Być jak AS Monaco. Klub z Księstwa w dwa lata zarobił 300 mln na transferach!

Być jak AS Monaco. Klub z Księstwa w dwa lata zarobił 300 mln na transferach!
asmonaco.com
Żyjemy w świecie clickbaitów, gdzie ufanie tytułom artykułów niejednokrotnie może być szkodliwe, ale zaręczam, iż powyższy nagłówek, mimo, że wydaje się być niemożliwy, jest całkowicie zgodny z prawdą. Monaco w ciągu dwóch letnich okienek transferowych zarobiło właśnie 300 milionów euro.
Rynek transferowy w futbolu z roku na rok wymyka się spod jakiejkolwiek logicznej kontroli. Transakcje, opiewające na sumy w granicach 50 milionów już na nikim nie robią wrażenia, a o klubach jak Real czy Barcelona mówi się w kontekście spokojnego okienka pomimo wydania dziewięciocyfrowych sum na wzmocnienia.
Dalsza część tekstu pod wideo
W świecie gdzie beniaminki Premier League mogą sobie pozwolić na kilkudziesięciomilionowe zakupy, a PSG bez mrugnięcia okiem wydaje 400 milionów na dwóch zawodników, AS Monaco jest prawdziwym „białym krukiem”, który mimo cyklicznej sprzedaży największych gwiazd, potrafi utrzymać się na topie.
Wystarczy spojrzeć na najlepsze kluby pod względem salda transferowego z ostatnich dwóch lat. Dysproporcja między Monaco, a pozostałymi drużynami jest ogromna (dane: Transfermarkt):
1. AS MONACO +297 mln (Wpływy: 516 mln | Wydatki: 219 mln)

2. BENFICA LIZBONA +125 mln (Wpływy: 161 mln | Wydatki: 36 mln)

3. BORUSSIA DORTMUND +121 mln (Wpływy: 304 mln | Wydatki 183 mln)

4. OLYMPIQUE LYON +111 mln (Wpływy: 188 mln | Wydatki: 77 mln)

5. REAL MADRYT +96 mln (Wpływy: 261 mln | Wydatki: 165 mln)

6. ATHLETIC BILBAO +85 mln (Wpływy: 145mln | Wydatki: 60 mln)

7. FC PORTO +80 mln (Wpływy: 135 mln | Wydatki: 55 mln)

8. SUNDERLAND +55 mln (Wpływy: 57 mln | Wydatki: 2 mln)

9. FC SAO PAOLO +52 mln (Wpływy: 72 mln | Wydatki: 20 mln)

10. NORWICH CITY + 51 mln (Wpływy: 71 mln | Wydatki: 20 mln)
Gdyby klub z Księstwa nie istniał lub obrał politykę przypominającą tę stosowaną w Paryżu, Madrycie czy jakimkolwiek innym mieście w Anglii, futbol straciłby drużynę, która wbrew wszystkiemu podąża własną drogą, tworzy wspaniałą historię, pozostając wierna ideałom.
Na szczęście Monaco nadal egzystuje i nic nie wskazuje na to, aby ich styl na rynku transferowym miał ulec jakiejkolwiek zmianie. Kontynuacja niecodziennej przygody będzie trwać w najlepsze.

Kupić tanio, sprzedać horrendalnie drogo

Dosyć teorii, czas przejść do praktycznego omówienia ruchów w drużynie prowadzonej przez Leonardo Jardima. Praca Portugalczyka z pewnością nie należy do łatwych, ponieważ każdy trener zapewne marzy o stabilizacji, dostarczaniu przez zarząd fundamentów w postaci transferów z których można zbudować drużynę.
Tymczasem Jardim sam musi szukać owych fundamentów, które jeśli okażą się wytrzymałe, są zabierane przez większe kluby. Każdy dobry sezon w wykonaniu zawodnika Monaco skutkuje przenosinami do europejskiej potęgi z PSG i Manchesterem City na czele.
Klub z Księstwa pod względem sprzedaży jest jedyny w swoim rodzaju. 300 milionów czystego zysku ponad dwukrotnie przebija drugą w tym zestawieniu Benficę, którą oczywiście należy docenić przede wszystkim za okienko w 2017 roku, ale warto również zauważyć, że był to swego rodzaju wyjątek.
W tym okienku lizbończycy uzyskali zaledwie 30 milionów z transferów wychodząych, a połowę tej sumy stanowi kwota, którą Nottingham Forest zapłaciło za Joao Carvalho. Jak widać Benfica pod żadnym pozorem nie dorównuje Monaco, które wiedzie prym jeśli chodzi o szlifowanie i zarabianie na największych młodych talentach.

