Kanonada w Szczecinie, Górnik Łęczna czterokrotnie na deskach. Pogoń depcze po piętach Lechowi Poznań [WIDEO]
Lekcję futbolu dali zawodnicy Pogoni Szczecin beniaminkowi z Łęcznej. Portowcy bez żadnych problemów wygrali 4:1 i awansowali na pozycję wicelidera Ekstraklasy.
W Pogoni wciąż tkwi zadra z powodu wyeliminowania z Pucharu Polski przez KKS Kalisz, ale po ostatniej ligowej wygranej na wyjeździe z Wisłą Kraków nastroje znacząco się poprawiły. Sytuacja kadrowa Dumy Pomorza nie była przed meczem idealna. Rehabilitacje wciąż przechodzą Alexander Gorgon, Kamil Drygas, Igor Łasicki i Hubert Matynia. Tuż po operacji jest Kacper Smoliński. W związku z tym w kadrze meczowej Pogoni Szczecin zaszła tylko jedna zmiana. Smolińskiego zastąpił dochodzący do pełnej sprawności Luis Mata.
Pierwsza połowa to czas dominacji Portowców. Faworyci cisnęli na bramkę Macieja Gostomskiego, ale za każdym razem brakowało albo wykończenia, albo dobrego ostatniego podania. O dziwo, najlepszą okazję stworzyli goście z Lubelszczyzny. To doświadczony Leandro postanowił mocno uderzyć z ponad 20 metrów i Dante Stipica musiał wyciągnąć się jak struna, aby sparować piłkę na rzut rożny.
Gdy wybiła 30. minuta na rajd zdecydował się Sebastian Kowalczyk, który minął dwóch biernie reagujących defensorów z Łęcznej, posłał silny płaski strzał, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.
Radość szczecinian trwała jedynie 10 minut. Po rozegraniu rzutu z autu w pobliże szesnastki Pogoni przebił się wypożyczony właśnie ze stolicy Pomorza Zachodniego Marcel Wędrychowski, który wypatrzył wpadającego w pole karne Bartosza Śpiączkę. Napastnik Górnika nie zwykł marnować tak dobrej sytuacji i doprowadził do wyrównania.
Jeszcze mniej czasu na samozadowolenie mieli Górnicy, bo ponownie musieli zacząć gonić wynik. Wszystko przez niefortunną interwencję Kryspina Szcześniaka, wbijającego gola samobójczego w dość niegroźnej sytuacji. - Nie możemy tracić takich goli, to kpina - grzmiał w przerwie meczu Śpiączka.
Napastnik gości musiał być jeszcze bardziej wściekły, gdy zobaczył, jak padła bramka numer trzy. Niemal każde dośrodkowanie w pole karnego Łęcznej groziło utratą gola. W 48. minucie Portowcy właśnie trafili po raz trzeci w takiej sytuacji. Do wrzutki Stolarskiego pierwszy pospieszył Kacper Kozłowski i młodzieżowiec również wpisał się dziś na listę strzelców.
Kanonada trwała dalej. Bezradni piłkarze gości coraz częściej wpuszczali graczy Runjaicia w pole karne, a ci skrzętnie wykorzystywali sytuacje. Czwartego gola strzelił Michał Kucharczyk po dobitce uderzenia Kamila Grosickiego.
Łatwe zwycięstwo Pogoni i szczecinianie utrzymują pozycję wicelidera ze stratą dwóch punktów do Lecha. Górnik Łęczna zamyka tabelę.