40 lat temu ten mecz byłby gorący jak El Clasico. Spotkanie wielkich rywali po długiej przerwie. Hit w Anglii

Gdyby mecz Nottingham Forest z Liverpoolem rozegrano na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia, niewykluczone, że cieszyłoby się przynajmniej porównywalnym poziomem zainteresowania do El Clasico. Ale czasy są takie, że dziś “The Reds” zagrają ze swoim historycznym, wielkim rywalem po raz pierwszy w XXI wieku.
- Znam Nottingham tylko z dzieciństwa, za sprawą Robin Hooda! - zażartował menedżer Liverpoolu, Juergen Klopp, przed ćwierćfinałowym meczem Pucharu Angliii. - Zawsze zastanawiałem się, jak tam jest. Nie jedziemy tam jednak na zwiedzanie. Nie możemy się doczekać tego spotkania.
Najlepsi
Na szczycie pojawili się niemal z dnia na dzień. W sezonie 1976/77 grali jeszcze w drugiej klasie rozgrywkowej. Rok później byli już mistrzami Anglii. W kolejnych rozgrywkach sięgnęli po Puchar Europy. A następnie obronili tytuł najlepszej drużyny kontynentu. W drugiej połowie lat 70. oraz na początku lat 80. XX wieku tylko Nottingham Forest potrafiło przerwać dominację wszechpotężnego wtedy Liverpoolu. I to zarówno na krajowej, jak i międzynarodowej arenie. Do tego tak na przestrzeni sezonu, jak i w bezpośrednim starciu - w finale Pucharu Ligi w 1978 roku.
Ekipa ze środkowej części Anglii była odważna i pewna siebie. Albo, w zależności od interpretacji, arogancka i bezkompromisowa. Czyli dokładnie taka jak jej legendarny menedżer. Być może nawet Sir Alex Ferguson nie odcisnął równie mocnego piętna na brytyjskim futbolu, a zwłaszcza na ludziach, których w nim spotkał, co Brian Clough. Poniżej przypominamy wybrane spośród najsłynniejszych wypowiedzi człowieka stojącego za niezapomnianymi sukcesami Nottingham Forest.
- Nie powiedziałbym, że byłem najlepszym menedżerem w branży. Ale byłem w czołowej jedynce.
- Mówią, że nie od razu Rzym zbudowano, ale to nie mnie oddelegowano do tej konkretnej roboty.
- Kiedy nie zgadzałem się z zawodnikiem, siadaliśmy na 20 minut, rozmawialiśmy o sprawie i ustalaliśmy, że miałem rację!
- Wiedziałem, że jestem najlepszy, ale nie powinienem był tego mówić. I tak sami by na to wpadli!
- Kiedy umrę, Bóg będzie musiał zwolnić swoje ulubione krzesło.
Śpiący gigant
Nottingham Forest pozostaje jedynym klubem, który ma w swoim dorobku więcej triumfów w Pucharze Europy (2) niż mistrzostw kraju (1). “The Reds” - z Liverpoolem łączy ich przydomek - nigdy później nie nawiązali już bowiem do spektakularnych osiągnięć z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego stulecia.
Degrengolada była stopniowa. Pod wodzą Clougha, który pełnił rolę menedżera klubu aż do 1993 roku, Forest jeszcze trzykrotnie zakończyli ligowe rozgrywki na podium. Kolejne dwa razy wygrali też Puchar Ligi. Nawet w erze Premier League, a konkretnie w sezonie 1994/95, zdarzyło im się zająć na finiszu trzecie miejsce w tabeli. Od kiedy w 1999 roku, po raz trzeci na przestrzeni siedmiu lat, zakończyli rozgrywki na dnie klasyfikacji, kibice jednego z niezmiennie najbardziej utytułowanych angielskich klubów nadal nie mogą jednak doczekać się powrotu do elity.
Wśród fanów zespołów z niższych klas rozgrywkowych na Wyspach kolejne nieudolnie podejmowane na przestrzeni lat próby awansu Nottingham Forest do Premier League dawno stały się obiektem drwin. Kibice innych klubów wymyślają wręcz kawały na ten temat. Takie jak ten poniżej.
