Nenad Bjelica nowym selekcjonerem reprezentacji Polski? "Wywala się metr przed metą"

Nenad Bjelica nowym selekcjonerem reprezentacji Polski? "Wywala się metr przed metą"
Rafal Oleksiewicz / PressFocus
- Jestem dumny, że wymienia się mnie w gronie kandydatów - powiedział w rozmowie z "TVP Sport" Nenad Bjelica, czyli jedna z medialnych propozycji podsuwanych Cezaremu Kuleszy do zastąpienia Czesława Michniewicza. Przyglądamy się historii chorwackiego trenera i analizujemy, czy byłby on właściwym wyborem na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski.
Zacznijmy od tego, że Nenad Bjelica obecnie jest bezrobotny, a rozmowa we wspomnianej telewizji była po mundialu i jest jasnym sygnałem: "tak, jestem zainteresowany" w kontekście selekcjonerskiego stołka w Polsce.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Jestem wolnym trenerem i nie wiem, co będzie za tydzień albo dwa. Kiedyś mówiono o mnie, że mogę poprowadzić Chorwację, jednak nasza kadra ma bardzo dobrego trenera, który osiąga świetne wyniki. Zobaczymy, co się wydarzy w kolejnych tygodniach - dodawał szkoleniowiec z kraju trzeciej drużyny świata.
Nie ma co ukrywać, że Bjelica czekał i czeka już kilka lat na zwolnienie się miejsca w pierwszej reprezentacji Chorwacji. Były trener "Kolejorza" od dłuższego czasu był dyżurnym następcą w miejsce Zlatko Dalica. "Problem" w jego przypadku jest taki sam jak u Zinedine'a Zidane'a, czyli niepodważalne sukcesy zarówno kadry chorwackiej, jak i francuskiej. Wychodzi na to, że obaj panowie będą musieli obejść się smakiem, ale być może na początek swojej reprezentacyjnej przygody spróbują swoich sił w innej nacji, co w przypadku Bjelicy jest obecnie możliwe.
51-letni trener od końcówki sierpnia jest bez pracy. Został zwolniony z NK Osijek, a schedę po nim przejął jego wieloletni asystent - Rene Poms, z którym niedawno rozmawialiśmy TUTAJ. Od tego momentu Chorwat czeka na nowe wyzwania. Jednym z nich mogłaby być praca z reprezentacją Polski na czele z Robertem Lewandowskim. Dla samego trenera byłby to duży splendor i krok w jego karierze, dlatego przy ewentualnej propozycji ten nie wahałby się zbyt długo i z chęcią rozpocząłby pracę z naszą kadrą.

Doświadczenie z wielu lig - zarówno piłkarskie, jak i trenerskie

Już na samym starcie kandydatura Bjelicy wygląda nieźle. Trener z doświadczeniem w lidze chorwackiej i austriackiej, prowadzący tam czołowe kluby, z którymi grał w Lidze Mistrzów, czyli Dinamo Zagrzeb i Austrię Wiedeń. Przede wszystkim jednak to szkoleniowiec pracujący przez blisko dwa lata w jednym z największych polskich klubów, czyli Lechu Poznań. Co prawda bez większych sukcesów w postaci trofeum czy gry w europejskich pucharach, ale znajomość polskiego rynku, naszej kultury, a przede wszystkim języka jest dużym plusem przy kandydaturze Bjelicy. Dodatkowo Nenad to także były piłkarz, który ma na koncie np. 93 mecze (19 goli) w La Liga w barwach Betisu czy Albacete oraz 65 gier w Bundeslidze dla 1.FC Kaiserslautern. Zagrał także 9 razy w dorosłej kadrze Chorwacji.
Ostatnie lata w trenerskiej karierze 51-latka to głównie praca w swoim kraju, ale trzeba przyznać, że z sukcesami, bo trzeba tu zaznaczyć wspomniany NK Osijek (2020-2022 - 87 meczów, 1,95 pkt na mecz), który trener na dobre wprowadził do czołówki chorwackiej piłki, czy Dinamo Zagrzeb (2018-2020 - 99 meczów, 2,3 pkt na mecz). W przypadku tego drugiego klubu Nenad osiągnął największe sukcesy w trenerskiej karierze, czyli dwukrotne mistrzostwo Chorwacji i raz puchar tego kraju. Aż nasuwa się tutaj pamiętna wypowiedź Karola Klimczaka, czyli jednego z prezesów Lecha Poznań, że "z Dinamem Zagrzeb to i ja bym wygrał mistrzostwo".
Na pewno w tej wypowiedzi jest element prawdy, bo Dinamo to absolutny dominator w lidze chorwackiej, ale awans z tym klubem do fazy grupowej LM i walka tam o awans to już jednak jest spory sukces.

