrycko-barceloński duopol. W wieku 12 lat dołączył do akademii “Nietoperzy”, a jako 17-latek zadebiutował w pierwszym zespole. Początkowo nie miał łatki wielkiego talentu, sezon 2012/13 spędził na wypożyczeniu w Getafe, gdzie był jedynie rezerwowym. Jego powrót na Mestalla zbiegł się w czasie ze sprzedażą Roberto Soldado do Tottenhamu. “Los Ches” z braku laku postawili na nieopierzonego napastnika, który przerósł najśmielsze oczekiwania.
W kampanii 2013/14 zanotował 14 bramek i trzy asysty. Zdecydowanie najważniejszy był jego popis w ćwierćfinale Ligi Europy, kiedy Valencia w pierwszym meczu przegrała z FC Basel 0:3. W rewanżu Alcacer ustrzelił hat-tricka, pomagając odnieść spektakularne zwycięstwo 5:0. W półfinale podopieczni Juana Antonio Pizziego odpadli z Sevillą, przegrywając dwumecz… 3:3. Uroki czasów, w których premiowano gole wyjazdowe. Czasów słusznie minionych.
W dwóch kolejnych sezonach Alcacer zebrał 29 trafień. Nie był może materiałem na triumfatora Trofeo Pichichi, ale nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu. Wiadomo było, że mniej więcej raz na dwie czy trzy kolejki wpisze się na listę strzelców. Regularność w połączeniu z nieskrywaną miłością do macierzystego klubu sprawiły, że już jako 22-latek został pierwszym kapitanem zespołu.
- Noszenie opaski znaczy dla mnie wszystko. To mój klub, chciałbym podnosić z nim trofea. Czuję gęsią skórkę, kiedy 50 000 kibiców na Mestalla skanduje moje nazwisko. Każdym występem chcę odwdzięczyć się za ich wsparcie. Moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa to dwa zdobyte mistrzostwa Valencii - mówił w lipcu 2016 roku dla ElDesmarque. Powyższe słowa bardzo szybko uległy zdezaktualizowaniu.

Zagubiony na Camp Nou

Latem 2016 roku Barcelona poszukiwała rezerwowego napastnika. Kiedy Katalończycy zgłosili się po Alcacera, ten błyskawicznie zapomniał, że Valencia to rzekomo ukochana jego życia. Kibice “Nietoperzy” zostali oszukani nie tylko przez piłkarza, ale też właściciela. 29 sierpnia Peter Lim ogłosił krótko: “Paco zostaje”. Kilkanaście godzin później klub zgodził się sprzedać napastnika do “Blaugrany” za 30 mln euro. Był to jeden z miliona powodów, dla których fani “Los Ches” nienawidzą Singapurczyka władającego klubem. Od dekady nic się w tym temacie nie zmienia.
Wracając do Alcacera, od początku wszyscy wiedzieli, że będzie grzał ławkę na Camp Nou. Nie było absolutnie żadnych szans, aby rozdzielić tercet Messi - Suarez - Neymar. Gwiazdorzy rotowali rzadko, a najczęściej wcale. W efekcie podczas sezonu 2016/17 Hiszpan przesiedział w całości 28 meczów na ławce. Dostał tylko 1387 minut i w tym czasie zanotował udział przy 12 bramkach. Wykorzystując kontuzję urugwajskiego “El Pistolero”, trafił do siatki choćby w finale Copa del Rey.
Kiedy Ernesto Valverde objął Barceloną, rola Alcacera została jeszcze mocniej ograniczona. Messi i Suarez grali praktycznie zawsze, a niespodziewanym uzupełnieniem ofensywnego trójzębu często był Paulinho. Gdy wychowanek Valencii pojawiał się na murawie, to zwykle wykorzystywał szanse, średnio co 100 minut dawał gola lub asystę w Barcelonie. Nie było jednak opcji, aby przebił się do once de gala. Musiał się ewakuować.