- Dlaczego twój pies tak szczeka? - zapytano sympatyka Forest.
- Nie zwracaj na niego uwagi - odpowiedział kibic. - Zawsze się tak zachowuje, kiedy przegrywamy.
- A co robi, kiedy wygrywacie?
- Nie wiem. Mam go dopiero osiem lat!
Kiedy w drugiej połowie sezonu 2013/14 piąta wówczas w tabeli Championship drużyna z Nottingham przyjechała do drugiego w klasyfikacji Burnley, fani Forest liczyli na to, że to w końcu będzie ich sezon. Mecz zaczynał się o 15:00. Po 35 minutach gry Forest przegrywali już 0:3. Jeszcze przed przerwą stadionowy sektor dla przedstawicieli mediów na Turf Moor obiegł zatem następujący żart:
- Najbliższy pociąg ze stacji Burnley Manchester Road odjeżdża o godzinie 15:48. Jeszcze zdążą!
Od 1999 roku Nottingham Forest ani razu nie wystąpiło choćby w finale baraży o awans do Premier League. By oddać kontekst, w tym czasie promocję do angielskiej elity wywalczyło łącznie aż 36 różnych klubów. Przez Forest przewinęło się z kolei od tamtej pory już ponad - uwaga! - 30 trenerów. Od ponad dekady nie zdarzyło się, by którykolwiek z nich wytrwał na stanowisku przynajmniej dwa sezony. Poprowadzić “śpiącego giganta” z powrotem do ekstraklasy bezskutecznie próbowali tacy szkoleniowcy, jak Steve McClaren, legendy klubu w osobach Stuarta Pearce’a i Martina O’Neilla, Francuzi Philippe Montanier i Sabri Lamouchi, Hiszpan Aitor Karanka czy wreszcie Chris Hughton, który awansował wcześniej do elity zarówno z Newcastle United, jak i z Brighton and Hove Albion.
Na City Ground zmieniali się także właściciele. W latach 2012-2017 klubem zarządzała rodzina Al-Hasawi z Kuwejtu. Od tamtej pory sterownikiem klubu jest będący zarazem właścicielem greckiego Olympiakosu Evangelos Marinakis.
Pogromcy
Dlaczego akurat trwający sezon miałby zatem na dobre wpisać się w najnowszą historię Nottingham Forest? Po niedawnej, środowej wygranej z jednym z bezpośrednich rywali w walce o awans do Premier League, Queens Park Rangers, “The Reds” zajmują ósme miejsce w tabeli Championship z raptem jednym punktem straty do miejsc barażowych oraz jednym zaległym meczem do rozegrania. Pod batutą prowadzącego zespół od września Steve’a Coopera Forest mogą pochwalić się ex aequo trzecim najlepszym atakiem oraz piątą najlepszą defensywą w lidze. Przesłanki ku temu, że na koniec obecnych rozgrywek wreszcie znajdą się z powrotem wśród najlepszych, są zatem podobne jak wiele razy wcześniej.
Znacznie większych powodów do optymizmu dostarczają za to tegoroczne występy Forest w Pucharze Anglii. Dość napisać, że w niedzielny wieczór następcy klubowych legend wystąpią w ćwierćfinale najstarszych rozgrywek piłkarskich na świecie po raz pierwszy od sezonu 1995/96, czyli tego samego, w którym po raz ostatni zagrali w europejskich pucharach (dotarli wtedy do ćwierćfinału Pucharu UEFA). Szczególnie imponująca jest droga, jaką podopieczni Coopera pokonali w poprzednich rundach trwającej edycji FA Cup. Dotychczas wyeliminowali oni kolejno:
- w III rundzie: zwycięzcę rozgrywek sprzed dwóch sezonów - Arsenal (1:0)
- w IV rundzie: ubiegłorocznego triumfatora Pucharu Anglii, a przede wszystkim lokalnego rywala - Leicester City (4:1)
- w V rundzie: trzecie w tabeli Championship Huddersfield Town (2:1)
Co ważne, w wymienionych powyżej meczach, w komplecie rozegranych na własnym stadionie, szczególnie istotną rolę odegrali coraz liczniej przebijający się ostatnio do pierwszego zespołu wychowankowie klubowej akademii. Bramkę i dwie asysty, w tym tę decydującą przeciwko Arsenalowi, zapisał na swoje konto urodzony w Nottingham środkowy pomocnik - Ryan Yates (rocznik 1997). W derbowym spotkaniu z Leicester po golu strzelili zaś środkowy obrońca Joe Worrall (rówieśnik Yatesa) oraz znajdujący się już na celowniku wielu klubów Premier League ofensywny pomocnik, Brennan Johnson (rocznik 2001).