Trener bez sztabu

Co się rzuca w oczy przy pracy trenera Bjelicy? Oczywiście pierwsze to, że nigdy nie pracował jako selekcjoner i dla niego samego byłoby to duże wyzwanie oraz nowe doświadczenie, a wiele mówi się o tym, że nie stać nas na kolejnego trenera uczącego się pracy selekcjonera.
Bjelica 10 lat pracował ze wspomnianym Pomsem, który był jego pierwszym asystentem, a teraz chce iść już swoją ścieżką jako pierwszy trener (przejął schedę po Bjelicy i idzie mu dobrze), co oznaczałoby, że Chorwat przyszedłby do Polski bez własnego sztabu. Maksymalnie z jednym czy dwoma współpracownikami, ale większość z nich dalej pracuje w Osijeku.
Na pewno da się zauważyć, że czas pracy chorwackiego trenera w jego ostatnich klubach to nie więcej niż dwa lata. Tyczy się to NK Osijek, Dinamo Zagrzeb i Lecha Poznań. W Spezii rok (2014-15) i Austrii Wiedeń także (2013-14). Zatem ciężko mówić o długofalowych projektach, jednak z drugiej strony praca w kadrze rozciąga się w czasie i dwa lata w klubie, a w reprezentacji to dwie różne historie.

Na koniec... porażka

Nie ma co z tego wyciągać większych wniosków, ale bardziej martwiącym w przypadku tego trenera może być fakt, jak to się mawia w Poznaniu - "wywalenia się metr przed kiblem". Oczywiście mamy tu na myśli to, że Nenad w swojej karierze w wielu przypadkach nie wytrzymywał presji na ostatniej prostej, a jego drużyny ponosiły porażki w najgorszych możliwych momentach. Właściwie ten fakt najbardziej kojarzy się autorowi tego tekstu na myśl o chorwackim trenerze. Mowa tu oczywiście o finale Pucharu Polski w 2017 roku, czyli porażce z Arką Gdynia 1:2, co do dzisiaj jest największą traumą dla kibiców Lecha Poznań w ostatnich latach. Czymś, czego nie dało się w teorii zepsuć.
To jednak było "małe piwo" przy tym, co wydarzyło się rok później, bo w Poznaniu nikt nie zapomina także fazy mistrzowskiej sezonu 2017/18, kiedy Lech Bjelicy miał wszystkie karty w swoich rękach, ale nie wytrzymał presji i ciśnienia w ostatnich siedmiu meczach, gdzie zanotował tylko jedną wygraną i dał się wyprzedzić Legii Warszawa. Zaś Chorwat, który w kwietniu 2018 został wybrany trenerem miesiąca, cztery tygodnie później był już bez pracy i nie dotrwał nawet do końca sezonu. Zanim został zwolniony, stał za wprowadzeniem absurdalnej ciszy medialnej, żeby piłkarze mieli spokój na "ostatniej prostej". Drugi raz tego błędu trener nie popełni.
Podobnie było w przypadku ostatniego podejścia Nenada i jego Dinamo w Lidze Mistrzów. Wtedy chorwacki dominator trafił do mocnej, ale wyrównanej grupy z Manchesterem City, Atalantą Bergamo i Szachtarem. Po pierwszych trzech meczach miał na koncie cztery punkty, pokonując m.in. Atalantę aż 4:0.
Kluczowe dla losów awansu do fazy pucharowej okazało się spotkanie czwartej kolejki z Szachtarem. Piłkarze Dinama do 93. minuty prowadzili u siebie 3:1, by ostatecznie zremisować 3:3 i zaprzepaścić szansę na awans z grupy (dokonała tego z siedmioma punktami Atalanta).

Brzmi nieźle

Podsumowując. Kandydatura Bjelicy brzmi dobrze. To trener znający polski rynek czy naszą mentalność. Posługujący się językiem polskim (i kilkoma innymi), mający za sobą przeszłość w Champions League oraz niezłą karierę piłkarską. Bez pracy w naszym kraju to nazwisko w żaden sposób nie grzałoby opinii publicznej, ale polscy kibice wspominają Bjelicę mimo wszystko dobrze. Jako trenera z ciekawym warsztatem, który żyje na ławce trenerskiej (to bardzo podobało się w Poznaniu) oraz słynący z interesujących wypowiedzi podczas konferencji prasowych czy wywiadów.
Nenad to też szkoleniowiec, który słynął z dyskusji z niełatwym do współpracy zarządem Lecha Poznań. Jest wymagający. Narzucający swoje zdanie, mający konkretne przekonania i plany. Przywiązuje się też do nazwisk i lubi współpracować z tymi samymi piłkarzami w wielu klubach. Tak było np. z Emilem Dilaverem, czyli austriackim obrońcą, którego Bjelica "ciągnie ze sobą" - pracował z nim w Austrii Wiedeń, Lechu, a potem Dinamie.
Dla Chorwata samego praca z Robertem Lewandowskim i spółką to byłby awans w karierze trenerskiej i nowe wyzwanie, przy którym zaangażowałby się na 100 proc. Wydaje się, że nie jest to trener, któremu robota selekcjonera znudziłaby się po pół roku, jak w przypadku Paulo Sousy, który uciekł z Polski.
Wybór należy do Cezarego Kuleszy, ale bylibyśmy bardzo zdziwieni, jeśli kandydatura Bjelicy nie byłaby poważnie sondowana. Czas pokaże, ale tak, jak napisaliśmy wyżej - za wyborem Chorwata na stanowisko trenera reprezentacji Polski nie brakuje argumentów.

Przeczytaj również