Meczyki w Katarze. Tak wyglądały nasze pierwsze dni. "To będzie przedziwny mundial w przedziwnym kraju"

W niedzielę startują XXII piłkarskie mistrzostwa świata, ale nasza ekipa już od środy jest w Katarze. Przygotowujemy dla was nie tylko programy wideo i newsy dotyczące reprezentacji Polski. Chcemy też przedstawić kulisy naszej pracy i opisać, jak, z naszej perspektywy, wygląda ten budzący tyle kontrowersji kraj. Czas na nasz katarski dziennik.
Środa, 16.11
Do Dohy (albo Ad-Dauhy) wylecieliśmy z Okęcia o godzinie 15:45. Już o 13 byliśmy na warszawskim lotnisku, a i tak ledwo zdążyliśmy przejść odprawę, bramki bezpieczeństwa i kontrolę paszportową. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Tego dnia do Kataru leciało też wielu innych polskich dziennikarzy. U kilku z nich, przez drobne niedopatrzenia, pewne dane na specjalnej karcie Hayaa, która na czas turnieju pełni rolę wizy, nie zgadzały się z danymi na paszporcie. "Wyprostowanie" tych spraw trwało tak długo, że na swój lot musieli poczekać do kolejnego dnia.
Nam się udało i w spokoju zasiedliśmy na pokładzie linii, rzecz jasna, Qatar Airways. Przed startem, na ekranach zamontowanych w zagłówkach foteli, Robert Lewandowski i Cafu udzielili instrukcji bezpieczeństwa w formie zabawnego filmiku niczym z piłkarskiej szatni. Podobizna "Lewego" pojawiła się też na jednym z ogromnych banerów rozciągniętych na wybranych wieżowcach w Dosze, ale o tym chyba już każde polskie medium zdążyło powiedzieć i napisać.
Po wylądowaniu wszystko odbyło się zaskakująco szybko. Bez kolejek do kontroli paszportów, bagaże (a wśród nich nasze nowe mobilne studio) na wózek, kupno kart SIM, wypożyczalnia, odebranie auta i mogliśmy kierować się do hotelu. Przed odjazdem sympatyczny pan z obsługi ostrzegł nas tylko, żebyśmy uważali na limity prędkości i zawsze mieli zapięte pasy, bo po powrocie możemy nie wypłacić się z potężnych katarskich mandatów. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
Po dotarciu do hotelu jeszcze tylko nadrobiliśmy z odtworzenia mecz z Chile (idealny do zaśnięcia), zaplanowaliśmy następny dzień i mogliśmy na kilka godzin udać się na wyczekiwany odpoczynek.
Czwartek, 17.11
Byłbym zapomniał, pogoda. Tak, po wyjściu z lotniska uderzyło nas niesamowite gorąco i duchota. A było już przed północą. Z czasem można się do tego odrobinę przyzwyczaić, ale generalnie Katarczycy poruszają się tylko od budynków do samochodów i z powrotem, bo wszędzie, absolutnie wszędzie, jest klimatyzacja.
Ta zasada nie dotyczy jednak imigrantów zarobkowych, dla których w Dosze zawsze znajdzie się jakaś praca. Są kucharze, kelnerzy, stewardzi, obsługa miejscu usługowych. Są ludzie od sprzątania danego pomieszczenia albo dosłownie "swojego kawałka podłogi". Są ludzie od wyrzucania śmieci - dosłownie zabierają od ciebie puste opakowania i umieszczają je w koszach. Są wreszcie ochroniarze. W Dosze wszystkiego da się pilnować. Nawet hydranty i uliczne banery otoczone są małymi płotkami. W piątek widzieliśmy człowieka, który w dzielnicy najbardziej luksusowych willi siedział na krzesełku na rogu i w mundurze pilnował tego rogu. Są też osoby, których jedynym zadaniem jest stanie przez cały dzień przed wyjściem z metra i pokazywanie ręką żeby dalej iść w lewo/w prawo.
Wszyscy ci ludzie są albo z Afryki, albo z krajów południowo-wschodniej Azji. I wszyscy są przemili i bardzo pomocni. Sympatyczny pan ochroniarz z McDonalda, Kenijczyk (rodak faceta z obsługi wypożyczalni aut), zdradził nam, że latem temperatury w mieście grubo przekraczają 50 stopni i wtedy Katarczycy w ogóle od rana do wczesnego wieczora nie opuszczają budynków. Miasto zamiera. Ale nie dotyczy to jego. Nie dotyczy to taniej siły roboczej.
Wróćmy do naszych przygód. W czwartek rano obraliśmy kierunek na główne centrum medialne, by odebrać akredytację na turniej, o której przyznaniu wcześniej w emailu poinformowała nas FIFA. Pod Qatar National (tu wszystko jest national) Convention Centre stoją w upale rzędy pracowników (mam nadzieję, że nie robią tego za darmo) ciemnej karnacji, których jedynym zadaniem jest... machanie ręką kierowcom, by jechali dalej. Ale gdy zapytać ich o kierunek albo o najbliższy parking, bezradnie rozkładają ręce. Dobrze, że chociaż wszyscy mówią po angielsku. To duża różnica na plus względem mundialu w Rosji.