Jakby tego było mało, w pierwszym od 26 lat ćwierćfinale Pucharu Anglii los zestawił Forest z dawnym rywalem z czasów chwały - Liverpoolem.
Po latach
Jak wielkie wydarzenie stanowi w Nottingham wizyta zespołu Juergena Kloppa? Dość napisać, że będzie to pierwszy mecz pomiędzy Forest a Liverpoolem w XXI wieku. Obie drużyny po raz ostatni spotkały się w ostatnim dotychczas sezonie występów gospodarzy nadchodzącej konfrontacji w Premier League, czyli w kwietniu 1999 roku. Na City Ground padł wtedy remis 2:2. Do wyrównania doprowadził w 90. minucie ówczesny napastnik Forest - Pierre van Hooijdonk. Dla gości trafiali Jamie Redknapp oraz Michael Owen.
Jak nietrudno było przewidzieć, bilety na szlagierowe spotkanie rozeszły się błyskawicznie. I to oczywiście po obu stronach oraz do tego stopnia, że wśród kibiców gospodarzy pojawiły się nawet głosy, że klubowi przydałby się większy stadion niż 30-tysięczny City Ground. Ponadto złożona została oficjalna petycja o rozstawieniu w centrum miasta na czas meczu telebimu, na którym pozostali fani Forest będą mogli wspólnie emocjonować się wyczekiwanym starciem.
Jest oczywiście jeszcze jeden wątek łączący historyczną rywalizację obu klubów. W 1989 roku to właśnie Nottingham Forest było przeciwnikiem Liverpoolu na Hillsborough w Sheffield w tych samych zresztą rozgrywkach co w ten weekend, z tym że na etapie półfinału. Po tym, jak 96 kibiców klubu z Anfield zginęło w tragicznej katastrofie stadionowej, legendarny Brian Clough rozwścieczył fanów Liverpoolu wyjątkowo skandaliczną wypowiedzią.
- Zawsze pozostanę przy przekonaniu, że ci kibice Liverpoolu, którzy zginęli, zostali zabici przez własnych ludzi - napisał Clough w 1994 roku. - Byli pijani. Zabili swoich własnych ludzi.
Były menedżer Nottingham Forest dopiero kilka lat później i pod silną presją społeczną przeprosił za swoje słowa.
- Dziś akceptuję, że posunąłem się stanowczo za daleko w wydawaniu swoich opinii na temat Hillsborough - przyznał Clough już w bieżącym stuleciu, niedługo przed śmiercią.
Tak naprawdę nie wiadomo, czy i ewentualnie jak silne animozje będą towarzyszyć zasiadającym na trybunach kibicom podczas pierwszej od 23 lat konfrontacji obu zespołów. Wiadomo, że Nottingham Forest znowu marzy o nawiązaniu rywalizacji z najlepszymi. Tymczasem Liverpool po cichu ciągle pozostaje w grze o poczwórną koronę na koniec sezonu.
- To dla nas fantastyczna szansa - przyznał Klopp, odnosząc się potencjalnego występu jego drużyny w półfinale Pucharu Anglii na stadionie Wembley. - Skosztowaliśmy tego. I chcemy znowu.
To może być znakomita “przystawka” przed El Clasico. Początek meczu o 19:00.