“Pokażę Interowi, że popełnili błąd”. Król środka pola i klubów nocnych błyszczy w Serie A

W czasach, gdy większość topowych piłkarzy odlicza każdą kalorię, eliminuje gluten, sypia wyliczoną liczbę godzin, a po treningach odpowiednio dba o regenerację, Radja Nainggolan jest prawdziwym ewenementem. Belg zupełnie nie kryje się z tym, że lubi się napić, zapalić, a wieczorem czas spędzić nie przed telewizorem, a na dyskotece. Trudno mu jednak coś zarzucić, bo gdy wychodzi na boisko, jest po prostu prawdziwym kozakiem. I udowadnia to również w tym sezonie, królując w środku pola Cagliari.
Nainggolan to syn Belgijki i Indonezyjczyka, którzy poznali się w Antwerpii. Właśnie ojciec zaszczepił w nim miłość do futbolu, choć dziś panowie nie mają już dobrych relacji. Gdy Radja miał kilka lat, tata opuścił rodzinę. Zostawił jego, a także matkę i siostrę bliźniaczkę. Piłkarz opowiadał później, że rodzicielka musiała harować na kilka etatów, żeby zapewnić im byt, a mimo to i tak często chodzili głodni.
Do matki był zresztą ogromnie przywiązany. Wśród licznych tatuaży są dwie daty: jej urodzin i śmierci. Odeszła dziewięć lat temu, po ciężkiej chorobie nowotworowej. Gdy wiedziała, że nie ma już szans, zdecydowała się na eutanazję. Na Radji głowę spadł ogromny cios, ale też motywacja do jeszcze bardziej wytężonej pracy.
Ciao Italia
Śmierć matki zbiegła się w czasie z jego debiutem w Serie A. Bo chociaż urodził się w Belgii, to już w wieku juniorskim przeniósł się do Włoch. W 2005 roku dołączył do Piacenzy, gdzie spędził prawie pięć lat. Chociaż rozpędzał się dość mozolnie, będąc przez długi czas tylko rezerwowym, ostatecznie zaczął błyszczeć na zapleczu elity, co przyciągnęło uwagę mocniejszych drużyn.
W styczniu 2010 roku został wypożyczony do Cagliari, a pół roku później klub z Sardynii zdecydował się go wykupić. Cena? Zaledwie 1.3 miliona euro. Tam na dobre rozwinął skrzydła, które zresztą też ma wytatuowane. W Cagliari spędził niemal dokładnie cztery lata. To był dla niego znakomity okres, choć ówczesny Radja raczej sprawiał wrażenie piłkarza dość ograniczonego. Potwierdza to jego bilans bramek i asyst - kolejno 10 i 10 w 148 meczach. Dla porównania, w 203 meczach dla AS Romy uzbierał 33 gole i 28 asyst.
Owszem, łatwiej jest notować takie liczby w drużynie zwyczajnie lepszej, a i sam Nainggolan nie odpowiada przede wszystkim za gole i ostatnie podania, ale to pokazuje też jego progres. Stał się piłkarzem bardziej uniwersalnym. Takim, który będzie bulterierem dla szalejących zawodników drużyny przeciwnej, ale też rozegra futbolówkę, uderzy z dystansu. Trudno dziś doszukiwać się u Radji wielu niedociągnięć czysto piłkarskich.
Reprezentując barwy klubu z Sardynii miał okazję pracować m.in. z Massimiliano Allegrim, który tamten okres wspominał tak:
- Wystarczyło mi kilka treningów, by wiedzieć, że Radja jest świetnym piłkarzem. Poprosiłem wówczas właściciela klubu, by nie pozwolił mu odejść. Nainggolan ma wszystko. Jest silny, gra mądrze, świetnie rozgrywa, dobrze strzela. Jest fantastyczny zarówno w fazie ofensywnej, jak i defensywnej - mówił Włoch.
Z klubu do klubu
Dobra gra w barwach Cagliari oznaczała też coraz większą popularność. Na jaw zaczęło więc wychodzić, że ten charyzmatyczny piłkarz, ozdobiony tatuażami i irokezem na głowie, raczej nie preferuje picia yerba mate, jedzenia bezglutenowych pierożków i czytania książek o samorozwoju. W tym czasie woli wyjść do klubu (ale nie piłkarskiego), wypić jednego, dwa, ewentualnie trzynaście drinków, po czym prosto z imprezy pojechać na trening. I wyglądać na nim najlepiej z drużyny.
Mimo specyficznego stylu życia, w końcu Radja wyraźnie wyrastał już ponad Cagliari. Interesować zaczęły się nim najlepsze kluby Starego Kontynentu, na czele z Realem Madryt, ale Belg wiedział, że przenosiny ze średniaka Serie A do naszpikowanej gwiazdami ekipy “Królewskich” mogą okazać się zbyt odważnym krokiem. Znalazł złoty środek, odchodząc do AS Romy. Schemat znów był ten sam. Najpierw półroczne wypożyczenie, później transfer. Tym razem na stole wylądowało 15 milionów euro.
W Rzymie stał się niezwykle ważną częścią drużyny, spędzając tam cztery lata. O jego świetnych statystykach zdążyłem już wspomnieć, ale nie oddają one w pełni tego, co Radja potrafił wyprawiać w barwach “Giallorossich”.