Życiówka

Alcacer został wypożyczony do Borussii Dortmund, gdzie początkowo wyglądał jak nowe wcielenie Ronaldo Nazario. W BVB zamienił na bramkę każdy ze swoich pierwszych dziesięciu strzałów celnych. Po 11 kolejkach Bundesligi miał na koncie 12 goli, w tym okresie trafiał do siatki co 39 rozegranych minut. Sporo meczów zaczynał na ławce, ponieważ Lucien Favre lubił stawiać na Maximiliana Philippa lub Mario Goetze w roli fałszywej dziewiątki. Rywale musieli jednak drżeć, kiedy w okolicach 60. minuty Hiszpan meldował się przy linii bocznej.
- Pobyt w Barcelonie nie był łatwy. Trudno jest złapać formę, jeśli nie możesz rozegrać nawet pięciu meczów z rzędu. Każdy piłkarz chce grać, pomagać drużynie na boisku, czuć się ważny. W Dortmundzie odnalazłem to, czego szukałem. Borussia pomogła mi ponownie stać się tym piłkarzem, którym byłem w Valencii. Wiem, że nie będzie łatwo utrzymać taką średnią bramek, może to nawet niemożliwe, ale przede wszystkim chcę czuć się sobą na boisku - przyznał na łamach El Pais.
W pewnym momencie Alcacer oczywiście spuścił z tonu, natomiast jego liczby i tak były co najmniej imponujące. Kampanię 2018/19 zakończył z dorobkiem 19 goli, rozgrywając 1634 minuty. Aż 12 razy trafiał po wejściach z ławki, bijąc rekord Bundesligi. Został też pierwszym piłkarzem w historii niemieckiej ekstraklasy, który w jednym sezonie strzelił pięć goli w doliczonym czasie gry. W wyścigu o koronę króla strzelców przegrał z Robertem Lewandowskim o zaledwie cztery bramki. Nic dziwnego, że Borussia wykupiła go za 21 mln euro.
- To urodzony strzelec. Dysponuje ogromną jakością, jego łatwość w zdobywaniu bramek jest imponująca. Z przyjemnością skorzystaliśmy z opcji wykupu, ponieważ wiążemy przyszłość z Paco na wiele lat - zachwalał Michael Zorc, ówczesny dyrektor sportowy BVB. - Świetnie rozumie grę, złapał automatyzmy z resztą drużyny, jest zabójczo skuteczny. Kiedy tylko pojawia się na boisku, wnosi konkrety i tego od niego oczekujemy - wtórował Lucien Favre.
Przez całą przygodę w Dortmundzie Alcacer zamienił na bramki aż 62% strzałów celnych. Jaki był z nim problem? Dochodził do niewielkiej liczby sytuacji, zwykle jednej na mecz. Kiedy ją wykorzystywał, wszystko było w porządku. Gdy chwilowo zagubił skuteczność, stracił na przydatności. W styczniu 2020 roku włodarze Borussii pokazali, że mają nosa do interesów. Na fali zachwytów z wcześniejszego sezonu udało im się sprzedać Hiszpana do Villarrealu za 25 mln euro., W zamian kupili napastnika młodszego, tańszego i raczej zdecydowanie lepszego. Erlinga Haalanda.

Marny koniec

Alcacer nigdy nie odzyskał formy, którą prezentował podczas początku pobytu na Signal Iduna Park. W Villarrealu miał swoje momenty, jak choćby sześć bramek w drodze po zdobycie Ligi Europy. Całościowo nie gwarantował jednak wystarczającej jakości, a do tego doszły problemy zdrowotne. Przez nawracający uraz Achillesa stracił łącznie ponad sześć miesięcy. Latem 2022 roku “Żółta Łódź Podwodna” postawiła na szerzej nieznanego wówczas Nicolasa Jacksona, a bardziej doświadczony napastnik został oddelegowany do Sharjah FC.
Piłkarze przenoszą się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich tylko z jednego powodu, którym na pewno nie jest sportowa ambicja. Alcacer chyba sam poczuł, że jego kariera na topowym poziomie właściwie dobiegła końca, więc pozostało mu dorobić do emerytury. Co ciekawe, sezon 2023/24 spędził na wypożyczeniu w Emirates Club, gdzie połączył siły z Andresem Iniestą. Mając taką dwójkę, pewnie można byłoby pomyśleć o podboju ZEA. Plany działaczy zostały dość brutalnie zweryfikowane, ponieważ zespół zleciał z ligi. Główną przyczyną spadku była dramatyczna wręcz postawa defensywy. Bilans 60 straconych goli w 26 kolejkach mówi sam za siebie. Alcacer następnie wrócił do ekipy Sharjah, gdzie nie potrafił wygrać rywalizacji z Caio Lucasem i Ousmane’em Camarą. W sezonie 2024/25 strzelił raptem jednego gola w 14 występach. Znalazł się w takim momencie kariery, że naprawdę nie byłoby wielkim zdziwieniem, gdyby nagle wylądował w polskiej Ekstraklasie.
Rok temu wygasła umowa łącząca napastnika z Sharjah. Następnie na kilka miesięcy zniknął z radarów. Dopiero w styczniu pojawił się na trybunach Estadio Mestalla, co doprowadziło do powstania sensacyjnych plotek o potencjalnym powrocie. Valencia, jak to Valencia, okupowała wtedy dolne rejony tabeli, więc teoretycznie każda pomoc byłaby na wagę złota. Alcacer nie zamierzał jednak przedłużać kariery.
- Paco Alcacer po cichu przeszedł na emeryturę. Kibice nie muszą zawracać sobie głowy poszukiwaniem oficjalnego komunikatu, ponieważ takiego nie ma. Piłkarz po prostu podjął taką decyzję i pożegnał się z piłką na własnych zasadach. Bez rozgłosu, bez niepotrzebnego szumu. Po odejściu z Sharjah nie chciał już być piłkarzem. To decyzja równie nagła, co zaskakująca - opisał w marcu dziennik Marca.
W Valencii rola lidera i brak sukcesów. W Barcelonie puchary przy ograniczonych minutach. Złoty okres w BVB równie imponujący, co krótkotrwały. A końcówka kariery to już raczej odcinanie kuponów, nie poważna gra. Paco Alcacer zawiesił buty na kołku, mając zaledwie 31 lat, chociaż tak naprawdę wypisał z wielkiej piłki jeszcze wcześniej.

Dyskusja

Przeczytaj również