Podobnie jak na lotnisku w Warszawie, podjęliśmy dobrą, taktyczną decyzję, by dotrzeć do centrum medialnego wcześniej, od razu po jego otwarciu. Uniknęliśmy dzięki temu długich kolejek do punktów odebrania akredytacji. Ale i tak wszystkie formalności zajęły blisko dwie godziny. Potem szybki posiłek i przegląd sytuacji w potężnym Media Center, gdzie na stałe pracuje kilkaset osób z FIFA. To tu, a nie na stadionach, odbywać się będą wszystkie oficjalne przedmeczowe konferencje prasowe. Tu z dziennikarzami spotkali się też sędziowie czy szef FIFA Gianni Infantino. Gospodarze zawsze wybierają na ten budynek największe centrum kongresowe w mieście, bo znajduje się tam też International Broadcast Centre, czyli miejsce, z którego zarządza się transmisjami telewizyjnymi mundialu na cały świat. Skomplikowane rzeczy.
My tymczasem wyjechaliśmy na poszukiwanie hotelu polskiej reprezentacji i przygotowanie do wieczornej, pierwszej transmisji z Kataru na nasz kanał na Youtube. Efektów szukajcie właśnie tam. Mamy nadzieję, że godnie przywitaliśmy kadrę. Co najmniej tak godnie jak obsługa obiektu i zaproszony na tę okazję treser sokołów, które są narodowym symbolem Kataru, oraz jego pupil.

Piątek, 18.11
W naszym miejscu noclegowym takich atrakcji nie ma, jest za to sympatyczny kot, dla którego szukaliśmy imienia w piątkowym "Raporcie z Kataru". Wybraliśmy się w nim na West Bay, reprezentacyjną dzielnicę pełną ogromnych biurowców i luksusowych, kilkudziesięciopiętrowych hoteli. Po programie mieliśmy chwilę na przejażdżkę po okolicy żeby nagrać i pokazać Wam w sobotnim "Raporcie" architektoniczny przepych Kataru i przyległego miasta Lusajl. Nie bawią się tu w półśrodki, przekonacie się. Patrząc na coraz bardziej wymyślne, czasem wręcz niewiarygodne w swojej formie drapacze chmur, można odnieść wrażenie, że Katarczycy stawiali je na zasadzie "bo nas stać, a co! I tak nie mamy na co wydawać swoich miliardów z gazu ziemnego i ropy".
A może by tak płacić nieco bardziej ludzkie stawki tym wszystkim obsługującym ich imigrantom? Albo płacić im na czas? Albo zapewnić lepsze warunki egzystencji? To najwyraźniej nie przyszło im do głowy. Choć i tak, według raportów, przyznanie temu emiratowi mundialu przyniosło presję zachodnich organizacji, która to z kolei wymusiła niewielką poprawę sytuacji tych setek tysięcy żyjących tu Hindusów, Bengalczyków, Nepalczyków i Afrykanów.
Na pewno duże środki przeznaczono na bezpieczeństwo. Katar, według wielu raportów, jest jednym z najbezpieczniejszych państw świata. I to widać. Jest tu niezwykle czysto, wręcz sterylnie i bardzo spokojnie. Jest też pełno oddziałów nowej formacji policji, stworzonej specjalnie na czas mundialu. I poruszającej się oczywiście w nowiutkich, luksusowych radiowozach. Może się to jednak zmienić lada dzień. Nie tylko dlatego, że zacznie się mundial. Miejscowi zdradzili nam również, że wielu rdzennych mieszkańców Kataru opuściło na piątek i sobotę Dohę robiąc sobie kilka dni wolnego. Wyjechali na pustynię, by tam, w swoich tradycyjnych namiotach spędzać wolny czas bliżej natury i bliżej Allaha.
Jeśli rzeczywiście tak jest, to ich powrót zwiększy zapewne tylko i tak już bardzo intensywny ruch uliczny. Doha to miasto samochodów. Białe jeepy, suvy i pickupy wieczorami zapełniają i korkują szerokie, wielopasmowe arterie, którymi poprzecinane jest całe miasto. Ruch pieszy, jeśli się zwiększy, to zapewne głównie za sprawą kibiców. Będziemy uważnie się przyglądać i opisywać, czy rzeczywiście w Katarze da się odczuć atmosferę mistrzostw poza samymi meczami. Bo na razie wygląda na to, że większość fanów będzie tu przylatywać tylko na mecze, a spać będą w innych, zagranicznych miastach. Być może największy ruch czeka lotniska.
Taki to mundial. A nas w piątek czekała jeszcze pierwsza konferencja reprezentacji tu, na miejscu. Wzięli w niej udział Czesław Michniewicz i Robert Lewandowski. O naszych wrażeniach z ośrodka treningowego Al-Kharitiyath opowiemy w sobotnim "Raporcie z Kataru". Bądźcie z nami od 9:00.
Już w niedzielę mecz otwarcia, na który też się wybieramy. Czas na dobre zaczynać ten przedziwny mundial w przedziwnym, ciekawym kraju. Nie wiemy, czy będzie pięknie, ale na pewno będzie gorąco.
Korespondencja z Kataru, Radosław Przybysz