Sprzedaż idzie w parze z sukcesami

Kolejna różnica między sumienną pracą Monaco, a jednorazowym wyskokiem Benfiki to również skala osiąganych przez obie drużyny sukcesów. Każdy przecież pamięta wyśmienity sezon 2016/17 w ich wykonaniu, zakończony triumfem w lidze francuskiej oraz półfinałem Ligi Mistrzów.
Warto docenić sukcesy Monaco sprzed dwóch sezonów, ponieważ była to drużyna, która wyeliminowała Manchester Guardioli oraz BVB Tuchela, a także zwyciężyła w rozgrywkach ligowych mimo konkurencji ze strony galaktycznego PSG.
A to wszystko dzięki boiskowej postawie ludzi, którzy zostali ściągnięci do Księstwa w pośpiechu, aby załatać dziury po (a jakże) wielkiej wyprzedaży. Jak widać utrata praktycznie wszystkich kluczowych ogniw sprawiła, że Jardim zdołał stworzyć jeszcze lepszą drużynę.
Progres jaki wykonało Monaco na przełomie sezonów 15/16 oraz 16/17 jest wręcz niewyobrażalny i trudny do wytłumaczenia. Drużyna, która traciła do stołecznego mistrza ponad 30 punktów dodatkowo zostaje pozbawiona wszystkich największych gwiazd. Jedyne dokonane wzmocnienia opierają się na jak dotąd anonimowych zawodnikach, którzy przyszli do Monaco za „grosze”.
Logiczny finał takiej historii powinien być niezbyt szczęśliwy dla klubu z Księstwa, który jednak postawił się wszystkim europejskim hegemonom, bazując w dużej mierze na młodych zawodnikach, czasami nastolatkach, którzy dopiero stawiali pierwsze kroki w seniorskim futbolu.

Chwilowa zadyszka

Ostatni sezon w wykonaniu Monaco już nie był tak okazały, ponieważ zajęli oni 2 miejsce w lidze, tracąc do paryżan aż 13 punktów, z europejskimi pucharami pożegnali się już po fazie grupowej Ligi Mistrzów, a marzenia o Pucharze Francji zostały zaprzepaszczone przez (cóż za zaskoczenie) PSG.
Utrata Mbappe, Bakayoko, Bernardo Silvy czy Mendy’ego miała negatywny wpływ na ogólny obraz drużyny, ale obiektywnie patrząc, nie można stwierdzić, że podopieczni Jardima zanotowali jakiś niewyobrażalny regres.
Brak sukcesów na krajowym podwórku był spowodowany stworzeniem, a właściwie kupieniem przez PSG dwóch „bestii” w postaci właśnie Mbappe i Neymara.
Monaco nie miało wielkich szans w starciach z paryżanami, którzy dysponowali tak zabójczą ofensywą, chociaż i tak to właśnie klub z Księstwa najodważniej stawiał im opór. Marsylia oraz Lyon mimo wzmocnień jak Thauvin czy Mariano Diaz wciąż nie dorównały drużynie Jardima.