Największy sukces to z pewnością awans do półfinału Ligi Mistrzów w sezonie 2017/2018, po fantastycznym come-backu w starciu z FC Barceloną. Do wielkiego finału awansować się już nie udało. Za mocny okazał się Liverpool, choć w tym przypadku Roma też była blisko odrobienia strat, a sam Nainggolan strzelił w rewanżu dwie bramki.
Latem 2018 roku Belg, zmuszony przez władze rzymskiego klubu, opuścił Stadio Olimpico. Pozostał co prawda na ukochanym Półwyspie Apenińskim, ale za 45 milionów euro przeniósł się do Interu. Jego pierwszy (i na ten moment ostatni) sezon w Mediolanie był przeplatanką dobrych i złych występów. Zagrał w 29 meczach, notując w tym czasie 6 bramek i 3 asysty. Ostatecznie nie dostał okazji na poprawkę w kolejnych rozgrywkach, bo Inter wypożyczył go do Cagliari, ale o tym więcej za moment...
Utracone marzenia
Wspomnieć trzeba bowiem też o karierze reprezentacyjnej, która zdecydowanie usłana różami nie była. W barwach Belgii rozegrał zaledwie 30 spotkań, chociaż zadebiutował już w 2009 roku. Później ominęły go dwa mundiale i nie było to związane z żadnymi kontuzjami. Po prostu Marc Wilmots w 2014 i Roberto Martinez w 2018 roku nie widzieli go w swoich wizjach drużyny.
Decyzje selekcjonerów Radja przyjmował z wielkim rozczarowaniem.
- Wyjazd na mundial zawsze był dla mnie największym marzeniem z dzieciństwa. Teraz mogę być w Księdze Rekordów Guinnessa jako pierwszy piłkarz u szczytu formy, który dwukrotnie nie pojechał na mundial. To dla mnie nieporozumienie, z którego mogę się teraz tylko śmiać. Jestem smutny, bo grałem dobrze w Romie i dotarłem z klubem do półfinału Ligi Mistrzów. Nie zasługuję jednak na to, by być w kadrze? Cztery lata temu nie dostałem powołania na mundial nie z powodu słabej formy, ale dlatego, że grałem w Cagliari. W międzyczasie przeprowadziłem się do Rzymu i mam za sobą cztery udane lata spędzone w klubie, ale pomimo tego nie zostałem wynagrodzony - mówił w wywiadzie dla „Het Laatste Nieuws”.
Nainggolan był tak wściekły po decyzji Martineza, że momentalnie zakończył reprezentacyjną karierę.
- Trener Martinez stwierdził, że w ostatnich meczach eliminacyjnych do mistrzostw świata nie byłem wystarczająco skoncentrowany na kadrze. Jak to usłyszałem, to myślałem, że wybuchnę. W związku z tym postanowiłem skończyć z występami w drużynie narodowej, bo to nie ma sensu. Teraz skupię się na Romie - poinformował wówczas Belg.
Parafrazując pewne powiedzenie, łyżką miodu w beczce dziegciu był dla niego jedynie udział w Euro 2016, gdzie prezentował się naprawdę znakomicie. Marne to jednak dziś pocieszenie.
Sentymentalny powrót
Przed obecnym sezonem Nainggolan dość niespodziewanie zmienił barwy klubowe. Wcześniej w każdym zespole, który reprezentował, spędzał kilka dobrych lat. Tym razem z Mediolanu wyniósł się już po sezonie, ale póki co tylko na wypożyczenie. Wybrał dobrze znane sobie Cagliari, choć z pewnością mógłby liczyć na angaż w dużo lepszym klubie.
Zrobił to jednak dla swojej żony, która zachorowała na nowotwór, a leczenie rozpoczęła właśnie na Sardynii. Chciał być blisko niej, a w Cagliari pewnie już zawsze będzie witany z otwartymi ramionami. Co więcej, przed sezonem klub sprowadził też kilku innych ciekawych piłkarzy (m.in. Marko Roga z Napoli czy Giovanniego Simeone z Fiorentiny), nie kryjąc się z tym, że celem jest nawet walka o europejskie puchary.
Mówi się jednak o tym, że odejście z Interu nie było decyzją samego zawodnika, a klubu.
- Teraz wrócę do gry i pokażę “Nerrazzurim”, że popełnili błąd wypuszczając mnie - mówił jeszcze przed sezonem.
I faktycznie, Nainggolan w Cagliari jest po prostu znakomity, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Uzbierał już trzy gole i cztery asysty, a to i tak w pełni nie oddaje jego wpływu na świetną grę zespołu. Ekipa z Sardynii to bowiem prawdziwa rewelacja Serie A. Po trzynastu kolejkach zajmuje wysokie czwarte miejsce w tabeli, wyprzedzając takie firmy jak Roma, Atalanta czy Napoli.
Choroba żony podobno wpłynęła też na zachowania pozaboiskowe Radji, który znacznie ograniczył wizyty w dyskotekach, skupiając się w głównej mierze na wsparciu małżonki. Kto wie, być może to też ma wpływ na wzrost formy charyzmatycznego Belga, choć akurat on zawsze potrafił nadspodziewanie dobrze łączyć formę klubową z formą… klubową.
Dominik Budziński