Dostawa świeżych talentów

Po sprzedażach Fabinho, Lemara i Moutinho rozbiórka drużyny z sezonu 16/17 została ukończona. Architekci tamtych sukcesów grają już w teoretycznie lepszych klubach jak Liverpool, Atletico i Wolverhampton, ale to naprawdę niewiele zmienia w kontekście przyszłości Monaco, która nadal rysuje się w dosyć ciepłych barwach.
Skład na papierze wygląda o wiele słabiej niż przed rokiem, ale wszyscy dobrze wiemy, że ocenianie skali potencjału kadry, którą dysponuje Jardim przed startem sezonu mija się z celem.
Piłkarze, którzy już udowodnili swoją wartość zostali sprzedani za kolosalne sumy oraz jak to zwykle w Monaco bywa, zastąpieni przez młodszych i być może jeszcze bardziej utalentowanych zawodników, którzy w najbliższej przyszłości zapewne będą bohaterami transakcji opiewających na setki milionów.
Monaco nie jest klubem w stylu Barcelony czy Ajaksu, który może czerpać ogromne korzyści finansowe oraz sportowe ze sprzedaży wychowanków, ale klub z Księstwa stał się istną „ziemią obiecaną” dla wszystkich młodych zawodników, którzy chcą rozwijać swój talent, grając na najwyższym poziomie.
W ciągu dwóch lat Monaco pozyskało z rezerw Barcelony dwóch niezwykle utalentowanych zawodników, którzy zdecydowanie przerastali umiejętnościami zawodników w swoim wieku.
Z uwagi na obecność w składzie „Blaugrany” takich zawodników jak Messi, Suarez, Coutinho czy Dembele, przyszłość obu nastolatków na Camp Nou nie zapowiadała się zbyt optymistycznie i zapewne ich talent nie zostałby odpowiednio wykorzystany.
Zamiast marnować najlepsze lata swojej kariery na trybunach obaj panowie postanowili dołączyć do Monaco, gdzie z całą pewnością otrzymają oni odpowiednią liczbę szans do zaprezentowania swojego talentu.
Mboula, który ma 19 lat stał się już etatowym członkiem pierwszej jedenastki i podobna przyszłość czeka również 16-letniego Navarro. W końcu rok starszy od Hiszpana Willem Geubbels zadebiutował już w koszulce Monaco w Ligue 1 w starciu z Lille.

„Arkadia” dla juniorów

Monaco to jeden z niewielu topowych klubów, gdzie zawodnicy w tak młodym wieku mogą liczyć na regularną grę bez zbędnej presji. W Anglii, Barcelonie czy Realu większość wychowanków otrzymuje znikomą liczbę szans.
Jeśli nie sprawdziłeś się w debiucie, nie jesteś potrzebny. Lepiej w następnym meczu wystawić zawodnika, ściągniętego za kilkadziesiąt milionów, który na ten moment stanowi większą wartość sportową oraz marketingową.
I na całe szczęście, w tym wyścigu zbrojeń, gdzie dla topowych marek każda boiskowa minuta musi być odpowiednio zagospodarowana Monaco staje naprzeciw wszelkim ograniczeniom, powierzając los drużyny nieopierzonym zawodnikom.
Zapewne w debiucie 17-latek nie zdobędzie hat-tricka, być może straci kilka piłek, ale zaufanie trenera oraz brak konkurencji ze strony zawodników wartych setki milionów sprawi, że będzie on mógł swobodnie zaprezentować swój wachlarz umiejętności w całej jego okazałości.
Dzięki temu za parę lat będziemy mogli stworzyć zupełnie nowe, być może nawet lepsze zestawienie zawodników, którzy pierwsze poważne kroki w futbolu stawiali właśnie na stadionie Ludwika II.
Mimo, że rynek transferowy pędzi jak oszalały, a większość klubów co roku wydaje krocie na wzmocnienia nic nie wskazuje na to, aby polityka Monaco oraz ich pozycja w świecie futbolu się zmieniła.
Z powodu ogromnych transferów topowych europejskich marek, juniorzy z ich akademii nadal będą odchodzić w poszukiwaniu minut, a idealnym klubem, który będzie mógł im zagwarantować regularność pozostanie Monaco.
Pod okiem Jardima znów powstanie wiele przyszłych gwiazd, które zagrają sezon lub dwa w biało-czerwonych barwach, być może w momencie przestoju w Paryżu nawet odniosą jakiś sukces na krajowym podwórku, a następnie pożegnają się z klubem z Księstwa, który zarobi na nich kilkaset milionów.
Ta swego rodzaju symbioza pomiędzy drużyną Portugalczyka, a młodymi zawodnikami trwa już od wielu lat. Dzięki niej możemy teraz z radością oglądać poczynania Silvy i Mendy’ego w City czy Mbappe w PSG, ale warto pamiętać, że swój sukces zawdzięczają oni Monaco, jedynemu klubowi, który jest w stanie w ciągu 2 lat sprzedać swoich piłkarzy za pół miliarda.
Mateusz Jankowski

Przeczytaj również